Hague: To jeszcze nie zimna wojna

Po wczorajszym referendum na Krymie brytyjskie media przynoszą dziś informacje o niepokoju wśród rosyjskich oligarchów zadomowionych w Londynie i na tamtejszej giełdzie. Jednocześnie minister spraw zagranicznych William Hague stara się wyraźnie utrzymać otwartą furtkę do dalszych rokowań z Moskwą.

Dziennik "The Daily Telegraph" przypomina, że spora grupa najbogatszych Rosjan ma w Londynie rezydencje, bądź nawet mieszka w Anglii, a ich dzieci uczą się w renomowanych brytyjskich szkołach prywatnych i na uniwersytetach. Część przenosi swoje oszczędności do innych krajów, ale część postanowiła przeczekać kryzys - donosi "Daily Telegraph".

Reklama

W "Timesie" Roger Boyes zastanawia się, kiedy i jakie sankcje i dotkną rosyjskich decydentów odpowiedzialnych za powstałą sytuację i dzieli Zachód na dwa obozy.

Po jednej stronie - zwolennicy radykalnych sankcji - Stany Zjednoczone i "nowe" kraje Unii z Polską, Rumunią i państwami bałtyckimi, a także Szwecja. Po drugiej - "stare" państwa Unii, zwolennicy gradacji sankcji, którzy nie chcą zrywać mostów, ani zaszkodzić własnym gospodarkom. Do tego grona Roger Boyes zalicza Wielką Brytanię.

Jej minister spraw zagranicznych potwierdził to rano, mówiąc, że nie określiłby obecnej sytuacji jako nowej zimnej wojny, ale to będzie zależało od wydarzeń najbliższych dni.

- Nadal rozmawiamy z Rosjanami, wszystkie kanały dyplomatyczne są otwarte i nadal są możliwości deeskalacji tego kryzysu - powiedział William Hague BBC.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje