Decydujący moment we wtorek? Nerwowe oczekiwanie na Majdanie

​ Do niepodpisywania umowy o wejściu Ukrainy do Sojuszu Celnego Rosji, Białorusi i Kazachstanu zaapelowali do prezydenta protestujący na placu Niepodległości w Kijowie. W prozachodniej i antyrządowej manifestacji wzięło dziś udział od 100 do 200 tysięcy osób - mniej niż w podobnym przedsięwzięciu w zeszłym tygodniu.

Do podpisania umowy o dołączeniu do Sojuszu Celnego ma jakoby dojść we wtorek, gdy Wiktor Janukowycza będzie w Moskwie. Dlatego opozycja apeluje o to, aby tego dnia wszyscy, którzy mogą, przyszli na plac Niepodległości. Władze zapewniają jednak, że taki dokument nie będzie podpisany i nadal są zainteresowane kontynuowaniem rozmów o integracji europejskiej.  

Reklama

Deputowani Parlamentu Europejskiego, którzy odwiedzili Kijów, twierdzą, że Bruksela jest gotowa pomóc w negocjacjach między dwoma stronami: rządzącymi i opozycją. Vytautas Landsbergis zaznacza jednak, że jeżeli kompromis nie może zostać osiągnięty, trzeba ogłosić przedterminowe wybory prezydenckie. 


- Jeżeli rzeczywiście Ukraińcy opowiadają się za Europą, a szef państwa nie mówi w ich imieniu, to cóż... traci stanowisko - powiedział.  Inni deputowani Parlamentu Europejskiego: Elmar Brok i Rebecca Harms zapewnili, że umowa stowarzyszeniowa nadal leży na stole i w każdym momencie może zostać podpisana, jeżeli zechce tego ukraiński rząd.  

Rano, w jednym z portali społecznościowych, unijny komisarz do spraw rozszerzenia Štefan Füle napisał jednak, że przez tydzień nie doczekał się na odpowiedź wicepremiera Ukrainy Serhija Arbuzowa, czy Kijów chce, czy nie podpisania umowy. Stąd jego wniosek, że ukraińsko-unijne rozmowy zostały zawieszone.  Ukraiński rząd jednak, ustami swojego rzecznika, Witalija Łukianenki zapewnił, że jest nastawiony na kontynuację rozmów o wprowadzeniu w życie umowy stowarzyszeniowej i nad tym pracuje. Dodał przy tym, że Rada Ministrów będzie rozpatrywać tylko oficjalne oświadczenia przedstawicieli Unii Europejskiej. 

Witalij Łukianenko zaznaczył, że "drzwi do stowarzyszenia są - tak jak wcześniej - otwarte".  W Kijowie odbył się dziś też 10-tysięczny mityng zwolenników rządu. Wszystkich przywiozła rządząca Partia Regionów. Oprócz zapewnienia podróży, większość otrzymała także wynagrodzenie: około 200 - 300 hrywien, czyli 80 - 120 złotych. Większość z nich wraca wieczorem do domów. Są to ludzie, przede wszystkim, ze wschodu i południa kraju. Oficjalnie popierają oni politykę prezydenta, który twierdzi, że Ukraina nie jest gotowa do integracji europejskiej.  Informacyjna Agencja 


Piotr Pogorzelski /Kijów

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy