"Ukrainie grozi rozłam". Opozycja wzywa do pozostania na ulicach

Po tym, jak gruchnęła wiadomość, że Werchowna Rada nie odwołała rządu Mykoły Azarowa, tłum na Majdanie się wściekł. "A, mam ich wszystkich w d..." - rzucił mało eleganckim słowem chłopak w dżokejce z przypiętym do niej tryzubem, kręcący się przed sceną. - "Wracam do Lwowa i przyłączam się do separatystów". "A ja, gdzie mam iść?" - spytał smutno stojący obok facet z ukraińską flagą na ramionach - "Jak ja z Charkowa?" - pisze wysłannik INTERIA.PL do Kijowa Ziemowit Szczerek.

Wołodymyr Horbacz, analityk z kijowskiego Instytutu Współpracy Euroatlantyckiej, pokasłuje (przeziębił się na Majdanie) i popija gorącą herbatę. Uważa, że naiwnością było sądzić, że rząd zostanie odwołany.

Reklama

- Oligarchowie - tłumaczy - kontrolują "swoich" deputowanych z różnych frakcji  i można było przewidzieć, że tak się to skończy. Tym bardziej, że politycy opozycji wykonali kiepską polityczną robotę i prawie w ogóle nie prowadzili żadnych negocjacji.

- W ten sposób - uważa Horbacz - władza zademonstrowała swoją siłę. Janukowycza wysłali do Chin, żeby przeczekał całą awanturę, i wszyscy mają nadzieję, że wróci już do innej politycznej rzeczywistości.

- A wróci? - Pytam. - Co, jeśli Majdan się rozejdzie, a Ukraina wstąpi, jak chce Rosja, do Unii Celnej, którą tworzy Moskwa razem z Białorusią i Kazachstanem?

- Na zachodzie kraju - potwierdza Horbacz słowa lwowiaka z Majdanu - mogą nasilić się separatystyczne tendencje.

To samo kilkanaście minut później powtórzył Arsenij Jaceniuk, szef opozycyjnej  "Batkiwszcziny". Razem z innymi przywódcami opozycji, Witalijem Kliczką z partii "UDAR" i Ołehem Tiahnybokiem ze "Swobody", pojawili się na telebimach nad majdanową sceną, jak hologram Obiego-Wan-Kenobiego w "Gwiezdnych wojnach". Gdy tylko opozycyjny triumwirat pojawił się nad Majdanem, ludzie zaczęli uciszać się nawzajem, nawoływać. Mówili wszyscy trzej, po kolei. Ostatni, Jaceniuk, krzyczał z ekranu, że obecny rząd doprowadził państwo do bankructwa, że to wina obecnego rządu, że Zachód nie chce udzielać kredytów skorumpowanej gospodarce, bo wie doskonale, gdzie te kredyty trafią. Tiahnybok i Kliczko stali po obu stronach Jaceniuka i kiwali głowami.

- Janukowycz rozbija kraj! - Krzyczał prawie Jaceniuk. - Rozbija unitarne państwo ukraińskie!

Triumwirat wezwał naród do pozostania na ulicach do ostatecznego zwycięstwa, czyli do rozpisania nowych wyborów parlamentarnych i prezydenckich, po czym zniknął, a na ekranie lud znów zobaczył samego siebie, czyli rewolucję.

Horbacz również uważa, że obecne władze mogą sprowokować rozłam, ciągnąc kraj na wschód, w stronę rosyjskiej kultury, polityki, a obecnie - również gospodarki. Zachód Ukrainy, według Horbacza, może się na to nie zgodzić.

- A co będzie - pytam - jeśli nic się nie zmieni? Jeśli Ukraina nie pójdzie ani w jedną, ani w drugą stronę? Jeśli nadal będzie tak, jak jest? Co jest na rękę, dajmy na to, choćby oligarchom? Przecież gdyby prowadzone przez nich interesy miały zostać poddane europejskim kontrolom...

- Oligarchowie sobie poradzą - mówi Horbacz. - Dostosują się, nauczą się sobie radzić z europejskim prawem. Zresztą, Ukraina do Unii nie wchodzi, mowa dopiero o umowie stowarzyszeniowej.

Horbacz twierdzi, że oligarchowie nie chcą do Rosji, bo Rosja ich sobie podporządkuje. W zawieszeniu, pozornie wygodnym, nikt nie chce trwać, bo Ukraina jest na skali bankructwa i obecnego stanu rzeczy utrzymywać się nie da.

- Z Unią też - mówi - chodzi przecież tylko o pieniądze. Jeśli stanie się cud i powrócimy do tematu umowy stowarzyszeniowej z UE, to tylko po to, żeby Janukowycz dostał kredyty i uratował swoją skórę, wyciągając Ukrainę z bankructwa. A całe to gadanie o unijnych wartościach - Horbacz macha ręką - to u Janukowycza tylko takie bla-bla-bla...

Dowiedz się więcej na temat: Ukraina | protesty | Majdan | Kijów | zdjęcia

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy