Mer Lwowa dla RMF FM: Pacyfikacji na Majdanie nie zamieciemy pod dywan

- Wierzę w demokrację na Ukrainie. Sprawa pacyfikacji na Majdanie nie będzie zamieciona pod dywan - mówi w rozmowie z wysłannikiem RMF FM mer Lwowa Andriy Sadovy. Samorządowiec, który oficjalnie potępił zachowanie milicji wobec protestujących na Placu Niepodległości. - Na Ukrainie musi dojść do okrągłego stołu - jak kiedyś w Polsce - dodaje.

Krzysztof Kot: - Czy Ukraina - w związku z tym, co się stało w sobotę na Majdanie - jest demokratycznym państwem? Co musi zrobić teraz to państwo, żeby udowodnić, że tak jest?

Reklama

Andriy Sadovy: - Politycy, liderzy, powinni zrozumieć, że oni pracują nie dla partii, a pracują dla państwa. Powinni usiąść przy okrągłym stole, który kiedyś był w Polsce. Po tym "stole" nie ma już dyskusji w Polsce, w jakim kierunku ona idzie. Musimy tą drogą pójść. Państwa, które mają po sto, po dwieście, po trzysta lat - wszystkie te choroby już przechorowały. Ukraina musi za swoje 20 lat przejść wszystkie choroby. To jest rozwój.

Choroba wieku dziecięcego - tak by lekarze powiedzieli.

- Na pewno coś takiego. Wszyscy politycy powinni zrozumieć, że oni odpowiadają za państwo, nie za siebie, czy za swoje partie. Za państwo, za niepodległość Ukrainy.

Jakie widzi pan rozwiązanie dla tej sytuacji na Ukrainie?

- Jest konstytucja, jest prawo Ukrainy, jest prawo eurointegracji. Nikt nie ma prawa tego prawa nie wykonywać. Tutaj nie trzeba myśleć o nazwiskach. Trzeba myśleć o strukturach. Jest prezydent, jest rząd, jest parlament. Wszyscy muszą myśleć o tym, gdzie będzie lepiej Ukrainie. Tutaj jest jeszcze jeden problem, że ten magnes z Rosji jest tak ciężki i taki mocny, że on przełamuje te magnesy europejskie. O tym musi myśleć Unia, bo niestety my mówimy o państwie, które jest w środku Europy. Bezpieczeństwo Europy jest niemożliwe bez Ukrainy.

Jakie będą te najbliższe dni? Kiedy to się wszystko rozwiąże?

- Wszystko w rękach Boga. Musimy być twardzi. My musimy zrobić wszystko dobrze. Ja mam duże zaufanie do wszystkich tych ludzi, którzy dzisiaj nie boją się, a twardo mówią o swojej pozycji. To jest nasze państwo, my chcemy, żeby ono się normalnie rozwijało, żeby była dobra dynamika i musimy to zrobić. Niestety, musimy.   

Pan oficjalnie, jako jeden z pierwszych samorządowców w tym kraju, poparł to, co się dzieje. Nie boi się pan, że coś pana za to dotknie w przyszłości?

- Trzeba myśleć o tym, co będzie dalej. Trzeba być człowiekiem. Trzeba rozumieć, że każda osoba ponosi odpowiedzialność za rodzinę, za miasto, za państwo. Jestem przekonany, że wszystko będzie ok. Chciałbym podziękować tym osobom, które dzwonią z Polski. Dzwonił prezydent z Przemyśla - Choma, prezydent Wrocławia - Dutkiewicz. Wszyscy dają nam wsparcie. Nam jest to bardzo potrzebne dzisiaj. Dziękuję wszystkim dziennikarzom, którzy teraz przyjeżdżają z Unii, z Polski, którzy podają prawdziwe informacje. To jest bardzo ważne, aby Europa zrozumiała, że my chcemy być razem. Musimy ciężko pracować dyplomatycznie, żeby Ukraina mogła gwarantować bezpieczeństwo dla całej Europy, bo jesteśmy w środku tej Europy. My wszyscy jesteśmy Europejczykami. Nasza historia jest trudna, ale chcemy być w Unii i jestem przekonany, że tam będziemy.  

W takim razie jak ocenić to co się stało w Kijowie?

- Jestem przekonany, że ci nie-ludzie - bo to nie są ludzie, którzy to zrobili, którzy bili dzieci... - powinni zostać ukarani, bardzo mocno, oraz ten, kto wydawał te rozkazy. Myślę, że to zostanie zrobione. Będzie sąd, który ich ukarze, żeby nikomu innemu, nie przyszło to do głowy. Ja od razu informuję, że jeżeli ktoś ma jakiś pomysł co do Lwowa, to pójdzie za nim milion ludzi, całe miasto za nim pójdzie. U nas demokracja zawsze była na wysokim poziomie i każdy ma prawo do mówienia tego, co chce.  

Krzysztof Kot

Dowiedz się więcej na temat: Ukraina | Lwów | Okrągły Stół | Plac Niepodległości

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy