"Foreign Policy": Czy Sikorski może uratować Europę?

​Radosław Sikorski był w sercu ukraińskiej rewolucji, zanim się jeszcze rozpoczęła - podkreśla amerykański magazyn "Foreign Policy". Przytacza jego opinię, że kryzys na Ukrainie zmusił Europę do refleksji nad zdolnością do stabilizowania swego sąsiedztwa.

"Jako jeden z dwóch europejskich szefów dyplomacji, wytrwale promujących umowę stowarzyszeniową z UE (...), której odrzucenie (przez ówczesne ukraińskie władze) doprowadziło do protestów Euromajdanu, ucieczki Wiktora Janukowycza z Kijowa i odsunięcia go od władzy, Sikorski jest doskonale świadomy wagi utrzymania ukraińskiej stabilności politycznej i gospodarczej, zwłaszcza przed wyborami prezydenckimi 25 maja" - ocenia dwumiesięcznik w artykule zatytułowanym: "Czy Sikorski może uratować Europę?".

Sikorski tłumaczy: Nigdy tak nie będzie

Reklama

"Stosunki rosyjsko-ukraińskie są uwarunkowane wzajemnymi interesami i ograniczeniami" - przytacza "Foreign Policy" opinię Sikorskiego, który wyraził nadzieję, że Kreml będzie działał w sposób logiczny, a nie autodestrukcyjny.

"Ukrainę i Rosję łączą wspólne interesy. Zależą od siebie w kwestii tranzytu rosyjskiego gazu do Europy. Krym, obecnie pod kontrolą Rosji, zależy od wody i elektryczności z Ukrainy. Powiązane są przemysły zbrojeniowe obu krajów" - cytuje magazyn szefa polskiej dyplomacji.

"FP" przypomina także o polsko-rosyjskich powiązaniach gospodarczych. "Jednak podczas gdy Berlin jest postrzegany jako niechętny konfrontacji z Moskwą w kwestii retoryki i kar finansowych, Warszawa szybciej rozumie pojawiające się zagrożenia dla bezpieczeństwa kontynentu. Bez wątpienia dzieje się tak za sprawą faktu, że Polska technicznie przestała istnieć jako kraj po wspólnej inwazji i okupacji nazistowskich i sowieckich sił w 1939 roku" - komentuje magazyn.

Na pytanie, czy jest zadowolony z reakcji Brukseli na kryzys ukraiński (w porównaniu do reakcji Waszyngtonu), Sikorski odparł, że nie należy oczekiwać, by UE działała w sposób podobny do Stanów Zjednoczonych czy Rosji. "Nigdy tak nie będzie, ponieważ jesteśmy konfederacją 28 krajów. Nie dysponujemy także takimi narzędziami, jakie mają USA czy Rosja, jak potężny aparat wywiadowczy czy łatwa do rozmieszczenia armia" - tłumaczył polski minister.

"Czujemy, że teraz nadszedł czas zapłaty"

"Nie sądzę, by większość Europejczyków akceptowała powrót do polityki XX wieku. Więc myślę, że (prezydent Władimir) Putin zmusił nas do zastanowienia się, co zrobić, by Unia Europejska była w większym stopniu zdolna stabilizować swe sąsiedztwo, zarówno jeśli chodzi o politykę zagraniczną, a także politykę sąsiedzką i obronną" - przywołuje magazyn słowa polskiego ministra.

Według Sikorskiego Europa ma przed sobą dwa zadania. Po pierwsze musi przestać oczekiwać, by USA zajęły się jej problemami. Po drugie kraje byłego Związku Radzieckiego muszą zakończyć transformację, którą zaczęły w 1991 roku, co być może Ukraina próbuje dziś robić - pisze "Foreign Policy".

"Trzeba mieć na uwadze, że projekt kształtowania Europy 'całej i wolnej' faktycznie się nie zakończył, a Europy nie można odznaczyć jako misji wypełnionej" - zauważył szef dyplomacji, o którym "Foreign Policy" napisał, że jest możliwym następcą szefowej unijnej dyplomacji Catherine Ashton.

Mówiąc o roli NATO, Sikorski ocenił, że przylot do Polski 150 amerykańskich spadochroniarzy w celu wspólnych ćwiczeń to jedynie minimum tego, co NATO i USA mogą zaoferować sojusznikowi z 15-letnim stażem, który kwestie własnej obrony traktuje bardzo poważnie - twierdzi "Foreign Policy".

"Czujemy, że teraz nadszedł czas zapłaty. NATO musi wrócić do podstaw, ponieważ podczas gdy konflikt w Unii Europejskiej jest nie do pomyślenia, to konflikt na peryferiach Unii jest nie tylko do pomyślenia, ale jest raczej bardzo niepokojącą rzeczywistością" - powiedział Sikorski w wywiadzie dla amerykańskiego magazynu.

Dziennikarz magazynu Michael Weiss rozmawiał z Sikorskim w Warszawie 23 kwietnia.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje