​Niemiecka prasa o Polsce: Fracking przeciwko Putinowi

"Frankfurter Allgemeine Zeitung" przygląda się kwestii konfliktu na Krymie w kontekście politycznym i gospodarczym, zwłaszcza jeżeli chodzi o uzależnienie Europy od rosyjskiego gazu. - Łupki nie wydają się być jednak dobrą alternatywą - twierdzi "FAZ".

"Debata o wojskowym zabezpieczeniu krajów środkowo-wschodniej Europy pokazała, że pod powierzchnią jest sporo konfliktowego potencjału" - donosi dziennik.

Reklama

"Polska i Kraje Bałtyckie (...) dostaną na początek minimalną prezencję natowskich jednostek na swoim terenie. Więcej Amerykanie najwyraźniej nie chcą uczynić, nawet jeżeli jako pierwsi przerzucili na wschód myśliwce i okręty" - dodaje "FAZ" i zwraca uwagę, że ponownie Berlin ma wobec tego "największe obiekcje".

Dziennik twierdzi, że "Niemcy - choć nauczeni historią wiedzą, jak ważna jest dla poczucia bezpieczeństwa prezencja wojsk sojuszników na terenie własnego kraju", odrzucają długoterminowe oddelegowanie jednostek NATO na wschód argumentując, że byłaby to eskalacja sytuacji.

Równocześnie "FAZ" donosi, że jak na razie sojusznicy w NATO nie znaleźli jeszcze odpowiedzi na "zaznaczanie przez Putina własnej strefy wpływu" i plany stworzenia tzw. międzystrefy, której nie wolno byłoby się przyłączyć do Zachodu i która w dalekim stopniu byłaby zależna od Rosji. Dziennik twierdzi, że nawet jeżeli obecnie trudno o odpowiedzi na szereg pytań, to wkrótce Zachód nie będzie miał wyjścia.

Powinien się więc poważnie zastanowić: Czy Ukraina powinna zostać członkiem Sojuszu? Czy NATO dotrzyma obietnicy, że Gruzja stanie się członkiem NATO? Jak daleką współpracę można zaoferować krajom zagrożonym przez Moskwę?

"Prostych odpowiedzi na te pytania nie ma. Zostawienie tych krajów Rosji, czego domaga się teraz wiele osób w Niemczech, byłoby zarzuceniem przez Zachód jednej ze swych najważniejszych zasad: że kraje same decydują o swoim losie" - stwierdza "Frankfurter Allgemeine Zeitung".

"Fracking przeciwko Putinowi"

W innym artykule "FAZ" donosi o wydobyciu gazu łupkowego - tytuł brzmi: "Fracking przeciwko Putinowi". Autor zastanawia się, czy skończy się w Europie, a zwłaszcza w Niemczech, opór przeciwko ten metodzie wydobycia. Dziennik przytacza słowa przewodniczącego komisji ds. gospodarki w Bundestagu Petera Ramsauera (CSU), który powiedział, że "fracking powinien być przedmiotem dyskusji już trzy lata temu".

Krymski kryzys od razu pokazał, jak bardzo jesteśmy zależni od rosyjskich dostaw gazu i już wywołał wielką debatę na temat złóż gazu łupkowego. Do tej pory większość rządów w Europie blokuje tą metodę ze względów ochrony środowiska. Przeciwnicy obawiają się, że chemiczny mix, który trzeba wpompować pod ziemię, zatruje wodę gruntową.

"Ale czy UE może sobie na dłuższą metę na to pozwolić, by tę metodę ignorować?" - pyta dziennik i przypomina, że przed aneksją Krymu przez Rosję odpowiedź koalicji rządowej brzmiała jednoznacznie - tak zresztą brzmi zapis w umowie koalicyjnej. "Ale czy to jest jeszcze aktualne po tym, jak w ubiegłym tygodniu Angela Merkel zapowiedziała "nowe spojrzenie na całą politykę energetyczną"? - pyta "FAZ".

Dalej gazeta przypomina, że dzięki łupkom Ameryka Północna już niedługo stanie się niezależna od importów gazu ziemnego. W Europie natomiast konieczne są duże badania, gdzie i jak wielkie są pokłady. Powołuje się przy tym na ekspertyzę amerykańskiego urzędu EIA, który twierdzi, że ponad połowa złóż znajduje się w Polsce i Francji.

"FAZ" zauważa, że z czysto rachunkowego punktu widzenia byłoby to bardzo opłacalne, bo w Europie można by zrezygnować z importu gazu z Rosji na ok. 77 lat. Są jednak dalsze obiekcje, także natury technicznej oraz zbyt wiele niepewnych kwestii. Gazeta reasumuje, że kryzysowi na Krymie gaz łupkowy jeszcze nie pomoże, bo trwałoby to co najmniej pięć lat, aż można by zacząć wydobycie - zakładając też polityczną wolę.

"Do tej pory forsują tę metodę Polska, Rumunia i Wielka Brytania. Centralny problem wydobycia nie odgrywa u nich większej roli" - donosi "FAZ" i tłumaczy, że szczelinowanie hydrauliczne potrzebuje 10 do stu razy więcej wierceń niż w przypadku normalnego wydobycia gazu.

"Każda próba oznacza transport budowlany, hałas i wstrząsy ziemi. W rozległych amerykańskich preriach to może żaden problem, ale w gęsto zaludnionej Europie może się nim okazać" - podsumowuje gazeta.

Róża Romaniec/red. odp.: Elżbieta Stasik/Redakcja Polska Deutsche Welle




Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje