Ukraina: Trzej byli prezydenci popierają protest i ostrzegają

​Trzej byli prezydenci Ukrainy wyrazili w środę poparcie dla protestu Ukraińców, kontestujących niepodpisanie umowy o stowarzyszeniu z UE; jednocześnie przestrzegli przed możliwymi "niebezpiecznymi następstwami" radykalizacji wystąpień masowych.

Prezydenci Leonid Krawczuk, Leonid Kuczma i Wiktor Juszczenko zapewnili we wspólnym oświadczeniu, że "solidaryzują się z obywatelskimi działaniami tysięcy młodych Ukraińców".

Uznali za niedopuszczalną "praktykę rozwiązywania strategicznych kwestii rozwoju Ukrainy bez debaty publicznej i racjonalnego uzasadnienia".

Reklama

"Po raz pierwszy naród ukraiński wyszedł na ulice z niepolitycznym żądaniem, które cieszy się bezprecedensowym masowym poparciem... Jednakże rozwiązania kryzysu na razie nie znaleziono. Kryzys się pogłębia i dostrzegamy ryzyko utraty kontroli nad sytuacją" - podkreślono w oświadczeniu.

Zdaniem byłych prezydentów "apogeum stało się użycie nadmiernej siły wobec pokojowych demonstrantów".

"Stworzono pierwszy w latach ukraińskiej niezawisłości niebezpieczny precedens, kiedy władza uciekła się do siłowego rozpędzenia Majdanu" - napisali byli prezydenci. Podkreślili, że "brutalność, z jaką działała milicja, powinna zostać nie tylko publicznie potępiona, lecz i ukarana zgodnie z ukraińskim prawem jako rzecz nie do przyjęcia w państwie demokratycznym".

Byli szefowie państwa ukraińskiego uważają, że żywiołowość wystąpień masowych i radykalizm mogą mieć niebezpieczne następstwa, toteż strony powinny zrezygnować z wszelkich prób rozwiązania spraw metodami siłowymi.

"Wyjście z sytuacji należy znaleźć poprzez otwarty dialog ze społeczeństwem obywatelskim" - napisali, apelując o zorganizowanie ogólnonarodowego okrągłego stołu.

Prounijne demonstracje na Ukrainie, zorganizowane najpierw przez działaczy społecznych i dziennikarzy, rozpoczęły się 21 listopada. Protestujący krytykowali wstrzymanie przez władze przygotowań do podpisania z UE umowy stowarzyszeniowej. Kilka dni później protesty zaczęła zwoływać także opozycja. Odbywają się one teraz pod hasłami dymisji władz.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje