Demonstranci i milicja walczą z przenikliwym zimnem w Kijowie

Temperatura w Kijowie spadła w nocy poniżej minus 20 stopni Celsjusza. Przy ul. Hruszewskiego, gdzie po wcześniejszych walkach zatrzymała się linia frontu, obie strony - demonstranci i milicja - tkwią na swoich pozycjach i walczą z przenikliwym zimnem.

Oddziały milicji od pierwszych stanowisk demonstrantów oddziela ok. 50 metrów. W tej strefie buforowej wszystko pokryte jest grubą warstwą lodu - uliczne latarnie, drzewa, znaki drogowe. To pozostałość po tym, jak milicja całymi godzinami polewała z armatek wodnych płonące opony.

Reklama

Ten fragment ulicy Hruszewskiego pokrywa gruby lód, z którego wystają fragmenty butelek - resztki po rzucanych przez manifestantów koktajlach Mołotowa. Wszędzie leżą kostki brukowe, które obu stronom służyły za pociski. Między nimi widać pozostałości po spalonych oponach.

Kamienice stojące przy ulicy są osmalone. Ogromna reklama przykrywająca fasadę jednej z nich jest niemal całkiem czarna. Na parterze jednej z kamienic z ponurym krajobrazem kontrastuje błękitna witryna sklepu: "Mickey House."

W nocy z czwartku na piątek w Kijowie był siarczysty mróz - temperatura spadła poniżej minus 20 stopni Celsjusza. Pierwsza linia demonstrantów zajmuje pozycje za wrakami autobusów spalonych podczas zamieszek. Co jakiś czas wolontariuszki przynoszą herbatę. Rozdają też chemiczne ogrzewacze do rąk. Reszta manifestantów czuwa za barykadami, rozgrzewając się przy ogniu rozpalonym w metalowych beczkach.

50 metrów dalej z zimnem walczą milicjanci. Stoją na drewnianych podestach, które mają ich odseparować od lodu. Nie tworzą idealnie równego szeregu. Z daleka widać, że większość z nich się kołysze, próbując się nieco rozruszać. Szczęśliwcy, którzy nie muszą stać na pierwszej linii, grzeją się z tyłu przy ogniu. Wcześniej, gdy przywieziono ciepłe wkładki do butów, milicjanci szczelnie otoczyli torbę leżącą na chodniku, by jak najszybciej zdobyć swoją parę.

Wzdłuż pierwszej linii leżą sterty opon gotowych do podpalenia. Można odnieść wrażenie, że - ze względu na zimno - demonstranci i funkcjonariusze woleliby, by opony znowu zapłonęły i zaczęła się walka.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje