Czego boi się Putin? Możliwe scenariusze dla Ukrainy

Kryzys na Ukrainie pokazuje, że Unia Europejska powinna przemodelować swoje stosunki z Rosją - powiedział podczas spotkania z dziennikarzami w Brukseli europoseł PO Jacek Saryusz-Wolski, wiceprzewodniczący EURONEST (Zgromadzenia Parlamentarnego Partnerstwa Wschodniego). Jego zdaniem zwycięstwo wariantu siłowego na Ukrainie to w pewnej mierze efekt wyraźnych zachęt i ponaglań ze strony Moskwy.

Mówiąc o potrzebie większego zainteresowania Unii Europejskiej rozwiązaniem sytuacji w Kijowie, europoseł wskazał na możliwość zaangażowania się w nią przewodniczącego Komisji Europejskiej Jose Manuela Barroso i szefa Rady Europejskiej Hermana Van Rompuy’a. Polityk zaznaczył jednak, że przywódcy europejscy powinni być może najpierw udać się do Moskwy, a dopiero potem do Kijowa.

Reklama

Saryusz-Wolski zasugerował także, że Unia powinna jak najszybciej zbudować wspólny front ze Stanami Zjednoczonymi, ponieważ to USA mogą wywrzeć skuteczniejszy wpływ na Moskwę niż sama Unia Europejska.

- Bruksela zbyt długo prowadziła w stosunku do Rosji politykę oderwaną od wartości zastępując ją tzw. realpolitik. Według mnie, podejście "Russia first" powinno zostać zastąpione "Russia next", czyli Moskwa nie przed, a po demokratyzacji i urynkowieniu - powiedział europoseł.

Według Saryusza-Wolskiego to, czego w kontekście Ukrainy, najbardziej boi się Putin, to scenariusz, w którym eksperyment demokratyzacji na Ukrainie kończy się sukcesem, a Rosjanie - widząc to - zaczynają pytać: "skoro im się udało, to dlaczego nie miałoby udać się nam?".

- Putin boi się efektu domina, boi się, że masowe demonstracje mogłyby zagrozić jego władzy - tłumaczył europoseł. - Jestem gotów bronić tezy, że zwykli Rosjanie są głęboko zainteresowani europejskim kursem Ukrainy, ponieważ toruje on podobny kurs także dla nich - dodał.

Przyczyny eskalacji konfliktu

Zapytany o to, dlaczego prezydent Wiktor Janukowycz zdecydował się na rozwiązanie siłowe, europoseł wymienił kilka powodów. Po pierwsze, prezydent Ukrainy nigdy nie chciał umowy stowarzyszeniowej z Unią, a przedłużanie kryzysu miało na celu jedynie zdobycie dodatkowych argumentów w rozmowach z Moskwą.

Według europosła, prezydent odrzucił europejską drogę, ponieważ wymusiłaby ona wprowadzenia pewnej transparentności przepływów finansowych, czyli ukróciło panującą w kraju korupcję, na której wielu korzysta. - Gdyby na Ukrainie zlikwidować korupcję, ten kraj byłby bardzo bogaty - zauważył Saryusz-Wolski.

Po drugie, ekipę Janukowycza interesuje tylko władza i jej wykorzystywanie do prywatnych celów. - W jego mniemaniu wariant siłowy mu to zapewnia, ale może się przeliczyć - skomentował Saryusz-Wolski.

Możliwe scenariusze dla Ukrainy

Europoseł przedstawił także trzy możliwe scenariusze rozwoju sytuacji na Ukrainie. Zaczął od tego, który określił jako "najgorszy" - wprowadzenie stanu wojennego, pacyfikację opozycji i smutę, czyli scenariusz znany Polakom z lat 1981-89.

Drugi, "marzycielski" scenariusz, zakłada, że "Janukowycz bije się w piersi i ustępuje". Wreszcie trzeci, zdaniem Saryusza-Wolskiego najbardziej realistyczny - to stopniowa erozja politycznej bazy prezydenta, czyli sytuacja, gdy Partia Regionów traci większość w parlamencie i dzięki temu opozycja zyskuje możliwość przegłosowania zmian w konstytucji prowadzących do ograniczenia kompetencji prezydenta.

- Brutalność działań strony rządowej powoduje, że kruszy się zaplecze polityczne Janukowycza. To jest rozwiązanie pesymistyczne w krótkiej perspektywie czasu, ale optymistyczne w długiej - powiedział polityk.

Dodał, że Ukraińcy to dziś zupełnie inne społeczeństwo niż jeszcze trzy miesiące temu. - Na naszych oczach odtwarza się naród - zaznaczył - To społeczeństwo musi zwyciężyć. Pytanie tylko, za jaką cenę.

Co zrobi Unia?

Pytany o możliwość wprowadzenia sankcji przeciwko przedstawicielom ukraińskiej władzy odpowiedzialnym za kryzys, Saryusz-Wolski powiedział, że choć nic jeszcze nie zostało przegłosowane, to drastyczność sytuacji najprawdopodobniej do tego doprowadzi. Nawet jeśli któreś z państw członkowskich się wyłamie, poszczególne kraje mogą samodzielnie nałożyć odpowiednie sankcje dotyczące przepływu osób i kapitału.

Sankcje to oczywiście niejedyna forma presji, jaką UE powinna wywierać na Ukrainę. Zdaniem Saryusza-Wolskiego, skoro Unia nie jest w stanie wysłać do Kijowa własnego, europejskiego Berkuta, powinny być one poparte zmasowaną akcją dyplomatyczną. - W sytuacji, gdy Janukowycz nie odbiera telefonów, do akcji być może powinni wkroczyć przewodniczący KE i Rady Europejskiej - zaproponował europoseł.

Zabiegi dyplomatyczne muszą połączyć największych graczy na arenie międzynarodowej - oprócz UE USA, ONZ, OBWE i Radę Europy.

Dodatkowo Unia powinna opracować plan rozwiązania kryzysu humanitarnego powstałego na Ukrainie. Chodzi głównie o otworzenie europejskich szpitali dla poszkodowanych podczas walk, udzielenie im pomocy prawnej, oraz zorganizowanie najpotrzebniejszych rzeczy, m.in. lekarstw.

Kwestia Ukrainy powinna także wpłynąć na zmianę stosunków Bruksela-Moskwa. - Jeśli ważny partner Unii zachęca do rozwiązań siłowych, to nie możemy tego pozostawić bez odpowiedzi - powiedział polityk.

Na koniec spotkania Saryusz-Wolski zauważył, że wśród powszechnego narzekania na Unię Europejską, fakt, że Ukraińcy tak zawzięcie o nią walczą, skłania do refleksji, że być może ostatecznie Bruksela nie jest taka zła.

Z Brukseli Agnieszka Waś-Turecka

Dowiedz się więcej na temat: Jacek Saryusz-Wolski | zamieszki na Ukrainie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje