Siemoniak: Ukraina nie poradzi sobie bez pomocy NATO

Ukraina nie poradzi sobie bez pomocy NATO - uważa minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak. Jego zdaniem decyzję w tej sprawie powinien podjąć wspólnie cały sojusz. Przekonywał również, że NATO nie może dłużej traktować Rosji, jak partnera.

W czwartek zaczyna się dwudniowy szczyt NATO w Newport w Walii. Weźmie w nim udział m.in. prezydent Ukrainy Petro Poroszenko, który ma zabiegać o militarne wsparcie NATO w walce z prorosyjskimi separatystami wspieranymi przez Moskwę. Ponadto Kijów chciałby, aby USA i NATO zaangażowały się w konflikt z Rosją, tak jak czynią to w Kurdystanie, wysyłając uzbrojenie oraz wykonując loty bojowe nad Państwo Islamskie.

Reklama

Polska spodziewa się w Newport debaty o zakresie wsparcia NATO dla reformy sił zbrojnych Ukrainy i propozycjach pomocy dla Kijowa - także zaopatrzenia wojskowego. Planowane jest spotkanie komisji NATO-Ukraina w formule szefów państw i rządów - pierwsze od szczytu Bukareszcie (2008 r.), kiedy mówiono o kandydaturze Ukrainy do członkostwa w sojuszu.

- Sytuacja na Ukrainie doszła do takiego punktu, że jeśli nie udzielimy jej realnej pomocy, realnej w różnych obszarach, nie tylko chodzi o pomoc wojskową, to Ukraina może się nie obronić przed tą sytuacją - powiedział Siemoniak w czwartek rano w TVN24.

Jego zdaniem lepiej byłoby, gdyby to była decyzja całego sojuszu, a nie, żeby każdy kraj podejmował ją sam. - Bierzemy pod uwagę interes Polski, położenie i możliwości Polski. Ukraina ma tak ogromne potrzeby finansowe i wszelkie inne, że jedno państwo temu nie jest w stanie podołać. Oczekujemy, że NATO się tym poważnie zajmie i we wczorajszej wypowiedzi prezydenta Baracka Obamy w Tallinie były te wątki - przypomniał szef MON.

W jego opinii Amerykanie zrozumieli, że jesteśmy w sytuacji, że albo Ukrainie pomożemy, albo będziemy mieli do czynienia ze "stopniowym pogarszaniem się sytuacji, bo wyraźnie widać, że państwo ukraińskie jest na granicy swoich możliwości".

Jak podkreślił, to dobrze, że dochodzi do jakichś rozmów między prezydentami Rosji i Ukrainy, bo "zawsze dialog jest lepszy niż wojna", jednak w jego ocenie droga do pokoju jest długa, bo sprawy zaszły bardzo daleko. Jego zdaniem w ostatnich miesiącach Rosja bardzo podważyła swoją wiarygodność, dlatego teraz trudno mieć pewność co do jej intencji.

- Sądzę, że prezydent Putin też czeka na to, co szczyt zdecyduje, jak daleko sięga determinacja Zachodu - mówił Siemoniak.

- Uważam, że ta droga, którą szło NATO przez wiele lat - traktowania Rosji jako partnera (...), już się skończyła. Nawet najwięksi sympatycy Rosji w NATO to rozumieją. (...) Jesteśmy po wielomiesięcznych dyskusjach dyplomatycznych, prawnych na temat aktu stanowiącego NATO-Rosja, natomiast ja uważam, że trzeba mówić o rzeczach absolutnie podstawowych - jeśli chodzi o bezpieczeństwo sojuszników, ważne jest zapewnianie tego bezpieczeństwa, realne działanie NATO, a nie grzebanie po setkach stron różnych dokumentów, gdzie można znaleźć absolutnie wszystko - podkreślił.

Przypomniał, że to Rosja jako pierwsza złamała postanowienia i Zachód oraz NATO muszą z tego wyciągnąć wnioski. - Gdy rozmawiamy naprawdę o twardych zagrożeniach, o najbliższych latach i dziesięcioleciach, nie możemy cały czas się oglądać za siebie i szukać w papierach uzasadnień do tego, żeby nic nie robić - przekonywał Siemoniak

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje