Rosja będzie się starać zerwać ukraińskie wybory prezydenckie

Niemal sto tysięcy osób zajmuje się ochroną wyborów prezydenckich na Ukrainie. Władze i eksperci obawiają się prowokacji ze strony prorosyjskich bojowników.

MSW przyznaje, że nie może zapewnić bezpieczeństwa obywatelom w 6 miejscowościach obwodu donieckiego i w dwóch ługańskiego. Sytuacja z okręgowym komisjami wyborczymi jest jeszcze gorsza. W obwodzie donieckim funkcjonariusze będą w stanie ochraniać tylko 7 z 22 komisji, a w ługańskim w 2 z 12. Reszta jest de facto kontrolowana przez prorosyjskich bojowników.

Politolog Taras Berezowec podkreśla, że mimo pokojowych deklaracji Władimira Putina, Moskwie zależy na zerwaniu głosowania, ponieważ brak prezydenta oznacza także brak głównodowodzącego, czyli nie ma legalnej władzy, z którą można rozmawiać. Dlatego rozmowy można odkładać albo negocjować nie z ukraińskimi władzami, a bezpośrednio ze Stanami Zjednoczonymi i z Unią Europejską.

W ochronę porządku publicznego zaangażowano 65 tysięcy milicjantów, 15 tysięcy strażaków i ratowników, a także 17 tysięcy osób służących w Gwardii Narodowej i pozarządowych organizacjach paramilitarnych.

Dowiedz się więcej na temat: wybory na Ukrainie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje