Ostrzeżenia przed czarnym scenariuszem na Ukrainie i falą uchodźców

W UE pojawiają się pierwsze głosy, że na Ukrainie może ziścić się czarny scenariusz, a państwa Unii, zwłaszcza graniczące z Ukrainą - Polska, Słowacja czy Węgry - będą musiały przyjąć falę uchodźców z tego kraju. Mówią o tym także niektórzy polscy politycy.

- Działamy w odpowiedzi na różne scenariusze. Są też bardzo złe, a nawet apokaliptyczne, wiążące się z tysiącami uchodźców, którzy dotarliby do Europy Zachodniej. Całej Europie zależy na znalezieniu pokojowego wyjścia z kryzysu - powiedział szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski w niedawnym wywiadzie dla PAP.

Reklama

Według informacji ze źródeł dyplomatycznych polski premier Donald Tusk, który w tych dniach odwiedza kilka europejskich stolic apelując o zaangażowanie na Ukrainie, również wskazuje swoim rozmówcom, że trzeba brać pod uwagę ewentualne złe scenariusze. UE powinna być przygotowana, by w razie napływu uchodźców, pomóc państwom graniczącym z Ukrainą, jak Polska, Słowacja, Węgry czy Rumunia - twierdzą źródła. Dodają, że w Polsce mieszka i pracuje znaczna grupa ukraińskich obywateli, których rodziny szukałyby schronienia w Polsce w razie zaostrzenia konfliktu na Ukrainie.

Zdaniem ekspert brukselskiego think tanku European Policy Centre Amandy Paul kryzys polityczny na Ukrainie jest daleki od rozwiązania, a im dłużej potrwa, tym bardziej napięta będzie sytuacja. - W obozie antyrządowych demonstrantów, wśród których są też radykałowie, rośnie poczucie, że polityczne rozwiązanie nie jest możliwe. To grozi dalszą eskalacją przemocy, a nawet rozpadem Ukrainy, co będzie mieć katastrofalne skutki, także dla UE - powiedziała Paul w rozmowie z PAP.

- Wcale nie jest wykluczone, że fala uchodźców z Ukrainy popłynie przez granicę do Polski, Słowacji i innych krajów UE. Ci ludzie raczej nie będą chronić się w Rosji - dodała. - Trzeba być przygotowanym także na taki, najgorszy rozwój wypadków.

W czwartek w Brukseli i w Paryżu premier Tusk apelował o wspólne stanowisko UE wobec sytuacji na Ukrainie, gdzie antyrządowe protesty przeciwko decyzji władz o niepodpisywaniu umowy stowarzyszeniowej z UE, przerodziły się w zamieszki między demonstrantami a milicją. Apel ten wziął się stąd, bo - jak przyznają dyplomaci - część krajów UE, głównie na południu, gotowa jest "machnąć ręką" na Ukrainę. Inne kraje, jak Polska, państwa nadbałtyckie i Szwecja, opowiadają się za większym zaangażowaniem dyplomatycznym Unii w rozwiązanie kryzysu na Ukrainie.    

Komisja Europejska zaproponowała pomoc w poszukiwaniu rozwiązania politycznego kryzysu na Ukrainie, a Kijów odwiedzali szefowa dyplomacji UE Catherine Ashton i komisarz ds. rozszerzenia Sztefan Fuele. Zdecydowana większość państw Unii, poza Litwą, nie chce jak na razie sankcji wobec członków władz Ukrainy, chociaż apelują o to m.in. jeden z liderów opozycji ukraińskiej Witalij Kliczko i eurodeputowani ze wspierającej go Europejskiej Partii Ludowej.   

Zdaniem Amandy Paul UE powinna jednak sięgnąć po sankcje wizowe i zamrozić aktywa członków władz i związanych z reżimem oligarchów, nie czekając na zaostrzenie sytuacji na Ukrainie, czym byłoby np. wprowadzenie stanu wyjątkowego. "UE proponowała mediacje, wydaje oświadczenia, ale prezydent Ukrainy Wiktor Janukowycz pogrywa z Unią. Próbuje on manipulować europejską opinią publiczną, twierdząc, że chce ugody z opozycją. Jak do tej pory kroki Janukowycza niewiele znaczą - oceniła Paul. - Janukowycz jest źródłem problemów. Dopóki nie zejdzie ze sceny sytuacja na Ukrainie znacząco się zmieni".

Niemiecki dziennik "Sueddeutsche Zeitung" także ocenił, że sankcje mogą być skuteczne. Prezydent Rosji Władimir "Putin udowodnił przecież, że Janukowycz reaguje na presję" - pisze dziennik. - Zakazy wjazdu i zamrożenie kont nie byłoby nieproporcjonalnym środkiem. Janukowycz i jego poplecznicy dotychczas troszczyli się o swoje własne korzyści. Nie ma powodu, dla którego mieliby teraz tego zaprzestać. Możliwe, że wiarygodna groźba sankcji powiększyłaby rysę w aparacie władzy Janukowycza - ocenia "SZ". 

Zdaniem dyplomatów nie widać też gotowości państw UE do udzielenia dodatkowej pomocy finansowej Ukrainie, ponad już obiecaną pomoc w uzyskaniu i spełnieniu warunków pożyczki z Międzynarodowego Funduszu Walutowego czy wsparcia Europejskiego Banku Inwestycyjnego. Władze Ukrainy już w ubiegłym roku uznały jednak, że ta oferta nie jest wystarczająca. Zawarły za to umowę z Rosją o pożyczce w wysokości 15 mld dolarów i redukcji cen gazu.

Zdaniem niektórych komentatorów do zaognienia sytuacji na Ukrainie może dojść po zakończeniu igrzysk olimpijskich w Soczi, gdy już Rosja nie będzie musiała obawiać się, że kryzys ukraiński przesłoni igrzyska. "Rosjanie chcą mieć dobre igrzyska. Być może po ich zakończeniu zechcą jeszcze wyrządzić więcej szkód na Ukrainie" - powiedziała Amanda Paul.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje