​Manifestacja solidarności z sądzonymi za protesty przeciwko Putinowi

​Kilkaset osób przyszło we wtorek wieczorem na plac Bołotny w Moskwie, aby zażądać uwolnienia więźniów politycznych i zaprzestania represjonowania uczestników protestów przeciwko powrotowi Władimira Putina na Kreml, do których doszło tam w maju 2012 roku.

Manifestacja miała charakter spaceru po tej części stolicy Rosji, gdyż moskiewskie władze nie zezwoliły jej inicjatorom na zorganizowanie marszu i wiecu. Włodarze Moskwy uzasadniali to przygotowaniami do piątkowej parady wojskowej na pobliskim placu Czerwonym. W piątek przypada 69. rocznica zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami.

Reklama

We wtorek po południu policja zatrzymała na placu Bołotnym 12 aktywistów, który wywiesili na znajdującym się tam moście transparent z hasłami "Rosja nie jest więzieniem!" i "Uwolnić więźniów politycznych!". Zatrzymana została też dziennikarka, który obserwowała akcję.

6 maja 2012 roku, w przeddzień zaprzysiężenia Putina na prezydenta Federacji Rosyjskiej, na placu Bołotnym naprzeciwko Kremla doszło do starć sił specjalnych policji OMON z opozycjonistami, którzy żądali jego odejścia, a także przeprowadzenia w Rosji uczciwych wyborów prezydenckich i parlamentarnych. W demonstracji wzięło udział około 15 tys. ludzi.

Ponad 450 osób zostało zatrzymanych, po obu stronach byli ranni. Według Komitetu Śledczego Federacji Rosyjskiej obrażeń doznało 82 policjantów.

W stan oskarżenia w sprawie zajść postawiono łącznie 29 osób. W lutym sąd w Moskwie skazał na kary od 2,5 do 4 lat łagru ośmioro opozycjonistów z placu Bołotnego. Jeden z oskarżonych już w listopadzie 2012 roku został  skazany na 4,5 roku w kolonii karnej. Innego uczestnika rozruchów, którego uznano za niepoczytalnego, w październiku 2013 roku sąd skierował na przymusowe leczenie psychiatryczne. W kwietniu przed sądem w Moskwie rozpoczął się proces kolejnych czworga uczestników protestów.

W stosunku do siedmiorga osób w styczniu i lutym Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej zastosował amnestię. Śledztwo przeciwko pozostałym oskarżonym trwa.

Opozycjoniści, obrońcy praw człowieka i aktywiści niezależnych od Kremla organizacji pozarządowych uważają "sprawę bołotną" za polityczną, a starcia policji z demonstrantami - za sprowokowane działaniami władz. Ich zdaniem celem represji jest zastraszenie przeciwników polityki Putina.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje