Grekokatolicy proponują mediację, aby nie dopuścić do wojny

Zwierzchnik Kościoła greckokatolickiego na Ukrainie abp Światosław Szewczuk oświadczył w nadanym w sobotę wywiadzie dla agencji EFE, że jest gotów podjąć się mediacji między dwoma stronami konfrontacji, aby zapobiec wybuchowi wojny domowej w kraju.

"Wszyscy uznali, że bez duchownych w ostatnich dniach byłoby bardzo trudno uśmierzyć gniew ludzi. Każdy według swych możliwości powinien czynić wszystko, co w jego mocy, aby doprowadzić do pokoju na Ukrainie i zapobiec wojnie domowej" - oświadczył abp Szewczuk w wywiadzie.

Reklama

"Powiedziałem prezydentowi Wiktorowi Janukowyczowi: jedyną alternatywą dla przelewu krwi jest dialog" - podkreślił arcybiskup.

Abp Szewczuk jest "głęboko zaniepokojony", ponieważ pokojowe protesty przerodziły się w ostatnich dniach w rozruchy i podkreślił, iż należy jak najszybciej zaprzestać krwawych starć i powrócić do cywilizowanej dyskusji, która miałaby na celu zbudowanie "demokratycznej przyszłości Ukrainy".

"Protesty mogą się przerodzić w irracjonalną eksplozję i przybrać bardzo destrukcyjny charakter. My, Ukraińcy, jesteśmy pasjonatami. Bądźmy silni i uratujmy jedność kraju. Silny jest ten, kto potrafi zapanować nad emocjami" - stara się ostudzić nastroje zwierzchnik ukraińskiego Kościoła greckokatolickiego, który skupia 10 proc. obywateli Ukrainy.

Grekokatolicy, podobnie jak Kościół prawosławny i wyznawcy innych religii na Ukrainie - powiedział abp Szewczuk - "wzywają strony do zapoczątkowania dialogu".

Spotkania z władzą i opozycją

Przedstawiciele ukraińskich Kościołów spotkali się już w piątek z prezydentem Janukowyczem i mają się spotkać również z liderami opozycji, podejmując próbę mediacji.

Tym, co wywołało starcia między demonstrantami a policją - podkreślił abp Szewczuk - było "uchwalenie dyktatorskich ustaw", które są wykorzystywane jako "mechanizm represji".

Przedstawiając mechanizm wydarzeń na Ukrainie, duchowny powiedział: "Rząd powinien przestać rozmawiać z narodem z pozycji wyższości, z pozycji siły. Kiedy ludzie widzą, że stosuje się wobec nich represje, reagują podobnie".

Abp Szewczuk zwraca uwagę, że  mimo iż obie strony konfliktu odpowiadają za przemoc, wzburzenie demonstrantów po dwóch miesiącach protestów jest bardziej niż uzasadnione.

"To normalne, że po niemal dwóch miesiącach pokojowych protestów ludzie są zmęczeni. Zmęczeni pustymi obietnicami, zmęczeni sztywną postawa, jaka zajmuje niekiedy nasz rząd i zmęczeni obietnicami opozycji" - mówi zwierzchnik ukraińskich unitów.

Abp Szewczuk stanowczo zaprzecza, jakoby Ukraina "była krajem podzielonym, państwem podzielonym na dwa obozy. Wysuwanie takiej tezy jest jego zdaniem "nieodpowiedzialne".

Uważa jednak, że Ukraina jest wciąż w stadium postkomunistycznej transformacji, a "wewnątrz kraju toczy się walka między autorytarną przeszłością a demokratyczną przyszłością".

Abp Szewczuk analizując dalej sytuację na Ukrainie, powiedział: "Jest wielu ludzi, którzy odczuwają nostalgię za przeszłością, którym odpowiadają reguły totalitarnego kraju, ponieważ czują się w tym bezpieczni. Jednak wielu innych ludzi, zwłaszcza młodych, którzy urodzili się w demokratycznym i niepodległym kraju odrzuca wszelkie rodzaje totalitaryzmu".

Według arcybiskupa "nowa Ukraina widzi swą przyszłość jako przyszłość kraju demokratycznego i europejskiego".

Jednakże jego zdaniem "ukraińska odmienność regionalna nie jest przekleństwem, lecz bogactwem".

"Pokojowe protesty są czymś rzadkim"

Hierarcha - relacjonuje dalej EFE rozmowę - "oskarżył tych, którzy są zainteresowani w odtworzeniu Związku Radzieckiego, o podżeganie do podziału. Czyni w tym miejscu oczywistą aluzję do Władimira Putina".

"Pokojowe protesty w kraju postkomunistycznym są czymś rzadkim - mówi ukraiński eklezjasta. - Nikt bowiem nie jest przyzwyczajony do pokojowego wyrażania swych przekonań. Tak więc pokojowe przeprowadzanie protestów to już zwycięstwo samo w sobie".

"Toteż wszyscy są zdumieni, że tysiące młodych ludzi z odsłoniętymi, promieniejącymi twarzami pokojowo daje świadectwo swym demokratycznym przekonaniom" - podkreślił arcybiskup.

W wywiadzie dla agencji EFE broni również obecności duchownych w pierwszej linii zgromadzeń protestacyjnych, "jak to się działo w Polsce w latach 70. i 80. XX wieku"."Wywołało to irytację władz, które na piśmie zwróciły uwagę abpowi Szewczukowi" - dodaje agencja.

"Musimy być z naszymi ludźmi. Katoliccy duchowni są posłańcami pokoju. Odwaga naszych księży, którzy nie opuścili w niebezpieczeństwie swych wiernych, to cecha dobrego pasterza, który oddaje życie za swe owieczki" - powiedział arcybiskup.

Zaprzeczył jednak, jakoby nakazał swym księżom, aby pojawiali się w miejscach protestów i jakoby mieli oni aktywnie uczestniczyć w ich organizowaniu na Euromajdanie.

"Jestem wszakże bardzo zadowolony, że to czynią. Istnieją jednak pewne granice. Mogą jedynie modlić się i być obecni na pokojowych protestach" - zastrzegł się zwierzchnik Kościoła greckokatolickiego na Ukrainie.

"Papież Franciszek - powiedział na zakończenie - jest na Ukrainie bardzo ceniony. Modlił się o pokój i pojednanie na Ukrainie w czasie liturgii na Boże Narodzenie. Ojciec Święty jest z nami".

Dowiedz się więcej na temat: zamieszki na Ukrainie

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje