PiS chce od władz zdecydowanego działania w UE dla Ukrainy

Prezes PiS Jarosław Kaczyński zaapelował w poniedziałek do polskich władz o zdecydowane działanie na rzecz Ukrainy w ramach Unii Europejskiej. Kaczyński ocenił, że należy możliwie szybko stworzyć "poważny pakiet" dla Ukrainy.

"W tej chwili mówi się o 20 miliardach euro. Sądzę, że to w nowej sytuacji jest zbyt mało. Na pewno potrzebne jest zwołanie najwyższych władz UE. Potrzebne jest zaangażowanie, które pokaże wolę pomocy ze strony Unii, a z drugiej strony pokaże także wolę polityczną, bo to jest istotne z punktu widzenia tego, co uczyni Rosja" - powiedział Kaczyński na poniedziałkowej konferencji prasowej w Warszawie. Jak mówił, Unia Europejska powinna dziś uczynić "wszystko co można, a może naprawdę, naprawdę bardzo dużo". "Polska powinna być nastawiona bardzo ofensywnie. To jest sprawa całej Europy, ale to jest szczególnie sprawa Polski. Liczymy na to, że rząd, premier będą tutaj bardzo zdecydowani" - powiedział Kaczyński.

Reklama

Pytany o udział Polski w pomocy Ukrainie, Kaczyński odparł, że każde państwo ma "różnego rodzaju zaskórniaki", do których może sięgnąć. "To jest kwestia podziału Unii na państwa bardziej i mniej zamożne. Polska należy do tych mniej zamożnych, w związku z tym brałbym to pod uwagę" - dodał.

Kaczyński nawiązał też do poniedziałkowych słów premiera Donalda Tuska, który oświadczył m.in., że Polska powinna być zainteresowana stabilnością finansową Ukrainy, ale - jak mówił - "nie wyprujemy sobie żył".

"Przestrzegałbym przed tym, co można było już zauważyć, przed małodusznością. To naprawdę nie ma sensu. O takich sprawach trzeba później rozmawiać za zamkniętymi drzwiami. Takie demonstracje małoduszności i odwoływania się do tych, którzy nie potrafią pokazać gestu, są tacy, można powiedzieć niepolscy, bo Polacy mają gest, to nie jest dobra rzecz" - powiedział Kaczyński.

Szef PiS ocenił także piątkowe porozumienie opozycji ukraińskiej z Wiktorem Janukowyczem, w uzyskaniu którego brał m.in. udział szef MSZ Radosław Sikorski. Nawiązał też do słów Sikorskiego, który wychodząc ze spotkania z opozycjonistami, powiedział po angielsku: "Jeśli nie podpiszecie tego (porozumienia), będziecie mieli stan wojenny, będziecie mieli armię. Wszyscy będziecie martwi".

"Czasem robi się coś niedobrego, a wychodzi dobrze. Jeśli zanalizować to, co tam się działo, to była obrona Janukowycza i to z użyciem ciężkich gróźb. Przecież jest oczywiste, że Janukowycz w momencie tych rozmów nie miał żadnych szans" - uznał Kaczyński.

"Janukowycz nie miał kart i to, co się tam działo, było w istocie jego obroną i to bardzo daleko się posuwającą. Ani Janukowycz, ani nikt inny nie mógł powiedzieć: +zabijemy was, jeżeli się nie zgodzicie+, a pan Sikorski to powiedział. Ale jak to w historii bywa, wyszło dobrze. Porozumienie miało udział w mobilizacji Ukraińców do bardzo zdecydowanego działania" - dodał Kaczyński.

Sam Sikorski tłumaczył w zeszłym tygodniu, że jego słowa "to nie była zagrywka dyplomatyczna", to był jego osąd sytuacji. "Mieliśmy sygnały, że w wypadku porażki porozumienia prezydent Janukowycz rezerwuje i przygotowuje się do użycia wojsk wewnętrznych MSW" - mówił minister. Podkreślił, że w wypadku niezgody opozycji na porozumienie, użycie przemocy byłoby dla prezydenta Ukrainy łatwiejsze. "I dlatego sytuacja była tak dramatyczna" - przyznał Sikorski.

Dowiedz się więcej na temat: Jarosław Kaczyński

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje