Debata: Majdan na trwałe zmieni Ukrainę

Na Ukrainie mamy do czynienia z rozpadem państwa oligarchicznego i tworzeniem się narodu obywatelskiego; nie ma powrotu do sytuacji sprzed Majdanu - przekonywali uczestnicy poniedziałkowej debaty w Fundacji Batorego zatytułowanej "Pytania o Majdan".

Dyrektor Fundacji Wsparcia Reform Ekonomicznych, b. deputowany do Rady Najwyższej Ukrainy z ramienia Bloku Julii Tymoszenko Ihor Hryniw przekonywał, że Rosja, wykorzystując wewnętrzne konflikty na Ukrainie próbuje osłabić ten kraj, by móc łatwiej nim manipulować. Jego zdaniem w kwestii Ukrainy kluczowym rozgrywającym jest właśnie Moskwa.

Reklama

Według Hryniwa dla decyzji politycznych podejmowanych przez obecne władze w Kijowie, w tym decyzji o niepodpisaniu umowy stowarzyszeniowej z UE, kluczowa była sytuacja ekonomiczna w kraju, a ta jest niezwykle trudna. Z kolei, zaznaczył Hryniw, prezydent Wiktor Janukowycz dążył do tego, by utrzymać "feudalną Ukrainę w szarej strefie pomiędzy Unią Europejską a Rosją", obecnie Janukowyczowi kończą się jednak pieniądze konieczne do tego rozgrywania sytuacji.

Redaktor naczelny telewizji TVi Witalij Portnikow ocenił, że na Ukrainie toczą się równolegle dwa procesy; jeden to rozpad państwa oligarchicznego, a drugi to tworzenie się narodu obywatelskiego.

Na Ukrainie nie jest możliwy powrót do sytuacji sprzed Majdanu

Według niego w obecnej sytuacji, z tych właśnie względów, na Ukrainie nie jest możliwy powrót do sytuacji sprzed Majdanu. Jak przekonywał, gdyby chodziło tylko o tworzenie się narodu obywatelskiego, Janukowycz mógłby siłą spacyfikować Majdan i zacząć rządzić jako dyktaror.

Janukowyczowi brakuje jednak pieniędzy, a z Rosji nie będzie ich już więcej - zaznaczył Portnikow. Jak mówił, z obiecanych przez Moskwę 15 mld dolarów Ukraina otrzymała już trzy. "I co z nimi zrobili? Nawet nie zapłacili za rosyjski gaz. Dzisiejsze państwo ukraińskie to wyłącznie absorbent pieniędzy z zewnątrz, a Putin to nie Alibaba, który siedzi na pieniądzach" - powiedział.

Portnikow wyraził przekonanie, że chociaż bardzo trudno przewidzieć, co wydarzy się na Ukrainie w najbliższych tygodniach, to jednego można być pewnym, że w miejsce państwa, które przestało istnieć w listopadzie 2013 roku, na pewno powstanie coś nowego, ponieważ "ten naród, który jest na Majdanie nie zniknie".

Politolog Ołeksandr Łytwynenko przekonywał z kolei, że władze na Kremlu nie rozumieją tego, co dzieje się na Majdanie i w całej Ukrainie. Jak mówił, Ukraina to nie Gruzja; to kraj z kilkunastoma reaktorami atomowymi i gdyby doszło do działań wojennych, takich jak w Gruzji w 2008 r., byłaby to katastrofa dla całego kontynentu, także dla Rosji.

Jego zdaniem obecnie głównym zadaniem wszystkich stron konfliktu jest powrót do negocjacji i wypracowanie rozwiązania politycznego. Jak dodał, trzeba to zrobić jak najszybciej, bo z każdym tygodniem zwłoki wzrasta możliwość destabilizacji sytuacji i eskalacji konfliktu.

Zastępczyni redaktora naczelnego "Kyiv Post" Kateryna Horczyńska oceniła, że Janukowycz w rzeczywistości nie chce dialogu z opozycją i protestującymi na Majdanie. Jak mówiła, w przekonaniu prezydenta Ukrainy Majdan to "ekstremiści i robota Amerykanów wściekłych za zbliżenie Ukrainy z Rosją".

Według Horczyńskiej Janukowycz nie rozumie istoty negocjacji, dialog uważa za słabość. Jak dodała, dla ukraińskiego prezydent rozmowa z opozycja to przykrywka. - On rozumuje tak: pogadamy, a potem i tak zrobię po swojemu - stwierdziła.

Dowiedz się więcej na temat: Ukraina

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje