Ukraina: Niespokojna noc w Mariupolu

Niespokojna noc w Mariupolu. W mieście nadal dochodzi do zamieszek po wczorajszym porannym ataku separatystów na komendę milicji.

Wciąż nie wiadomo, ile jest ofiar. Minister spraw wewnętrznych Arsen Awakow mówił o jednym zabitym milicjancie, później jednak przyznał, że funkcjonariuszy było kilku.

Serwis EuroMajdan SOS mówi o tym, że wśród ofiar jest dowódca ochotniczego batalionu Dnipro.

Doniecka rada obwodowa powołując się na dane z mariupolskich szpitali poinformowała, że zginęło 7 osób, rannych zostało 39. Nie wiadomo jednak, po której stronie walczyły te osoby.
 
Do miasta wjechały wczoraj ukraińskie czołgi i transportery opancerzone. Jeden z nich został przejęty przez terrorystów, którzy nie mając doświadczenia w obsługiwaniu tego rodzaju maszyn wystrzelili w ścianę budynku mieszkalnego. Na szczęście nikt nie ucierpiał.

W nocy wybuchł pożar w ratuszu. Komenda milicji, o którą toczyły się wczoraj walki całkowicie spłonęła.

Tymczasem, według nieoficjalnych informacji, terroryści z Doniecka wyruszyli do położonego sto kilometrów od tego miasta Mariupola, aby pomóc tamtejszym prorosyjskim bojownikom. Wcześniej zmusili oni żołnierzy wojsk wewnętrznych w Doniecku do oddania broni. Napadli także na biuro Czerwonego Krzyża, skąd zabrali wszystkie lekarstwa.

Dowiedz się więcej na temat: Ukraina | separatyści

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje