Życie na linii frontu na wschodzie Ukrainy

Katastrofa humanitarna na wschodzie Ukrainy. W najgorszej sytuacji są mieszkańcy obszarów leżących w strefie granicznej między samozwańczymi republikami Donbasu a Ukrainą.

Miasto Krasnohoriwka codziennie jest ostrzeliwane przez terrorystów. Jego mieszkańcy od ponad trzech miesięcy nocują w zimnych i wilgotnych piwnicach, a jedzenie przygotowują w kuchniach polowych. Jak mówią - sytuacja jest bardzo trudna, w mieście nie ma wody i gazu, nie wiadomo co będzie dalej gdy nadejdą mrozy.

Reklama

- Przed wojną w Krasnohoriwce mieszkało 16 tysięcy ludzi. Teraz zostało ich mniej niż połowa. Szkoły są zamknięte. Niedawno zbombardowano plac zabaw, na szczęście dzieci udało się ewakuować. W ramach pomocy humanitarnej mieszkańcy otrzymali makaron, kaszę, herbatę i konserwy. Kilka sklepów jest otwartych, ale nikt nic nie kupuje, ponieważ brakuje pieniędzy - podkreśla kierowniczka administracji państwowej obwodu donieckiego Olena Malutyna.

I dodaje: "niektórzy miejscowi mieszkańcy pracują w Doniecku, ale sytuacja, szczególnie starszych ludzi, jest bardzo ciężka, oni koniecznie potrzebują pomocy".

Mieszkańcy, jak mówią, chcą spokoju i pokoju, ale w najbliższym czasie to raczej nie jest możliwe. Rosja w dalszym ciągu wysyła na Ukrainę swój sprzęt wojskowy. Dziś na w mediach społecznościowych pojawiła się informacja o kolejnych rosyjskich czołgach i wozach opancerzonych, które przez Donieck poruszały się w kierunku zachodnim.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje