Białoruska gazeta państwowa kpi z kłopotów Ukrainy

Największy białoruski państwowy dziennik kpi z kłopotów Ukrainy. Zwraca uwagę, że w skarbie państwa Ukrainy pozostało mniej pieniędzy niż oficjalne zarobki przywódców protestów na Majdanie - Arsenija Jaceniuka i Witalija Kliczki.

Gazeta "Sowietskaja Biełorussija" - będąca organem administracji prezydenta - pisze, że Ukrainie pilnie potrzebne są pieniądze. Dlatego nowy szef państwa Arsenij Jaceniuk prosi: "dobrzy ludzie, MFW, UE i Ameryka. Dajcie biednym rewolucjonistom".

Reklama

Autor publikacji zauważa, że Unia Europejska i Międzynarodowy Fundusz Walutowy pomoc obiecują, ale nie taką, jaka jest potrzebna. "A może ukraińscy rewolucjoniści sądzili, że wystarczy pokazać brak miłości do języka rosyjskiego i do pomników Lenina i w zamian dostać pieniądze?".

Dalej białoruska gazeta pisze, że w cywilizowanej Europie i Stanach Zjednoczonych tak się nie robi. "Tam wszystko wcześnie skrupulatnie się przelicza i zakłada się do budżetu - na reformy służby zdrowia, pensje i rewolucje w Afryce". A tu Ukraińcy wysuwają się przed Syrię z Etiopię i bez kolejki idą po pieniądze . "Tak więc powinni się cieszyć z obiecanego przez sekretarza stanu USA Johna Kerrego jednego miliarda dolarów. Oczywiście w formie kredytu" - podkreśla "Sowietskaja Biełorussija".
Co ciekawe, państwowa białoruska gazeta kpi z próśb nowych władz Ukrainy o pomoc finansową w sytuacji, gdy sama Białoruś w ostatnich latach cały czas zabiega o zagraniczne kredyty.

Dowiedz się więcej na temat: Arsenij Jaceniuk

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje