Wznowienie walk na Ukrainie. W co gra Putin?

Nadrzędnym celem Rosji, przyświecającym wznowieniu ofensywy separatystów w Donbasie, jest uzyskanie kontroli nad Ukrainą. Tylko od warunków zewnętrznych zależy, czy narzędziem służącym jej osiągnięciu będzie inkorporacja kolejnych obszarów ukraińskich - nawet kosztem izolacji międzynarodowej Kremla, czy też wasalizacja całego państwa nad Dnieprem przy pomocy wynegocjowanych z Zachodem porozumień. Dzisiaj druga z wymienionych opcji wydaje się bardziej prawdopodobna.

23 stycznia Aleksandr Zacharczenko, lider tzw. Donieckiej Republiki Ludowej, zapowiedział ofensywę jej sił zbrojnych "aż do granic administracyjnych obwodu donieckiego". Jak podkreślił, podobne plany - wznowienia walk na pełną skalę - ma "bratnia republika ługańska", której siły od 20 stycznia prowadzą natarcie wzdłuż drogi R66, zwanej "Bachmutką" (może to świadczyć o chęci zajęcia Lisiczańska i Siewierodoniecka).

Reklama

24 stycznia Zacharczenko poinformował natomiast za pośrednictwem Ria Novosti o rozpoczęciu ataku na Mariupol. Obecnie trwa ostrzał artyleryjski tego strategicznego miasta.

Cele wznowionej przez separatystów ofensywy należy podzielić na doraźne i strategiczne. Do pierwszego katalogu można zakwalifikować dążenie Kremla do odzyskania "sterowności" na coraz bardziej skonfliktowanymi ze sobą grupami separatystów oraz chęć optymalizacji funkcjonowania "republik ludowych". 

Optymalizacja funkcjonowania "republik ludowych" 

Nic nie wskazuje obecnie na to, by wypracowano w szybkim czasie rozwiązania polityczne dedykowane uregulowaniu konfliktu toczącego się w Donbasie. Zachód chce przymusić Rosję do przestrzegania ustalonego we wrześniu 2014 r. planu pokojowego (tzw. porozumień mińskich), Moskwa dąży natomiast do jego okrojenia. Dla Kremla szczególnie niewygodne są punkty mówiące o wycofaniu przez separatystów ciężkiego uzbrojenia, utworzeniu strefy bezpieczeństwa po obu stronach granicy ukraińsko-rosyjskiej, a także jej międzynarodowym monitoringu.

Przeciągający się proces pokojowy może wymuszać na Rosji podjęcie działań zmierzających do optymalizacji funkcjonowania "republik ludowych", co pozwoliłoby Władimirowi Putinowi "kupić nieco czasu" na niezbędne negocjacje w obliczu postępującej katastrofy humanitarnej na ich obszarze. Taka optymalizacja jest równoznaczna z przejęciem infrastruktury portowej Mariupola oraz zdobyciem ważnego węzła komunikacyjnego znajdującego się pomiędzy Donieckiem i Ługańskiem, tj. miasta Debalcewe.

Aleksandr Zacharczenko w swoim wystąpieniu z 24 stycznia wspomniał także o planach zajęcia Słowiańska, co miałoby rozwiązać trudną sytuację okupowanych przez separatystów obszarów w zakresie dostępu do wody pitnej. Na uwagę w kontekście zapowiedzianej przez niego ofensywy "aż do granic administracyjnych obwodu donieckiego" zasługuje także Karamatorsk, w okolicach którego biegnie połączenie gazowe do Mariupola. 

Kremla chce odzyskać "sterowność" nad grupami separatystów 

Dzięki wznowieniu walk w Donbasie Kreml chce także najprawdopodobniej odzyskać "sterowność" nad grupami separatystów, które "skoczyły sobie do gardeł" w ostatnich tygodniach na okupowanych obszarach Ukrainy.

Na początku roku został zabity Aleksandr Biednow ps. "Batman"- jeden z dowódców sił zbrojnych "Ługańskiej Republiki Ludowej". Kilka dni po tym wydarzeniu w internecie pojawiło się nagranie, na którym Kozacy walczący po stronie tego parapaństwa skarżą się na korupcję i grabież, a także grożą jego władzom.

Z kolei 12 stycznia źródła ukraińskie poinformowały, że "ludowy gubernator Noworosji", Paweł Gubariow stwierdził, iż "za zamachami w Paryżu stoi Moskwa, a Kreml eliminuje niechcących podporządkować się mu separatystów". Po tej wypowiedzi został on porwany przez ludzi Ramzana Kadyrowa (ostatecznie odzyskał wolność).  

Natomiast 12 stycznia lojalny wobec Kremla "prezydent"  tzw. Ługańskiej Republiki Ludowej Igor Płotnicki poinformował o zniszczeniu działającego w jej ramach struktur batalionu Odessa. Miał tego dokonać rosyjski Specnaz.

Cele strategiczne 

Nie sposób zrozumieć powodów rozpoczętej przez prorosyjskich rebeliantów ofensywy bez pokazania celów strategicznych, jakie za jej pomocą chce osiągnąć Kreml. Ich zdefiniowanie jest jednak - ze względu na dużą nieprzewidywalność Władimira Putina i jego otoczenia - dość trudne.  

Zajęcie Mariupola może być wstępem do uzyskania lądowego połączenia Krymu z Federacją Rosyjską. Moskwa dotkliwie odczuwa sankcje i spadki cen ropy naftowej. Drenaż finansowy, jakiemu została poddana, powoduje, że ma problem z zagospodarowaniem wspomnianego półwyspu. W tym kontekście naprawdę trudno sobie wyobrazić finansowanie donbaskiej katastrofy humanitarnej z budżetu Federacji Rosyjskiej. Wykluczyć scenariusza ekspansji jednak nie można.

Kreml nadal dysponuje olbrzymimi rezerwami finansowymi, które mogą docelowo finansować jego ekspansję służącą odbudowie "wielkiej Rosji". Z drugiej strony świadomość stanu gospodarki rosyjskiej i szybkości wyczerpywania się jej zasobów pieniężnych może sugerować, że ofensywa separatystów to jedynie "podbicie stawki" w negocjacjach z Zachodem, który chce, by Kreml przestrzegał każdej litery porozumień mińskich.

Wstęp do uderzenia w kierunku Krymu

Nowa ofensywa separatystów w kierunku Mariupola może być wstępem do wyprowadzenie uderzenia w kierunku Krymu, co umożliwiłoby utworzenie jego lądowego połączenia z Rosją. Tym samym rozwiązane zostałyby zasadnicze problemy funkcjonowania tego półwyspu, który w chwili obecnej jest połączony z Federacją jedynie przeprawą promową przez Cieśninę Kerczeńską.

Ponadto jego funkcjonowanie w dużym stopniu jest zależne od dostaw wody, gazu i energii elektrycznej z Ukrainy, co ma miejsce dzięki stosownym porozumieniom dwustronnym. (Rosja eksportuje prąd na obszary ukraińskie w zamian za świadczone z nich dostawy na Półwysep. Kijów zmaga się bowiem z ogromnym deficytem energetycznym w związku z przejęciem kopalń węgla przez separatystów i konfliktem gazowym z Gazpromem). 

Należy podkreślić, że Kreml podsyca spekulacje dotyczące ofensywy rebeliantów na obszary znajdujące się poza linią demarkacyjną ustaloną w ramach tzw. porozumień mińskich. Zapewne z tego powodu 24 stycznia Konstantin Kosaczew, wiceprzewodniczący Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy, oświadczył, że "Rosja nie pozostawi Naddniestrza w potrzebie i nie pozwoli na jego blokadę".

Naddniestrze pojawia się w dyskursie politycznym Federacji nie bez powodu. To oczywiste nawiązanie do niedawnych słów szefa ukraińskiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ołeksandra Turczynowa, zdaniem którego Rosjanie prowadzą loty zwiadowcze nad Budziakiem. To obszar Ukrainy graniczący z Rumunią i Mołdawią, a ściślej Naddniestrzem, który jest niejednolity etnicznie i połączony z resztą państwa zaledwie dwoma mostami na Dniestrze. Zdaniem władz w Kijowie ich wysadzenie może być wstępem do stworzenia na wspomnianym obszarze nowej pararepubliki położonej w dodatku niedaleko Odessy. 

"Podbicie stawki" w negocjacjach z Zachodem 

Nowa ofensywa separatystów może być jednak po prostu elementem "podbicia stawki" w negocjacjach z Zachodem, a nie wstępem do szerokiej ofensywy na obszary ukraińskie rozpościerające się poza ustaloną w Mińsku linią demarkacyjną oddzielającą skonfliktowane strony. Za takim rozwiązaniem przemawiałyby dwie ważne kwestie.

Po pierwsze, w ostatnim czasie władze rosyjskie wyciszyły, a właściwie wyrugowały, tematykę "Noworosji" z kontrolowanej przez siebie przestrzeni medialnej. Coraz rzadziej pojawia się w niej także retoryka państwowości pararepublik: donieckiej i ługańskiej. Jednocześnie Moskwa podejmuje próby skanalizowania niezadowolenia w kręgach nacjonalistycznych wspierających ideę ekspansji w Donbasie.

Po drugie, ponowny wybuch walk w Donbasie (największy od września 2014 r.) nastąpił równolegle do braku zgody stron na zorganizowanie szczytu pokojowego w Astanie na szczeblu przywódców Ukrainy, Rosji, Niemiec i Francji. Wznowienie walk przez separatystów może być zatem próbą wymuszenia przez Moskwę negocjacji pokojowych na jej warunkach, a nie zgodnie z literą porozumień mińskich.  

Rosja chce kontroli nad Ukrainą 

Rozważania na temat doraźnych i strategicznych celów Władimira Putina, przyświecających wznowieniu walk w Donbasie, zakończę truizmem. Choć krótkoterminowe posunięcia Kremla bardzo trudno przewidzieć (stąd też wariantywność niniejszej analizy), to jednak jest jasne to, ku czemu zmierzają.

Chodzi o uzyskanie kontroli  nad Ukrainą. Tylko od warunków zewnętrznych zależy, czy narzędziem służącym jej osiągnięciu będzie inkorporacja kolejnych obszarów ukraińskich (nawet kosztem izolacji międzynarodowej Kremla; warto pod tym kątem szczegółowo przestudiować historię ekspansji Związku Sowieckiego), czy też wasalizacja całego państwa nad Dnieprem przy pomocy wynegocjowanych z Zachodem porozumień.

"Autonomia" Donbasu

Dzisiaj druga z wymienionych opcji wydaje się bardziej prawdopodobna. Najprawdopodobniej chodzi o pozostawienie Donbasu w obrębie Ukrainy, ale z konstytucyjnie zagwarantowaną autonomią.

We wrześniu ubiegłego roku jej pożądany przez Moskwę zakres przybliżył w rozmowie z Ria Novosti Igor Płotnicki, lider tzw. Ługańskiej Republiki Ludowej. Stwierdził on mianowicie, że specjalny status regionów, które kontrolują separatyści, powinien umożliwić im w obrębie państwa ukraińskiego nawiązywanie gospodarczych związków z Rosją, a także dawać swobodę tworzenia ludowych oddziałów zbrojnych do obrony porządku publicznego.

Minęło już sporo czasu od wypowiedzi Płotnickiego, niemniej trzon przedstawionych przez niego założeń pozostaje niezmienny. Z tą różnicą, że obszar regionów podlegających "autonomii" powinien zostać zdaniem Moskwy poszerzony o terytoria zajmowane przez separatystów do września 2014 r. Ponadto powinna na nich stacjonować rosyjska armia (zapewne jako "siły pokojowe"). W taki sposób rozumiem bowiem nagłośnioną przez Samanthę Power propozycję, jaką Putin miał złożyć Poroszence.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy