Poroszenko oskarżony o kupowanie głosów. NABU bada sprawę

Działające na Ukrainie Narodowe Biuro Antykorupcyjne (NABU) oświadczyło, że bada informacje zbiegłego do Wielkiej Brytanii deputowanego Rady Najwyższej (parlamentu) Ołeksandra Onyszczenki, który oskarża prezydenta Petra Poroszenkę o kupowanie głosowań parlamentarnych.

"Opublikowane w mediach informacje (...) o tzw. kupowaniu i sprzedawaniu głosów parlamentarzystów podczas głosowań w Radzie Najwyższej są sprawdzane przez NABU" - oświadczono we wtorek gazecie internetowej "Ukrainska Prawda".

Reklama

Według mediów Onyszczenko, który miał być pośrednikiem między administracją Poroszenki a deputowanymi, których głosy były potrzebne do przyjmowania ustaw, miał zebrać "cztery walizki materiałów" kompromitujących szefa państwa i jego otoczenie.

Onyszczenko to deputowany, przeciwko któremu toczy się śledztwo w sprawie machinacji wokół sprzedaży gazu państwowej spółki Ukrhazwydobuwannia. Według śledczych, mechanizm korupcyjny, który zorganizował Onyszczenko, naraził skarb państwa na straty w wysokości 3 mld hrywien.

W czerwcu aresztowano 10 osób, zaangażowanych w ten proceder. Onyszczenko uniknął wówczas zatrzymania, gdyż był chroniony immunitetem poselskim. W lipcu Rada Najwyższa uchyliła mu immunitet, jednak deputowany zdążył w tym czasie wyjechać do Londynu. Cały czas się tam znajduje.

30 listopada Onyszczenko udzielił wywiadu ukraińskiemu portalowi "Strana", w którym zaatakował Poroszenkę oskarżając go o przekupywanie deputowanych do parlamentu.

"Człowiek w czarnym garniturze i z bronią w kaburze niesie dwie sportowe torby. Wchodzi do wąskiej windy, do której można wejść z poczekalni przed głównym gabinetem w administracji prezydenta. Z widny tej korzystają goście Pierwszego (prezydenta), którzy nie chcą rzucać się w oczy wchodząc przez wejście główne, oraz sam Pierwszy" - mówi Onyszczenko w wywiadzie.

"Winda ta zjeżdża do garażu, gdzie znajdują się pojazdy kolumny Petra Poroszenki. Byłem w tym garażu, widziałem windę i cały ten proces. W każdej torbie jest po półtora miliona dolarów. Niesie je przedstawiciel ochrony prezydenta. Pieniądze w torbach trafiają do bagażnika i są przekazywane mnie, pośrednikowi, który podjął się funkcji organizatora głosowania" - dodaje zbiegły deputowany wyjaśniając, że w dniu, o którym mówi, parlament miał głosować nad usunięciem ze stanowiska ważnego urzędnika.

1 grudnia Onyszczenko zapewnia ukraińskie media, że wraz ze swoimi londyńskimi adwokatami jest gotów spotkać się z NABU w sprawie oskarżeń pod adresem Poroszenki, jednak biuro nie chce, by odbyło się ono w Londynie i proponuje, by przeprowadzić je w Warszawie. "Tam mnie zatrzymają. Dobrze o tym wiem" - mówi "Ukrainskiej Prawdzie".

Tego samego dnia ścigany deputowany informuje, że przekazał kompromitujące Poroszenkę materiały władzom amerykańskim. Media donoszą także, że Onyszczenko przyznał się, że nagrywał swoje rozmowy z prezydentem na zegarek z dyktafonem.  "Usłyszycie (na tych nagraniach) głos Gwaranta (prezydenta) i znikną wszelkie iluzje o (jego) miłości do państwa, Ukrainy i narodu. Towarzyszyłem mu przez dwa lata i dobrze go znam" - mówi.

1 grudnia głos w sprawie oskarżeń parlamentarzysty zabiera zaliczany do otoczenia Poroszenki prokurator generalny Jurij Łucenko. "Osobiście widziałem materiały, które świadczą, że obywatel Onyszczenko, jak przekonuje najbliższe otoczenie, współpracuje z rosyjskimi służbami specjalnymi" - ogłasza. Łucenko sugeruje, że oskarżając prezydenta o korumpowanie parlamentu, Onyszczenko chce odwrócić uwagę od toczących się przeciwko niemu śledztw i uniknąć odpowiedzialności.

Sam Poroszenko oficjalnie nie zabrał głosu w sprawie tych oskarżeń. W poniedziałek jednak spotkał się za zamkniętymi drzwiami z frakcją parlamentarną bloku swojego imienia.

"Prezydent powiedział, że żadnych taśm nie ma i być nie może" - relacjonował prasie Ihor Hryniw, który także uważany jest za osobę z bliskiego otoczenia Poroszenki. Według innego deputowanego Bloku Petra Poroszenki, Ołeksija Honczarenki, prezydent, pytany o oskarżenia Onyszczenki odpowiedział: "Są taśmy, dawaj taśmy. Są nazwiska - dawaj nazwiska. Niczego takiego nie ma. Są to tylko puste rozmowy".

Onyszczenko utrzymuje, że pieniądze, za które Poroszenko miał kupować głosy parlamentarzystów, pochodziły ze środków, wydzielanych Ukrainie przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy.

Na początku listopada Poroszenko został oskarżony przez swego kolegę ze studiów, byłego prezydenta Gruzji Micheila Saakaszwilego o popieranie klanów korupcyjnych. Polityk, który w 2015 roku otrzymał z rąk prezydenta obywatelstwo ukraińskie i stanowisko gubernatora obwodu odeskiego, oświadczył wówczas, że opuszcza obóz prezydencki, by stworzyć nowy ruch, który oczyści Ukrainę z rządów kleptokracji.

Z Kijowa Jarosław Junko

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje