Ograniczenie wolności dla podejrzanego o korupcję polityka

Sąd w Kijowie postanowił w sobotę o ograniczeniu na dwa miesiące wolności Serhija Boczkowskiego, byłego szefa ukraińskiej Państwowej Służby ds. Sytuacji Nadzwyczajnych w randze ministra. Podejrzany o korupcję Boczkowski może jednak wyjść za kaucją.

Sąd w stolicy Ukrainy ustalił, że Boczkowski będzie musiał wpłacić ponad 1,8 mln hrywien kaucji. Wysokość tej kwoty tłumaczono powagą zarzutów stawianych byłemu ministrowi. Uznano też, że w przypadku zapłacenia tej sumy były szef Państwowej Służby ds. Sytuacji Nadzwyczajnych nie będzie mógł opuszczać miejsca zamieszkania, a także pozbawiony zostanie dokumentów umożliwiających mu wyjazd poza granice kraju.

Reklama

Oskarżany o korupcję ma pięć dni na odwołanie się od decyzji sądu. Jego obrońcy już zapowiedzieli apelację, ponieważ ich zdaniem nie ma dowodów na winę klienta. Uznali też, że wysokość kaucji jest nieadekwatna do sytuacji - podała agencja Interfax-Ukraina.

Dzień wcześniej sąd nie wyraził zgody na aresztowanie Boczkowskiego, tłumacząc, że śledczy nie zebrali wystarczających dowodów potwierdzających podejrzenie dokonania przestępstwa.

W środę Boczkowski i jego zastępca Wasyl Stojecki zostali zatrzymani na posiedzeniu rządu, w obecności kamer telewizyjnych. Minister spraw wewnętrznych Ukrainy Arsen Awakow wyjaśniał wówczas, że są oni podejrzani o korupcję przy zakupie paliw dla resortu ds. sytuacji nadzwyczajnych; mieli je nabywać po znacznie zawyżonych cenach.

W środę, gdy Boczkowski był zatrzymywany na posiedzeniu Rady Ministrów w Kijowie, minister Awakow przedstawił schemat, z pomocą którego najwyżsi urzędnicy służby ds. sytuacji nadzwyczajnych mieli czerpać korzyści z zakupu paliw dla tego resortu.

"W ramach prostego systemu zakupy dokonywane były przez firmę prywatną. Dzieliła się ona zyskami z firmą zarejestrowaną w raju podatkowym na wyspie Jersey. Stamtąd pieniądze płynęły do innej firmy, należącej do Stojeckiego i Boczkowskiego, po czym były umieszczane na kontach w bankach na Cyprze. Oto oryginały kart przypisanych do tych kont" - oświadczył Awakow, prezentując karty.

"Ustalono, że przedsiębiorstwa, które proponowały niższe ceny paliw, nie były dopuszczane do przetargów. Po zbadaniu materiałów tej sprawy ustalono też, że po przelaniu przez Państwową Służbę ds. Sytuacji Nadzwyczajnych środków (za nabyte paliwa) na konta przedsiębiorstw Łukoil i Alians, przelewały one pieniądze pomniejszone o 15-20 proc. na konta zagranicznych firm. Te z kolei przekazywały część skradzionych środków na konta osobiste Boczkowskiego i jego zastępcy" - powiedział Awakow.

Premier Arsenij Jaceniuk poinformował wówczas, że w związku ze skandalem ma zamiar zwrócić się z prośbą o pomoc do partnerów zagranicznych.

"Zwrócę się do naszych amerykańskich i europejskich partnerów, by pomogli nam prześledzić wszystkie transakcje finansowe dokonywane przez firmy, które formalnie zarejestrowane są w USA, a faktycznie na Cyprze, by ujawnić cały ten przestępczy schemat i ukarać jego uczestników" - powiedział szef rządu.

Dowiedz się więcej na temat: Ukraina | korupcja

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje