"Times" o wątpliwościach wobec politycznej przyszłości Tymoszenko

Pojawienie się Julii Tymoszenko w piątek na kijowskim Majdanie oznacza koniec poprzedniego reżimu na Ukrainie. Nie oznacza jednak, że ona sama stanie na czele nowych władz - ocenia brytyjski "Times", nazywając byłą premier postacią kontrowersyjną. W poniedziałek obrońca Julii Tymoszenko Serhij Własenko oświadczył, że jego klientka nie zamierza ubiegać się o stanowisko prezydenta Ukrainy.

- Ktoś rozpowszechnił oświadczenie, jakoby Julia Wołodymyriwna (Tymoszenko) oznajmiła, że startuje w wyborach prezydenckich. Nie odpowiada to rzeczywistości. Takiego oświadczenia nie było - poinformował adwokat.

"Spektakularny powrót"

Reklama

Mimo słów prawnika, przyszłość byłej premier budzi jednak wielkie emocje. Redakcyjny komentarz poświęca jej m.in. brytyjski "Times". 

"Tymoszenko nie mogłaby marzyć o bardziej spektakularnym powrocie do ukraińskiej polityki niż ten, który zgotowano jej w sobotę na kijowskim Majdanie, gdzie po zwolnieniu z więzienia wystąpiła, siedząc na wózku inwalidzkim. Nie ma jednak gwarancji, że stanie na czele swojej partii, a tym bardziej kraju" - pisze gazeta.

Dziennik przyznaje, że teraz, gdy Ukraina znajduje się w punkcie zwrotnym, Tymoszenko jest "postacią jednoczącą, której opozycja nie miała, stawiając czoła Berkutowi". Zarazem jednak "jest byłym oligarchą, a jako premier polaryzowała opinię tak głęboko, że wszystkie osiągnięcia pomarańczowej rewolucji zostały zaprzepaszczone za jej kadencji" - przypomina "Times".

"Tymoszenko wzbogaciła się na handlu gazem"

Tłumaczy, że Tymoszenko była "inspirującą postacią" podczas ostatnich protestów na Ukrainie nie z powodu "jej wątpliwego politycznego dorobku", ale z powodu sposobu, w jaki postąpił z nią odsunięty w sobotę od władzy prezydent Wiktor Janukowycz. Zarzuty, będące podstawą skazania jej w 2011 roku na 7 lat więzienia za nadużycia przy zawieraniu umów handlowych z Rosją, były "jawnie polityczne". Niemniej wcześniejsze zarzuty dotyczące malwersacji podatkowych były o wiele bardziej przekonujące - zauważa brytyjski dziennik.

"Times" przypomina, że Tymoszenko wzbogaciła się na handlu gazem po rozpadzie ZSRR, gdy "ceną osiągnięcia sukcesu były twarde łokcie i gotowość do wykorzystania układów korupcyjnych". Jeszcze przed pomarańczową rewolucją oskarżano ją, że w zamian za kontrolę nad większością rosyjskiego gazu dostarczanego Ukrainie dawała łapówki Pawłowi Łazarence, premierowi w latach 1995-96, skazanemu w 2006 roku w USA za pranie pieniędzy.

"Ci, którzy ryzykowali życiem, by dać jej tę szansę, mają wątpliwości"

Po pomarańczowej rezolucji Tymoszenko popadła w konflikt z ówczesnym prezydentem Wiktorem Juszczenką, a jej niezdolność do konstruktywnej współpracy z nim utorowała drogę Janukowyczowi - zauważa "Times".

Zastanawiając się, czy pobyt w kolonii karnej przemienił Tymoszenko "w wiarygodnego lidera demokratycznego", dziennik podsumowuje: "Wygląda na to, że ona sama tak myśli i będzie kandydowała w majowych wyborach prezydenckich. Ci, którzy ryzykowali życiem, by dać jej tę szansę, mają wątpliwości".

"Times" wskazuje zarazem, że partia Tymoszenko, Batkiwszczyna, jest liczącą się siłą polityczną.

Dowiedz się więcej na temat: Julia Tymoszenko

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje