Polscy ratownicy w Kijowie: Zgłaszają się obolali i ze stresem pourazowym

Do ratowników medycznych z Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej, którzy od soboty pracują w pobliżu Majdanu w Kijowie, zgłaszają się głównie osoby z dolegliwościami bólowymi, a także z objawami stresu pourazowego.

W niedzielę koordynatorzy zabezpieczania medycznego Majdanu poprosili trzyosobową grupę ratowników Centrum o poprowadzenie punktu medycznego przy magazynie leków - nieopodal Majdanu. Wcześniej, w sobotę, ratownicy z mobilnym sprzętem chodzili tam w patrolu pomocy doraźnej między stałymi punktami medycznymi.  - To dlatego, że mamy mobilny sprzęt - plecaki, wygodne torby reanimacyjne, kamizelki medyczne, co pozwala nam działać nam ze stosunkowo dużą ilością sprzętu w terenie - powiedział jeden z ratowników PCPM Michał Wieczorek.

Reklama

Na razie do polskich ratowników zgłaszali się pojedynczy poszkodowani. - Są to drobne obrażenia, częściej bóle związane z obrażeniami poniesionymi wcześniej. Coraz częściej obserwujemy też syndromy stresu pourazowego - wskazał Wieczorek. Jak wyjaśnił, silny stres działa destrukcyjnie - po pewnym czasie powoduje ogólne wycieńczenie i niekorzystne objawy układu nerwowego, układu pokarmowego czy układu krążenia.

Leczenie stresu pourazowego prowadzą przede wszystkim psychologowie (na Majdanie pojawili się już tacy specjaliści). Ratownicy medyczni mogą przy pierwszym kontakcie podać leki uspokajające, porozmawiać - czy pomóc poprzez zaopatrzenie ran czy zmianę opatrunków.

W nocy z niedzieli na poniedziałek i w kolejnych dniach polscy ratownicy mają pracować w punkcie medycznym - obok podobnego punktu prowadzonego przez ratowników z Czech. Jak zaznaczył Wieczorek, możliwy jest jednak ich wyjazd w inne miejsce, gdzie potencjalnie mogą pojawić się poszkodowani. W takiej sytuacji w pół godziny będą gotowi do wyjazdu.

Ratownicy PCPM dotarli na miejsce w sobotę rano. Jechali samochodem, wioząc ze sobą sprzęt i materiały. Na miejscu zastali dobrze zorganizowaną pomoc medyczną. Pracujące tam służby przez weekend przede wszystkim udzielały pomocy rannym w poprzednich dniach, próbowały też docierać do poszkodowanych, którzy w obawie przed represjami ukrywali się i leczyli na własną rękę gdzieś po domach.

Na Majdanie krążyły informacje, że takich osób jest wiele; w niedzielę apelowano już do nich, by zgłaszały się do działających profesjonalnych służb. Na razie wystarcza i leków, i środków opatrunkowych, jednak - jak zaznaczył Wieczorek - trudno prognozować dalsze potrzeby.

- Nawet gdyby było tak, że tych leków i sprzętu zostałoby wysłanych tu więcej, niż wynika to z bieżących potrzeb, mamy od miejscowych lekarzy informacje, że zostaną dobrze spożytkowane w pobliskich szpitalach, które na co dzień nie dysponują pełnym wyposażeniem - wskazał Wieczorek. - Na tym etapie chyba dobrym pomysłem jest kontynuacja zbiórki i wysyłki takiego sprzętu - ocenił.

Wysłaną przez PCPM grupę tworzą, obok Wieczorka, Tomasz Lemm i Jacek Wawrzynek. Wszyscy na co dzień pracują w pogotowiu ratunkowym na Śląsku. To ratownicy doświadczeni w niesieniu pomocy w trudnych sytuacjach - byli już wysyłani przez Centrum m.in. do Gruzji i Południowego Sudanu.

Ratownicy z fundacji PCPM działają w ramach nowo utworzonego zespołu szybkiego reagowania medycznego. Założenia tego przedsięwzięcia przewidują, że polscy lekarze, ratownicy medyczni i specjaliści, mogą udać się do kraju objętego kryzysem humanitarnym w 24-48 godzin od zgłoszenia takiej potrzeby. Poza ratownikami z PCPM w Kijowie pracuje też grupa z Małopolski - trzech lekarzy i pięciu ratowników.

Według informacji MSW z soboty, w Polsce hospitalizowanych jest 34 obywateli Ukrainy poszkodowanych w starciach na Majdanie. Oprócz ośrodków MSW w Warszawie i Krakowie, są też w szpitalach w Łęcznej, Tomaszowie Lubelskim i Przemyślu. MSW deklaruje, że w razie potrzeby może dysponować 350 miejscami w szpitalach na potrzeby poszkodowanych z Ukrainy.

Dowiedz się więcej na temat: Ukraina | Kijów

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje