Politolog: Władze ukraińskie traktowały Krym w sposób kolonialny

Prorosyjskie nastawienie mieszkańców Krymu wynika z tego, że władze Ukrainy traktowały to terytorium w sposób kolonialny - powiedział w poniedziałek w Gdańsku podczas debaty "Co dalej z Ukrainą?" mieszkający na Krymie politolog Paweł Kazanecki.

Dyskusję o przyszłości Ukrainy zorganizowało Europejskie Centrum Solidarności.

Reklama

- Nikt nie prowadził przez te wszystkie lata żadnej polityki dążącej do integracji mentalnej, społecznej i ekonomicznej Krymu z Ukrainą. Tak naprawdę ta integracja nastąpiła w sposób siłowy, sowiecki jeszcze w latach 60., kiedy wybudowano wielki zbiornik na Dnieprze, z którego to dziś Krym jest zaopatrywany w wodę  - powiedział Kazanecki.

Według niego "Krym buntuje się przeciwko temu samemu, przeciwko czemu buntuje się Kijów i Majdan". - Tyle tylko, że buntuje się w sposób prorosyjski. Po dojściu do władzy prezydent Janukowycz posadził na Krymie do więzienia za korupcję wielu merów miast, a na ich miejsce postawił swoich ludzi spoza Krymu. Tak samo wymienił rejonowych prokuratorów, szefów inspekcji podatkowej, a nawet dyrektorów muzeów - mówił politolog. 

Polskie media "upraszczają obraz na Krymie"

W jego ocenie, do wrzenia na Krymie przyczyniło się też zabieranie majątków.  - Wszyscy, w tym również ja - jestem właścicielem małego hotelu na Krymie - przeszliśmy taki etap, gdzie liczono nasz majątek. Ja miałem szczęście: uznano, że "prosiaczek może się jeszcze utuczyć" i zostawiono mnie w spokoju, jak inne hotele tatarskie w mojej miejscowości. Ale wielu biznesmenów po połowie musiało podzielić się swoim mieniem - dodał.

Kazanecki przypomniał też, że Rosja od czasów Pomarańczowej Rewolucji przyznawała nielegalnie mieszkańcom Krymu obywatelstwo rosyjskie. - Jest tajemnicą poliszynela, że jedna trzecia mieszkających na Krymie posiada to obywatelstwo - stwierdził.

Zdaniem politologa polskie media "upraszczają obraz na Krymie mówiąc, że mieszka tam 60 proc. Rosjan i przesądza to z góry o nastrojach tam panujących". - Wielu Rosjan mieszka też w południowych i wschodnich obwodach Ukrainy i jeśli widzimy tam jakieś demonstracje prorosyjskie, to są one bardzo małe - powiedział Kazanecki. 

Z kolei przedstawicielka Związku Ukraińców w Polsce dr hab. Marta Kowal z Uniwersytetu Gdańskiego podkreśliła, że rząd premiera Arsenija Jaceniuka zachowuje "względny spokój i cierpliwość" wobec konfliktu z Rosją wokół Krymu.

Putin przypomina nastolatka, który trzyma walizkę z bronią jądrową

- Sytuacja jest jednak bliska rozpaczy i beznadziei. Są poważne obawy, że ta rosyjska turystyka polityczna będzie kontynuowana i armia rosyjska krok za krokiem, metr za metrem, będzie się przesuwać w głąb Ukrainy. Putin przypomina zwariowanego nastolatka, który trzyma walizkę z bronią jądrową i wszystkim grozi. Nikogo się nie boi, a jego powinni się wszyscy bać. A świat to przyjmuje i to jest zadziwiające. Jeden kraj dyktuje całej Europie, jak się ma zachowywać - mówiła przedstawicielka środowiska Ukraińców w Polsce.

Dyrektor Departamentu Wschodniego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Ewa Figel wyraziła nadzieję, że nie dojdzie do bezpośredniego konfliktu militarnego Ukrainy z Rosją.

- Armia ukraińska przez dłuższy czas nie była reformowana. Jeśli doszłoby do działań zbrojnych, na dzisiaj armia ukraińska jest w stanie wystawić sześć tysięcy osób, podczas gdy tylko na samym Krymie, według niepotwierdzonych danych, jest 17 tys. żołnierzy rosyjskich. Ukraińcy w chwili wkroczenia Rosjan na ich terytorium będą bronili się, ale szanse na odparcie jednostek rosyjskich są minimalne. Trudno też przewidzieć taki rozwój wypadków, że inne, zagraniczne, NATO-owskie wojska wkroczą na terytorium Ukrainy i czynnie będą brały udział w obronie tego kraju-  - oceniła Figel.

Należy się raczej liczyć z "negatywnymi scenariuszami"

W opinii przedstawicielki MSZ, należy się raczej liczyć z "negatywnymi scenariuszami". Wyjaśniła, że istnieje niebezpieczeństwo zwiększenia autonomii wschodniej części Ukrainy i w konsekwencji "daleko idącej federalizacji" tego państwa. - O to dziś zabiega Rosja. Chodzi o to, żeby zdecentralizować władze na terenie Ukrainy i dać większą swobodę działania w poszczególnych obwodach  - powiedziała Figel.

Według ostatecznych wyników ogłoszonych w Symferopolu w niedzielnym referendum za przyłączeniem Krymu do Rosji zagłosowało 96,77 proc. głosujących.

Ministrowie spraw zagranicznych UE zastosowali w poniedziałek sankcje wizowe i finansowe wobec 21 osób: ośmiu krymskich separatystów, 10 rosyjskich polityków i urzędników oraz trzech członków rosyjskiego personelu wojskowego, bezpośrednio zaangażowanych w działania prowadzące do secesji Półwyspu Krymskiego od Ukrainy. Sankcje w postaci zamrożenia aktywów 11 wysokiej rangi rosyjskich i ukraińskich urzędników odpowiedzialnych za wojskową interwencję Rosji na Krymie i niedzielne referendum ogłosiły też w poniedziałek Stany Zjednoczone.

Dowiedz się więcej na temat: Władimir Putin

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje