Charków przygotowuje się do rosyjskiej inwazji

Pomimo rozejmu we wschodniej Ukrainie, położony w północno-wschodniej części kraju obwód charkowski przygotowuje się do możliwej inwazji prorosyjskich separatystów. Ukraina zabezpiecza też granicę z Rosją.

Na ukraińskim przejściu granicznym Płetieniwka panuje ogromny zgiełk. Wolontariusze kopią rowy i zabezpieczają stanowiska strzeleckie. Większość z nich pochodzi z pobliskiego Charkowa.

Reklama

Ponieważ mieszkańcy miasta obawiają się, że konflikt ogarnie kolejne obwody Ukrainy, muszą być przygotowani na najgorsze. Dmytro Makowieckij ze straży obywatelskiej "Hromadzka warta" podkreśla, że wolontariusze przybyli na wezwanie portali społecznościowych, żeby pomóc w zabezpieczaniu granic z Rosją. Za pośrednictwem tych portali młodzi zbierają też pieniądze na łopaty, narzędzia, rękawice i wynajem pojazdów. - Straż graniczna wypożyczyła nam koparkę. Ale nam potrzebny jest większy sprzęt, bo w przeciwnym razie zamiast kopać jeden dzień, będziemy musieli przeznaczyć na te prace tydzień - mówi Makowieckij i dodaje, że na to brakuje im jednak środków.

Przygotowania do inwazji w toku

Granica w pobliżu miejscowości Płetieniwka umacniana jest już od prawie sześciu miesięcy, również z udziałem straży granicznej. Wolontariuszom z Charkowa pomaga Mykoła Grigoriew, były pracownik ukraińskiego Związku Zapobiegania Katastrofom. Przybył z oddalonego o 5 km Wowczańska. W tym mieście mieszka jeszcze wielu zwolenników dawnej władzy i byłego prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza, który zbiegł do Moskwy. Ponieważ z jego miasta do robót stawiło się zaledwie sześciu mężczyzn, obawia się, że ochrona tego odcinka granicy może okazać się bardzo problematyczna.

Ćwiczenia samoobrony

W ramach przygotowań do ewentualnych działań zbrojnych w Charkowie, oddalonym o 80 km od miejscowości przygranicznej Płetieniwka, na placach publicznych "otwarty uniwersytet" przeprowadza od miesiąca wspólne ćwiczenia. - Każdy musi umieć zapakować walizkę z dokumentami, zapasem żywności, wodą i lekami. - Ważne, byście schronienia szukali nie w tunelach metra a schronach przeciwlotniczych - wyjaśnia uczestnikom ćwiczeń Tatiana Rjabokon z charkowskiego Związku Spadochroniarzy. Wśród instruktorów są bojownicy, którzy uczestniczyli w walkach we wschodniej Ukrainie.

W ćwiczeniach "uniwersytetu" w każdy weekend bierze udział kilkuset mieszkańców miasta. Uczą się obchodzenia z bronią i kamizelkami kuloodpornymi oraz jak pomagać rannym.

Za niektóre treningi muszą płacić, za inne nie. Ochotnicy mogą też zostać członkami oddziału partyzanckiego. - Mogą to być zarówno mężczyźni jak i kobiety - zapewnia instruktorka batalionu partyzanckiego "Korpus Wschód".

Do tego batalionu chce się przyłączyć 22-letni Jarosław. Mówi, że z przyczyn zdrowotnych nie służył jak dotąd w wojsku. Jednak w obecnej sytuacji w kraju chce się nauczyć, jak bronić siebie i najbliższych.

Kontrolowanie schronów i bunkrów

Władze zapewniają, że przygotowania do obrony Charkowa i okolic zaczęły się już dawno; że Urzędy ds. wojskowych rejestrują ochotników i że administracja obwodu chce dokładnie poinformować mieszkańców na temat schronów i ich lokalizacji. - Ale to za mało - uważa Oksana Marczuk. Zanim władze przedstawiły jej i innym wolontariuszom listę schronów w Charkowie, minęło wiele tygodni. Po oględzinach tych obiektów stwierdzono, że zaledwie 1/3 jest dostatecznie przygotowana do przyjęcia ludzi. Inne albo są zamknięte, albo zagracone. - Tam nic nie funkcjonuje. Teraz organizujemy ochotników do uprzątania rupieci - mówi Oksana.

Władze proszą jednak wolontariuszy, żeby nie siali niepotrzebnie paniki w mieście. Oni jednak twierdzą, że im lepiej miasto będzie przygotowane na inwazję wojsk rosyjskich albo donieckich milicji, tym mniej prawdopodobny będzie wybuch wojny.

Antymajdan kontra Euromajdan

Tymczasem proeuropejscy działacze ostrzegają przed "separatystyczną bombą" w Charkowie. Mają na myśli zwolenników prorosyjskiego "Antymajdanu". Mimo że nie mają oni zezwolenia władz, od sześciu miesięcy regularnie organizują akcje. W mieście zbiera się co tydzień około stu osób. Znacznie większym powodzeniem cieszy się "Euromajdan". Między obu obozami raz po raz dochodzi do walk ulicznych.

Alexandra Indiuchowa, Charków / Iwona D. Metzner, Redakcja Polska Deutsche Welle

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje