Prezydent: Faza gorącego kryzysu ws. Krymu chyba mija

Faza gorącego kryzysu w sprawie Ukrainy, Krymu chyba mija - ocenił w piątek prezydent Bronisław Komorowski. Jednak, jak podkreślił, do czasu wyborów prezydenckich na Ukrainie trzeba rozważać też "negatywne scenariusze". Zaznaczył, że Zachód nie uzna aneksji Krymu przez Rosję.

W ten sposób Komorowski odpowiedział w rozmowie z TVN24 na pytanie o groźbę rosyjskiego ataku na wschodnie rejony Ukrainy. - Odnoszę wrażenie, że ta faza gorącego kryzysu w sprawach Krymu, w sprawach Ukrainy chyba mija, ale podkreślam to słowo chyba. (...) To jest i wiedza, i intuicja - podkreślił. Ale - jak dodał - "do końca maja, do wyborów prezydenckich na Ukrainie będziemy poddawani ciągłym przeciążeniom". W ocenie Komorowskiego, do tego czasu mogą i powinny być rozważane także negatywne scenariusze ws. sytuacji na Ukrainie, co nie znaczy - jak mówił - że "nie należy budować scenariuszy opartych o optymistyczne przekonanie, że być może ta gorąca faza jest już za nami". 

Reklama

W ocenie prezydenta wybory na Ukrainie planowane na 25 maja "ustabilizują ten kraj, władzę i armię ukraińską". Dlatego - według Komorowskiego - już należy myśleć o wspomaganiu procesu modernizacji. - Pod wieloma względami nie mniej ważnego procesu niż stworzenie szans Ukrainie na bezpieczeństwo typu militarnego. Bo bez głębszych reform Ukraina zawsze będzie zdana na dyktat sąsiada, na zagrożenie zewnętrzne - podkreślił Komorowski.

Prezydent zapewnił też, że świat zachodni nie uzna aneksji Krymu przez Rosję. - Nie ma takiej możliwości, bo jeżeli Rosja by uzyskała to, że świat zachodni powiedziałby "no trudno zajęty został Krym, ale siła wyższa, nie robimy z tego problemu", to prędzej czy później, ktoś spróbuje zrobić analogiczne rozwiązanie w stosunku do innych obszarów np. Naddniestrza, czy w stosunku do krajów nawet sąsiadujących z Rosją, gdzie też jest mniejszość rosyjska dosyć liczna. Więc nie ma takiej możliwości - zaznaczył.

- Na razie jest taki problem, żeby do polityków rosyjskich docierała świadomość, że płacą cenę za jednak bezprecedensowe zachowanie w stosunku do sąsiada i zerwanie wszystkich norm międzynarodowych i umów z Ukrainą - ocenił. - To, co się wydarzyło, musi stanowić bardzo poważne ostrzeżenie dla całego świata zachodniego i świat zachodni musi wyciągnąć z tego daleko idące wnioski.

- Czy z tego będzie nowy okres zimnej wojny, czy też okres daleko idącego dystansu, zerwania współpracy - zobaczymy. To będzie zależało w ogromnej mierze od dalszych zachowań Rosji wobec Ukrainy i całego regionu - podkreślił Komorowski.

Prezydent powiedział też, że nikomu nie zależy na totalnym konflikcie z Rosją, bo nie chcemy zrywać stosunków gospodarczych z tym krajem. - Także w sferze kultury szukajmy tego, co nas może zbliżyć, co może uspokoić namiętności - stwierdził prezydent, pytany o obchody Roku Polskiego w Rosji i Roku Rosji w Polsce w 2015 roku. - To, (że te obchody się odbędą - PAP) nie może być odczytywane jako usankcjonowanie złych zachowań sąsiada. To prawnie może oznaczać obniżenie rangi tych wydarzeń. Ale byłoby źle, gdybyśmy przenosili konflikt na grunt kultury, bo ta mimo wszystko zawsze powinna być chroniona jako miejsce zbliżania ludzi, a nie oddalania - mówił prezydent.

- Warto inwestować w relacje międzyludzkie z Rosją, z Rosjanami, warto ratować obszary, w jakich ta współpraca jest możliwa, bo w niektórych jest niemożliwa w tej chwili - przyznał. W tym kontekście wymienił: obszar współpracy wojskowej, jako niemożliwy do realizowania i - jako mocno ograniczony - obszar współpracy politycznej. - Obrażać się na kulturę rosyjską, nie obrażając się na dyplomację, nie obrażając się na ekonomię byłoby pewną przesadą - zaznaczył Komorowski.

- Trzeba prowadzić dialog jednocześnie zachowując bardzo zdecydowane stanowisko w problemach, w tym wypadku problemie Krymu i Ukrainy. Ale zrywanie dialogu do niczego nie prowadzi - ocenił.

Dowiedz się więcej na temat: Bronisław Komorowski | Ukraina

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje