​Ukraina bez Lenina

Stutysięczna demonstracja opozycji na Majdanie, około 15 tysięcy zwolenników Partii Regionów i wieczorny incydent z pomnikiem Lenina. To najważniejsze wydarzenia kolejnego dnia protestów przeciwko władzy na Ukrainie. Symboliczny wymiar ma zwłaszcza zniszczenie 3,5 metrowego pomnika Włodzimierza Lenina, który stał w Kijowie od 1946 roku.

Pomnik został obalony przez dwie grupy młodych ludzi z zakrytymi twarzami, którzy zarzucili nań żelazne liny, które pociągnęli w dół. Nie jest wykluczone, że byli to przedstawiciele prawicowej Swobody, którzy krzyczeli "Swoboda przyjdzie, wprowadzi porządek". Pomnik zniszczył granitową płytę przed monumentem. Potem rozbito go ogromnymi młotami. Ludzie podchodzili i brali sobie kawałki na pamiątkę.

Pomnik wodza rewolucji był nieraz atakowany. Ostatnio tydzień temu, także w czasie demonstracji opozycji. Wtedy otoczyli go funkcjonariusze milicji, którzy obronili monument. W 2009 roku ukraińscy nacjonaliści domagający się usunięcia komunistycznych symboli, oderwali Leninowi nos i rękę, które potem wróciły na swoje miejsca.

48 godzin na odwołanie rządu

Reklama

W dzień w centrum Kijowa zebrało się około 100 tysięcy przeciwników obecnej władzy. Ukraińska opozycja dała prezydentowi 48 godzin na odwołanie rządu Mykoły Azarowa. W przeciwnym razie oponenci władz chcą zablokować rezydencję Wiktora Janukowycza w podkijowskim Międzygórzu.

Ukraińscy intelektualiści zaapelowali do władzy i uczestników antyrządowych protestów o rozpoczęcie dialogu. Przedstawiciele grupy 1 Grudnia przemawiali na Majdanie do kilkusettysięcznego tłumu. 

Filozof profesor Myrosław Popowycz powiedział, że władze muszą zacząć słuchać swojego narodu. Przy stole rokowań powinni zasiąść prezydent, trzej poprzedni szefowie państwa, opozycjoniści i działacze pozarządowi. "Ludzie nie dadzą się oszukać. Dialog musi być szczery" - podkreślił.

Zdaniem intelektualistów, prezydent powinien otwarcie powiedzieć, kiedy podpisze umowę stowarzyszeniową z Unią Europejską, funkcjonariusze odpowiedzialni za przemoc w czasie pacyfikacji pokojowych demonstracji powinni zostać ukarani, a rząd ustąpić.

"Ukraina potrzebuje wielkich zmian"

Głos zabrał także były przywódca Cerkwi greckokatolickiej, cieszący się ogromnym autorytetem wśród Ukraińców, kardynał Lubomyr Huzar. Podkreślił, że Ukraina potrzebuje wielkich zmian, a zwykli obywatele nie mogą czekać na to, aż ktoś do nich doprowadzi. Przypomniał ludową mądrość: "Rób tak, jakby wszystko zależało od ciebie; módl się, jakby wszystko zależało od Boga".

Przemawiający później politycy przedstawiali jednak radykalniejsze stanowisko. Julia Tymoszenko w oświadczeniu odczytanym przez jej córkę, Jewhenię, napisała, że z obecnymi władzami, w tym prezydentem Wiktorem Janukowyczem, nie można rozmawiać i potrzebne jest rozpisanie nowych wyborów prezydenckich i parlamentarnych.

"On już nie jest prezydentem naszego kraju, a tyranem, który musi odpowiedzieć za każdą kroplę krwi, każdą nieuczciwe zabraną ludziom kopiejkę, za każdy zrujnowany los, za 4 lata swojej samowolki" - apelowała Julia Tymoszenko.

Jej zdaniem, Ukraina stoi obecnie przed wyborem dalszej drogi: jedna prowadzi do Europy, a druga do średniowiecznej dyktatury. Wiktor Janukowycz, według byłej premier, może doprowadzić tylko do tego ostatniego celu: "On uważa, że wejście do Unii Europejskiej nie współgra z jego koncepcją władzy. Tu nie chodzi o problemy gospodarcze, on po prostu chce wejść do klubu dyktatorów".
Zdaniem Julii Tymoszenko, Ukraińcy muszą kontynuować swój protest, aby doprowadzić do wyborów prezydenckich i parlamentarnych.

"Zbudujemy Europę na Ukrainie"

Oponenci władz ustawili nowe barykady przed Radą Ministrów i Administracją Prezydenta. W rozmowie z Polskim Radiem, protestujący zapewniają, że łatwo nie ustąpią. Budynki rządowe otoczone są też szczelnym kordonem milicji, a niektóre ulice zastawione autobusami oddziałów specjalnych Berkut. Manifestanci nakleili na nich kwiatki i antyrządowe hasła. Zbierający się koło funkcjonariuszy kijowianie starają się z nimi rozmawiać. Starają się im uświadomić, że popełniają przestępstwo bijąc pokojowych demonstrantów i że w przyszłości zostaną za to ukarani.

Z kolei mityng zwolenników rządowej Partii Regionów zorganizowano pod hasłem "Zbudujemy Europę na Ukrainie". Jest tam kilka tysięcy osób, choć samo ugrupowanie wskazuje liczbę 15 tysięcy. Są to osoby przywiezione spoza Kijowa, a zwykli mieszkańcy, nawet jeśli są zwolennikami rządzącej partii i tak nie mają szans tam się dostać, ponieważ są odgrodzeni podwójnym kordonem milicji. Wśród uczestników są także "tituszki", czyli chuligani na usługach władz. Ze sceny słychać krytykę pod adresem opozycji, między innymi, za działania niezgodne z prawem.

Tymczasem Służba Bezpieczeństwa Ukrainy wszczęła śledztwo "w związku z działaniami niektórych polityków mającymi na celu przejęcie władzy w kraju". Jest to przestępstwo karane pozbawieniem wolności na okres od 5 do 10 lat.

Za kilka dni to Kijowa leci szefowa unijnej dyplomacji. Catherine Ashton ma pomóc w rozwiązaniu kryzysu politycznego. O wizycie szefowej unijnej dyplomacji w Kijowie poinformował szef Komisji Europejskiej, który rozmawiał przez telefon z ukraińskim prezydentem Wiktorem Janukowyczem.

Jose Barroso podkreślał konieczność ustabilizowania sytuacji na Ukrainie. Zaapelował o przestrzeganie swobód obywatelskich i powściągliwość władz. Przewodniczący Komisji powtórzył też, że Unia Europejska jest gotowa podpisać umowę stowarzyszeniową z Ukrainą, jeśli wszystkie warunki zostaną spełnione. A ten kluczowy, to zwolnienie z więzienia byłej premier Julii Tymoszenko i zgoda na jej zagraniczne leczenie.

Komisja gotowa jest też do rozmów z władzami w Kijowie, ale nie przewiduje renegocjacji warunków umowy. Zastrzega, że może rozmawiać na temat wdrożenia umowy, korzyści i wymogów.

Dowiedz się więcej na temat: pomnik Lenina

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje