Młodzież na Krymie: Straszą nas banderowcami, zamiast nich mamy rosyjskie wojsko

Młodzież na Krymie apeluje do prezydenta Władimira Putina o pokój, a do rodaków, by nie wierzyli w puste obietnice władz na Kremlu.

"Drodzy rodacy mam na imię Maksym. Płynie we mnie rosyjska i ukraińska krew. Dzisiaj obydwa nasze narody zmuszono, by wzięły się za łby. Uczynili to politycy z obcych państw, dla własnych korzyści przy użyciu mediów. Przez wiele lat mieszkaliśmy na Krymie spokojnie. Od niedawna zaczęli nas straszyć banderowcami, że przyjdą, zabiorą nam nasze ziemie i ograniczą naszą wolność. Zamiast nich przyszli rosyjscy żołnierze.  Bronią nas przed banderowcami, których tutaj nie ma"

Reklama

"Mam na imię Synowier. Pochodzę z miasta Dżankoj. Podobnie jak wielu moich rodaków z Krymu, wyjechałem na studia do Kijowa w poszukiwaniu lepszej przyszłości. Jak wiadomo, mieszkańcy Krymu żyją głównie z turystyki, ale są wśród nich także finansiści, prawnicy, księgowi, ekonomiści. Pracują na podstawie ukraińskiego prawa, teraz może się okazać, że ich wiedza jest nikomu niepotrzebna. Jesteście gotowi tracić pieniądze na ich przekwalifikowanie?"

16 marca w referendum mieszkańcy Krymu zdecydują, czy przyłączyć się do Rosji. Nie brak głosów, że referendum to jedynie farsa mająca legitymizować decyzję podjętą już de facto przez parlament Krymu.

Dowiedz się więcej na temat: młodzież

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje