Schetyna i parlamentarzyści z Niemiec i Francji jadą do Kijowa

Szef sejmowej komisji spraw zagranicznych Grzegorz Schetyna (PO) oraz przedstawiciele niemieckiego Bundestagu i francuskiego Zgromadzenia Narodowego udają się w piątek do Kijowa, gdzie spotkają się m.in. z ministrem spraw zagranicznych Ukrainy.

"Razem z szefami komisji spraw zagranicznych niemieckiego Bundestagu i francuskiego Zgromadzenia Narodowego jedziemy na dwa dni do Kijowa, aby otworzyć współpracę parlamentarną między Radą Najwyższą Ukrainy, a jej odpowiednikami parlamentarnymi w Niemczech, Francji i Polsce. Zależy nam na tym, aby pokazać, jakie są możliwości realnej współpracy, jak może ona wyglądać m.in. w wymiarze eksperckim. Chcemy też pokazać, jak mogą funkcjonować relacje między parlamentem a rządem, jak funkcjonują organizacje pozarządowe, jak inwestować w demokrację parlamentarną - powiedział PAP Schetyna w przeddzień wyjazdu.

Reklama

Podkreślił, że w kontekście wyborów parlamentarnych, które mogą odbyć się jesienią na Ukrainie, ważne jest, aby "ukraiński parlament zajął miejsce, jakie powinien zajmować". "Nie powinno być tak, jak dotychczas, kiedy oligarchowie mieli wpływ na władze w regionach, ale także na parlamentarzystów z Rady Najwyższej. To parlament jest suwerenem, który powinien decydować o ustawie zasadniczej, o całej legislacji, kontrolować rząd. Demokracje we Francji, w Niemczech i w Polsce mają różne doświadczenia, chcemy się nimi podzielić" - powiedział Schetyna.

Podkreślił, że zarówno wybory prezydenckie jak i parlamentarne na Ukrainie będą testem sprawności państwa ukraińskiego. "To jest też pytanie, do całej Europy - jak może i powinna być solidarną z Ukrainą. Jeżeli mówimy o drodze europejskiej Ukrainy, to nie wystarczą hasła i symbole, ale potrzebny jest konkret, również taki, który kosztuje" - dodał szef komisji spraw zagranicznych.

Program wizyty w Kijowie obok spotkania z szefem ukraińskiego MSZ Andrijem Deszczycą obejmuje też m.in. rozmowy z wiceprzewodniczącym Rady Najwyższej Rusłanem Koszulinskim. Politycy z Polski, Francji i Niemiec spotkają się też najprawdopodobniej z kandydatami na prezydenta Ukrainy - Petro Poroszenką i Julią Tymoszenko, a także z liderem partii Udar Witalijem Kliczką, który zapowiada, że chce się ubiegać o stanowisko mera Kijowa.

Według sondaży faworytem zaplanowanych na 25 maja przedterminowych wyborów prezydenckich na Ukrainie jest znany przedsiębiorca, były szef dyplomacji Ukrainy Petro Poroszenko. Po wycofaniu się Kliczki, który poparł Poroszenkę, na drugą pozycję wysunął się deputowany Partii Regionów, były wicepremier Serhij Tihipko. Trzecie miejsce zajmuje Julia Tymoszenko.

Przewodniczący Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso oświadczył w poniedziałek, że Ukraina nie dojrzała jeszcze do wstąpienia do UE. "Ukraina nie jest jeszcze gotowa. Ani dziś, ani w bliskiej przyszłości" - powiedział Barroso. Poroszenko powiedział w zeszłym tygodniu, że jego kraj może przystąpić do Unii Europejskiej w 2025 roku. "Nie mam żadnych wątpliwości, że za 10-11 lat, powiedzmy w 2025 roku Ukraina może zostać członkiem Unii Europejskiej" - oświadczył Poroszenko.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy