"Polska mogłaby przekazać broń stronie ukraińskiej"

Władze Ukrainy podejmują coraz bardziej zdecydowane kroki przeciw Moskwie i zabiegają w świecie o uznanie Rosji za sponsora wojny w Donbasie. Kijów nie traci nadziei, że ułatwi to uzyskanie pomocy Zachodu w walkach z separatystami na wschodzie kraju. Pomocy w walce z agresorem, według analityka kijowskiego Instytutu Współpracy Euroatlantyckiej, mogłaby udzielić Polska.

Kijów oczekuje, że dzięki niedawnej uchwale parlamentu, który uznał Rosję za agresora, sam zostanie uznany za ofiarę terroryzmu, a to zaowocuje dostawami zachodniego sprzętu wojskowego.

Reklama

Żeby wytrwać musimy mieć nowocześniejszą broń - tak ukraińscy eksperci komentują uchwałę, która prorosyjskie, samozwańcze republiki: Doniecką i Ługańską (DRL i ŁRL) określa mianem "organizacji terrorystycznych".

Dla Wołodymyra Horbacza, analityka kijowskiego Instytutu Współpracy Euroatlantyckiej, uznanie Rosji za państwo agresora jest oczywiste. "Ostatnim krokiem skłaniającym do takiej decyzji był ostrzał Mariupola, dokonany przez obywateli Rosji przy użyciu pochodzącego z Rosji sprzętu. (...) Czas już zacząć coś z tym robić" - oświadczył Horbacz w rozmowie z PAP. W Mariupolu, który leży przy najkrótszej drodze lądowej z Rosji na Krym, w ostrzale dokonanym przez separatystów 24 stycznia zginęło 30 osób.

Choć na Ukrainie pojawiają się głosy, nawołujące do zdecydowanego oporu, władze mają nadzieję, że rozwiążą konflikt środkami dyplomatycznymi. Rozumieją, że w otwartym starciu z siłami wojskowymi Rosji ich armia nie ma szans.

"Efektem uznania Rosji za agresora na Ukrainie może być podobna decyzja ONZ, której struktura wymaga takiej reformy, by Rosję - jako sponsora terroryzmu - pozbawić głosu w Radzie Bezpieczeństwa ONZ" - mówi Horbacz. Podobnie ocenia on uznanie przez parlament Ukrainy DRL i ŁRL za organizacje terrorystyczne; ma nadzieję, że dzięki temu Rosję za sponsora terroryzmu będą mogły uznać parlamenty innych państw świata. "Wspieranie przez Rosję DRL i ŁRL jest niezaprzeczalne" - podkreśla.

Horbacz uważa, że obecnie wyczerpały się możliwości rozmów pokojowych w Mińsku; powrót do nich będzie możliwy dopiero wtedy, gdy któraś ze stron konfliktu poniesie odczuwalne straty i sama zwróci się o wznowienie negocjacji.

"W ciągu najbliższych tygodni sytuacja nie uspokoi się, ale kardynalnych ruchów na frontach nie będzie. Ale żeby Ukraina mogła prowadzić jakieś rozmowy, powinna móc utrzymywać swoje pozycje. Potrzebujemy pomocy, dostaw broni powstrzymującej przeciwnika. Bez niej nie można prowadzić negocjacji z agresorem" - zaznacza.

W opinii analityka takiej pomocy mogłaby udzielić m.in. Polska. "Takie państwa, jak Polska i Litwa, mogłyby odgrywać rolę pośrednika: mogłyby przejąć broń od USA i przekazać ją stronie ukraińskiej, by Waszyngton uniknął oskarżeń o otwarty udział w ukraińskim konflikcie" - powiedział Horbacz PAP.

Z tezą o dążeniu do głębszego zaangażowania Zachodu w rozwiązanie sytuacji na Ukrainie zgadza się analityk i bloger polityczny Dmytro Potiechin, który na przełomie lata i jesieni spędził prawie 50 dni w niewoli separatystycznej DRL.

"Ukraina stara się zwrócić uwagę świata na to, co się tu dzieje, ale i stworzyć międzynarodowe warunki prawne do podjęcia działań nie tylko wobec DRL i ŁRL, ale i wobec Rosji jako sponsora terroryzmu. Jest to dobry krok, ale nasi deputowani mogli pójść dalej i po prostu uznać za organizację terrorystyczną Rosję (...), co pociągnęłoby za sobą zastosowanie najsilniejszych sankcji" - ocenił.

"Świat jednak nie jest do tego gotowy, bo jeszcze się nie opamiętał" - uznał Potiechin.

W ocenie Jewhena Żerebeckiego, b. analityka w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy apel parlamentu w sprawie uznania Rosji za agresora może być elementem szerokiej strategii Zachodu mającej zmusić prezydenta Władimira Putina do pokoju.

"Skończyły się czasy, gdy Zachód starał się o to, by Putin mógł wyjść z tej sytuacji z twarzą" - oświadczył analityk. Wyraził przypuszczenie, że ukraińskie władze uzgadniają swe działania wobec Rosji z Zachodem. Jego zdaniem wskazują na to porażki Moskwy na arenie międzynarodowej, które świadczą o zaostrzeniu kursu państw zachodnich i są dla Rosji "potężnym ciosem". Jednak zdaniem Żerebeckiego "obecnie Zachód zrobi pauzę, by zobaczyć, jak Putin będzie zachowywał się dalej". "Jeśli nie zaprzestanie agresji, może oczekiwać na serię bardzo poważnych represji" - przewiduje analityk.

Rada Najwyższa uznała w ub. tygodniu Rosję za agresora i zwróciła się z apelem, by takie same kroki podjęli: Parlament Europejski oraz Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy, NATO, OBWE, GUAM (organizacja regionalna tworzona przez Gruzję, Ukrainę, Azerbejdżan i Mołdawię), a także parlamenty narodowe państw świata. Po głosowaniu ukraińscy deputowani rozpoczęli zbieranie podpisów pod wnioskiem do Międzynarodowego Trybunału Karnego w Hadze o wszczęcie śledztwa dotyczącego zbrodni przeciwko ludzkości i zbrodni wojennych na wschodzie Ukrainy.

"Rosja prowadziła dotychczas przeciwko nam tzw. wojnę hybrydową, a my prowadziliśmy hybrydową obronę. Myślę, że przyszedł czas na atak. Dyplomatyczny, jednak mam nadzieję, że z pomocą Zachodu, dotkliwy dla Moskwy" - oświadczył PAP Żerebecki.

Z Kijowa Jarosław Junko

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje