Białoruś: Prasa o prounijnych protestach na Ukrainie

O błędach ukraińskich władz, które doprowadziły do protestów, oraz o możliwych scenariuszach rozwoju sytuacji na Ukrainie pisze we wtorek białoruska prasa państwowa.

Dziennik "Zwiazda" podkreśla, że wydarzenia na Ukrainie budzą duże zainteresowanie dla Białorusi, gdyż "negatywny rozwój wydarzeń w sąsiednim państwie doprowadzi do załamania się dwustronnego handlu", a podpisanie umowy stowarzyszeniowej z UE na obecnych warunkach stałoby się "początkiem stopniowego rozpadu gospodarczych więzi między naszymi firmami".

Gazeta podkreśla, że prezydent Ukrainy Wiktor Janukowycz "jest konsekwentnym zwolennikiem eurointegracji", a rezygnacja z podpisania przezeń umowy wynikała z czynników "zewnętrznych", czyli twardego stanowiska Rosji, wysuwanych przez niektórych polityków europejskich żądań zwolnienia Julii Tymoszenko oraz stanowiska MFW ws. kredytu dla Ukrainy.

Reklama

Jednakże "wydarzenia z 30 listopada" (kiedy rozpędzono prounijny protest w Kijowie - red.) doprowadziły - jak pisze dziennik - do tego, że powstała kwestia dymisji rządu.

"Spóźnione potępienie przez rząd Azarowa i prezydenta Janukowycza działań oddziałów specjalnych Berkut podczas rozpędzania obozu protestujących na placu Niepodległości miało skutek raczej negatywny niż pozytywny. Oświadczenia przywódców nie tylko nie ostudziły zapału opozycji, ale też skonsternowały aparat siłowy" - czytamy.

O błędach władz ukraińskich pisze też "SB. Biełaruś Siegodnia". "We wszystkich przypadkach, gdy kraj obiera nowy kierunek geopolityczny, klasa rządząca powinna brać pod uwagę przede wszystkim głębokie nastroje narodowe.() Historia uczy, że szczególną rolę odgrywa przy tym rozsądne uwzględnienie narodowego (lub internacjonalnego) romantyzmu i trzeźwego pragmatyzmu.  Janukowycz i Azarow postawili ponad wszystko goły pragmatyzm i w istocie wystawili Ukrainę na przetarg UE i Rosji" - ocenia gazeta.

Według dziennika drugim błędem było rozpędzenie Majdanu, a kolejnym - dopuszczenie do wielkiej polityki "nieokiełznanych ekstremistów" z partii Swoboda, którzy zaczęli "rwać na strzępy formującą się kulturę polityczną Ukrainy i pogłębiać przepaść między umownym Ługańskiem i Lwowem".

Według "Zwiazdy" jest teraz możliwych kilka scenariuszy rozwoju sytuacji na Ukrainie, w tym dymisja Janukowycza i "polityczna walka grup oligarchicznych w warunkach pełnego chaosu", przegłosowanie wotum nieufności wobec rządu i rozpisanie wyborów, ustabilizowanie się sytuacji lub też stłumienie protestów przez władze przy użyciu siły i wtedy "eurointegracja zostaje na długo zamrożona".

"SB" widzi natomiast trzy możliwe scenariusze. Pierwszy to konfrontacyjny, który "jeśli już czymś się skończy, to całkowitym rozkładem kraju". Władze mogą poza tym spróbować zrobić krok do tyłu i rozpocząć nowe rozmowy z UE. Trzecim wyjściem jest natomiast "poświęcenie przez Partię Regionów rządu i przystąpienie do politycznych konsultacji", co może obniżyć napięcie i pozwolić Janukowyczowi utrzymanie stanowiska prezydenta.

"Respublika" pisze, że wielu protestujących niezbyt dobrze rozumie przy tym, co oznacza stowarzyszenie z UE i że nie jest to synonim wstąpienia do Unii. "Stowarzyszenie przewiduje tylko pewną pomoc gospodarczą przy faktycznym otwarciu ukraińskiego rynku na europejskie towary i usługi. Jego nieuniknionym rezultatem będzie zamknięcie  części ukraińskich przedsiębiorstw, wzrost bezrobocia i możliwa utrata części rynku państw Unii Celnej" - podkreśla gazeta.

"Respulika" ocenia, że pozytywne skutki podpisania umowy pojawią się dopiero po pewnym czasie, gdy do kraju zaczną napływać zagraniczne inwestycje. "Wtedy można by też mówić o ewentualności wstąpienia Ukrainy do UE" - czytamy.


Dowiedz się więcej na temat: Ukraina w UE | zamieszki na Ukrainie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje