Rosja: Międzynarodowy kryzys wokół rosyjskiego konwoju

Na Ukrainę jechała rosyjska kolumna humanitarna, a dojechała kolumna militarna - te wydarzenia zdominowały wczoraj przekaz płynący z pogrążonego w wojennej zawierusze regionu wschodniej Ukrainy. Teraz tę sytuację próbują wyjaśnić politycy i dziennikarze.

Kolumna złożona z niemal 300 samochodów ciężarowych, która, według rosyjskich władz, ma zawieźć na wschodnią Ukrainę pomoc humanitarną, dotychczas nie przekroczyła ukraińskiej granicy. Ponoć ze względu na brakujące dokumenty. Pojawiają się głosy, że stać tak w otwartym polu na zaimprowizowanym parkingu może nawet kilka dni.

Reklama

Rosjanie pokazali dziennikarzom zawartość TIR-ów, chcąc ich przekonać, że przewożą tam wyłącznie produkty humanitarne: kasze, cukier, odżywki dla dzieci czy lekarstwa. I rzeczywiście dziennikarze nie znaleźli nic zakazanego. Zauważyli jednak, że niektóre ciężarówki są prawie puste.

- Specjaliści obliczali, żeby wszystko było optymalne dla poruszania się takiej dużej kolumny - usprawiedliwiał się jeden z rosyjskich urzędników.

Tymczasem zachodni dziennikarze, którzy towarzyszyli kolumnie humanitarnej twierdzą, że w czwartek wieczorem po przybyciu na parking widzieli niewielką kolumnę rosyjskich pojazdów opancerzonych, które przekroczyły ukraińską granice. Później ukraińskie władze potwierdziły zniszczenie przy pomocy artylerii części rosyjskich transporterów.

Rosyjskie ministerstwo obrony zaprzeczyło przy tym, że kolumna rosyjskich pojazdów wjeżdżała na terytorium Ukrainy.

Teraz kwestie rosyjskiej pomocy humanitarnej i wjazdu transporterów opancerzonych próbują wyjaśnić politycy. Sytuacja na Ukrainie była już wczoraj tematem m. in. rozmów prezydenta Rosji i kanclerz Niemiec, ministrów obrony Rosji i Stanów Zjednoczonych oraz szefów administracji i ministrów spraw zagranicznych Rosji i Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy