Ukraina: Premier podał się do dymisji

Premier Ukrainy Mykoła Azarow podał się do dymisji - przekazały we wtorek rano służby prasowe Rady Ministrów w Kijowie. Szef rządu zdecydował się odejść ze stanowiska w związku z bardzo poważnym kryzysem politycznym, w którym znajduje się jego kraj.

"W celu stworzenia dodatkowych warunków dla zapewnienia kompromisu społeczno-politycznego oraz pokojowego uregulowania konfliktu podjąłem decyzję, by zwrócić się do prezydenta Ukrainy z prośbą o przyjęcie mojej dymisji" - oświadczył Azarow w komunikacie.

Reklama

"Konfliktowa sytuacja, do której doszło w kraju, zagraża gospodarczemu i społecznemu rozwojowi Ukrainy, niesie niebezpieczeństwo dla całego ukraińskiego społeczeństwa oraz każdego obywatela" - czytamy w oświadczeniu.

"Najważniejszym zadaniem jest dziś zapewnienie integralności terytorialnej Ukrainy. Jest to o wiele ważniejsze, niż czyjeś plany czy ambicje. Właśnie dlatego podjąłem tę decyzję" - oznajmił szef rządu.

67-letni obecnie Azarow objął tekę premiera w marcu 2010 roku po wyborach prezydenckich, w których zwyciężył  Wiktor Janukowycz.

Azarow urodził się w rosyjskiej Kałudze

Azarow urodził się w rosyjskiej Kałudze, a na Ukrainie mieszka od 1984 roku. Ten wykształcony w Moskiewskim Uniwersytecie Państwowym geolog rozpoczął działalność polityczną w 1994 roku, kiedy po raz pierwszy został deputowanym Rady Najwyższej (parlamentu) Ukrainy.

Szerzej znany stał się w latach 1996-2002, kiedy kierował Administracją Podatkową Ukrainy. Był wówczas oskarżany o to, że z pomocą podległej sobie służby nękał przeciwników ówczesnego prezydenta Leonida Kuczmy. W 2002 roku Azarow po raz pierwszy został wicepremierem i ministrem finansów w rządzie Janukowycza. Drugi raz pełnił tę funkcję w latach 2006-2007.

Azarow uważany jest za polityka prorosyjskiego. Ze względu na bardzo słabą znajomość języka ukraińskiego i rażące błędy w wymowie, Ukraińcy nazywają go "Azirowem"

W czasie trwających obecnie na Ukrainie protestów antyrządowych Azarow niejednokrotnie nazywał ich uczestników terrorystami i ekstremistami, a o wydarzeniach w swoim kraju mówił jako o zamachu stanu.

Mają szukać dróg wyjścia z ostrego kryzysu

Podczas dzisiejszego specjalnego posiedzenia parlamentu deputowani mają szukać dróg wyjścia z ostrego kryzysu, w którym znalazła się Ukraina. Strona rządowa zapewnia, że sprawa wprowadzenia stanu wyjątkowego nie będzie rozpatrywana.
 - W chwili obecnej nie ma o tym mowy  - oświadczyła minister sprawiedliwości Ołena Łukasz.
Otwierając posiedzenie przewodniczący Rady Najwyższej Wołodymyr Rybak ogłosił minutę ciszy w intencji ofiar zamieszek w Kijowie, w wyniku których zmarło sześć osób. Następnie Rybak ogłosił 30-minutową przerwę w obradach.
Opozycja domaga się, by parlament m.in. anulował tzw. dyktatorskie ustawy z 16 stycznia, które ograniczają swobody obywatelskie, przyjął ustawę o uwolnieniu więźniów politycznych, czyli uczestników trwających na Ukrainie masowych wystąpień przeciw władzom oraz przywrócił konstytucję z 2004 r.

Co dalej z Ukrainą? Podyskutuj

W chwili, gdy rozpoczynało się posiedzenie służba prasowa rządu poinformowała, że premier Mykoła Azarow podał się do dymisji, co było jednym z żądań opozycji.
Powrót do zapisów konstytucji sprzed 10 lat oznacza ograniczenie kompetencji prezydenta na rzecz poszerzenia kompetencji parlamentu.

Opozycja chce także powrócić do rozmów o podpisaniu umowy stowarzyszeniowej z UE. Protesty na Ukrainie wybuchły 21 listopada, gdy władze postanowiły, że ze względu na naciski gospodarcze Rosji nie podpiszą umowy stowarzyszeniowej z Brukselą.
We wtorek rano milicja ustawiła na jednej z dróg dojazdowych do parlamentu betonowe bloki. Przeszkoda ma wysokość ok. 2 metrów.


Dowiedz się więcej na temat: Ukraina | Mykoła Azarow

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje