Kijowianie przeciwni protestom: To koszmar; nie można przez nie spać

W Kijowie zasięg antyrządowych protestów ogranicza się do Majdanu i kilku przylegających do niego ulic. Część kijowian żyjących z dala od barykad mówi, że nie ma czasu na protesty. Inni kwitują je krótko: "Koszmar! Nie można przez to spać!".

Sobotni wieczór w Kijowie jest mroźny. Antyrządowi demonstranci na Majdanie Niepodległości ogrzewają ręce przy ogniu rozpalonym w metalowych beczkach, albo chowają się przed chłodem w namiotach.

Reklama

O północy, jak co godzinę śpiewają ukraiński hymn. Ludzie przechodzący ulicą przystają kładąc prawą dłoń na sercu. Za chwilę, jak co dzień, zacznie się modlitwa. Kilkadziesiąt metrów od sceny, na której stoją już duchowni, słychać dźwięki dyskotekowej muzyki.

Dobiega z klubu "Vodka bar", który mieści się na parterze przeszklonego centrum handlowego przy Majdanie. Na parkiecie tańczy kilkoro młodych ludzi. Większość gości siedzi przy stolikach popijając drinki.

Nieco wcześniej w supermarkecie znajdującym się w tym samym centrum handlowym przy jedynej czynnej kasie ustawiła się długa kolejka. Na początku kilku młodzieńców ubranych w mundury w kolorze moro, typowy strój ochotników z ochrony Majdanu. Ich ubrania są przesiąknięte zapachem palonej sosny.

"Po drugiej stronie barykad życie toczy się normalnie"

Za nimi dyskusję toczą trzy elegancko ubrane dziewczyny, które kupują butelkę tequili. Spierają się o to, jaki napój do niej pasuje. W końcu decydują się na Sprite. Idą na "domówkę". Są studentkami medycyny i przyznają, że nie uczestniczyły w trwających od dwóch miesięcy demonstracjach.

- Dlaczego nie byłyśmy na Majdanie?  - zastanawia się Marina. - Nie jesteśmy typem aktywistek, tak jak ludzie, którzy tam demonstrują  - tłumaczy. - Poza tym nie mamy czasu. Studenci, którzy są na Majdanie pewnie mają znacznie mniej nauki, niż my na medycynie  - dodaje.

Kijów na co dzień nie żyje antyrządowymi demonstracjami, których zasięg ogranicza się w tym mieście do Majdanu i kilku przylegających do placu ulic. Po drugiej stronie barykad, wyznaczających granice obszaru zajętego przez demonstrantów, życie toczy się normalnie.

Mohamet już rozgryzł protestujących Ukraińców. Jest Egipcjaninem, ale mieszkał już w Czechach i Niemczech, a od kilku miesięcy jest w Kijowie. Pomaga przyjacielowi w prowadzeniu niewielkiego punktu z kebabami. Niewielki lokal znajduje się 100 metrów od pierwszej barykady na ul. Chreszczatyk, która prowadzi na Majdan.

Ł"atwiej jest rzucać kamieniami w milicję"

Mohamet codziennie obserwuje manifestantów i doszedł do wniosku, że demonstrują z lenistwa, bo nie chce im się pracować. - Łatwiej jest rzucać kamieniami w milicję  - mówi. - Demonstranci są za zbliżeniem Ukrainy do Unii Europejskiej, bo liczą na duże zasiłki  - ocenia.

Ronald nałożył kolejną porcję sałatki. Je śniadanie patrząc przez okno restauracji hotelu Ukraina, który góruje nad Majdanem. Przyjechał z Gwatemali, by na Ukrainie znaleźć żonę. Jest zadowolony, bo piękna 24-letnia blondynka, z którą korespondował przez internet dwa lata w końcu go zaprosiła. Ronald przyznaje, że nie wie, co się dzieje na oddalonym o 100 m Majdanie. Woli w ogóle nie wychodzić z hotelu, bo zimno.

Późno w nocy w hotelu Ukraina młoda kobieta w futrze jedzie windą do klubu nocnego. Na mężczyznę w puchowej kurtce pachnącej dymem z palonej sosny patrzy z niechęcią. - Rewolucja? Majdan?  - rzuca. - Koszmar! Nie można przez to spać!  - dodaje.

Dowiedz się więcej na temat: Ukraina

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje