Politolog o Ukrainie: Bez szans na porozumienie w chwili obecnej

Obecnie nie ma szans na polityczne rozwiązanie konfliktu między władzami a opozycją i tysiącami przeciwników rządu Ukrainy, którzy demonstrują na ulicach Kijowa - ocenił w rozmowie z PAP Wołodymyr Horbacz z ukraińskiego Instytutu Współpracy Euroatlantyckiej.

- Pozostaje niewielka nadzieja, że podczas obecnej wizyty prezydenta Wiktora Janukowycza w Chinach zaczną go opuszczać ludzie z najbliższego otoczenia, którzy zrozumieją, co się naprawdę w kraju odbywa  - powiedział we wtorek, komentując nieudaną próbę odsunięcia od władzy premiera Mykoły Azarowa.

Reklama

Zdaniem politologa na Ukrainie realizowany jest scenariusz pisany w Rosji. Świadczą o tym milicyjne pacyfikacje demonstrantów - uważa.

"Radykalny scenariusz sterowany z Kremla"

- To, że dziś w parlamencie nie doszło do zdymisjonowania Rady Ministrów, oznacza, że władze celowo popychają ulicę do radykalnych działań. Dalszych wydarzeń prognozować nie można, ale pozostaje jakaś nadzieja, że odpowiedzialna klasa polityczna powstrzyma w jakiś sposób radykalny scenariusz sterowany z Kremla  - zaznaczył.

 - Jeśli odpowiedzialni politycy uświadomią sobie, że mają do czynienia z przewrotem i izolowaniem prezydenta od państwa, dokonywanym przez grupę spiskowców, to można z tym jeszcze coś zrobić. Musiałoby to jednak nastąpić w wyniku porozumienia między opozycją i tymi odpowiedzialnymi w obecnych władzach - oświadczył.

Mówiąc o uczestnikach tej grupy, Horbacz przypomniał wywiad, jakiego udzieliła deputowana Partii Regionów, która jako pierwsza wyszła oficjalnie ze swego ugrupowania po tym, gdy w sobotę nad ranem zaatakowano zgromadzonych na Majdanie ludzi.

 - Bohosłowska wymieniła tam Klujewa i Medwedczuka, a dziś możemy dodać do tego grona premiera Mykołę Azarowa oraz wicepremiera Jurija Bojkę, który ogłaszał decyzję rządu o wstrzymaniu podpisania umowy stowarzyszeniowej z UE  - powiedział.

"Jeśli władze będą ich podburzać, to ludzie zostaną na Majdanie"

Sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Andrij Klujew uznawany jest za jedną z najbardziej wpływowych osób w otoczeniu Janukowycza. Wiktor Medwedczuk, uważany za za lobbystę interesów Kremla były szef administracji Leonida Kuczmy, stoi na czele antyzachodniego ruchu "Ukraiński Wybór". Prezydent Rosji Władimir Putin jest ojcem chrzestnym córki Medwedczuka, Darii.

W ocenie Horbacza protesty, które od dwóch tygodni odbywają się w Kijowie i innych miastach, mogą trwać jeszcze długo. - Jeśli władze będą ich podburzać tak, jak do tej chwili, to ludzie zostaną na Majdanie - ocenił.

Ponowne użycie siły? Władze mogą na to pójść

Pytany o możliwość ponownego użycia siły politolog powiedział, że władze mogą na to pójść, kiedy będzie im to znów potrzebne.

- Władze mogą uciekać się do prowokacji, bo mają duży korpus prowokatorów, nazywanych na Ukrainie "tituszkami". Można ich wykorzystać w każdej chwili i w każdym miejscu do wywołania zamieszek, w wyniku których do akcji będzie się musiała włączyć milicja  - powiedział Horbacz.

"Tituszkowie" to młodzi sportowcy z prowincji, nazywani tak od nazwiska chuligana, który wiosną na oczach milicji pobił dwójkę dziennikarzy. Według ogólnej opinii "tituszkowie" działają na zlecenie władz.

Dowiedz się więcej na temat: Kijów | Ukraina

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje