Koniec kariery czy przygotowania do nowej roli. Co dalej z Beatą Szydło?

- Premier Beata Szydło po dwóch latach rządów osiągnęła rekordowe wyniki, jej rząd był najlepiej oceniany od 1989 r. Zebrała duży kapitał społeczny, jej decyzja jest o tyle rozsądna, że może być doceniona za to posunięcie zarówno przez elektorat, jak i samego Jarosława Kaczyńskiego – ocenia prof. UKSW Norbert Maliszewski. – Przyjęta w telewizji publicznej tuba propagandowa zrobiła z Beaty Szydło najlepszego premiera ostatnich 25 lat. Została w rządzie, bo w PiS nie wiedzieli, co z nią zrobić. Po obronie wotum nieufności mówiono, że jest doskonałym premierem, więc nie wypadało im usunąć jej z rządu – kontruje prof. Wojciech Saletra z UJK.

Beata Szydło została odwołana w czwartek, dzień później na stanowisko desygnowano Mateusza Morawieckiego. Dotychczasowa premier zostanie za to wicepremierem ds. społecznych. Według prof. Saletry nowa funkcja jest sztucznie utworzonym, niejednoznacznym stanowiskiem. - Co to oznacza "wicepremier do spraw społecznych?" To dość pojemny worek, św. Mikołaj co prawda już był, ale być może na gwiazdkę będzie można do tego worka wszystko wrzucić - porównuje. - Nie wiadomo, za co będzie odpowiadała Beata Szydło. Czyli jej stanowisko to wszystko i nic.

Reklama

Innego zdania jest prof. Norbert Maliszewski. - Beata Szydło nie jest politykiem przegranym, nie odchodzi po jakiejś aferze, nie odchodzi w sytuacji bardzo niskich notowań. Teraz będzie wicepremierem, a więc zostaje w rządzie i zachowuje kapitał polityczny na przyszłość. Być może podczas gier szachowych Jarosława Kaczyńskiego, znowu otrzyma jakąś istotną rolę do odegrania - prognozuje prof. UKSW.

Beata Szydło miała bardzo wysokie notowania. Po co zatem zmieniać dobrze funkcjonujący mechanizm? Prof. Saletra uważa, że za zmianą może wiązać się dalszy wzrost zaufania do rządu i partii. A dodatkowo - dzięki roszadzie w rządzie PiS odwrócił uwagę od szeroko komentowanych ustaw o KRS i SN. W szeregach partii rządzącej można było również znaleźć osoby, które wcale nie oceniały premier tak entuzjastycznie, jak wynikałby to z oficjalnych wypowiedzi.

- W partii rządzącej przyjęto wykładnię, że Beata Szydło jest doskonałym premierem, a zdania są w rzeczywistości podzielone. Zwija się demokracja przez siłę rządzącą, więc trzeba coś zaoferować - zrobić igrzyska. To wszystko po to, by odwrócić uwagę od komentowanych ustaw i niedobrej sytuacji w sile rządzącej. To takie zamieszanie - w mętnej wodzie podobno łatwiej łowić ryby - porównuje ekspert.

Co na to elektorat?

Beata Szydło jest osobą, która zdecydowanie opowiada się za tradycyjnymi, konserwatywnymi wartościami. Premier regularnie manifestowała swoją religijność, co podobało się tzw. twardemu elektoratowi partii rządzącej, ale mogło odrzucać umiarkowanych wyborców. Obaj eksperci zgadzają się, że wolta w rządzie może poprawić i tak wysokie notowania PiS-u.

- Każda zmiana powoduje wzrost notowań politycznych. To można wytłumaczyć psychologicznie i socjologicznie. Zmiana rodzi nadzieję, że będzie lepiej, że coś się jeszcze zmieni. Dla mnie jednak bankier, finansista, człowiek majętny - zawsze zostanie bankierem - przewiduje Wojciech Saletra. Będzie dusił i przykręcał śrubę fiskalną, by zdobyć środki na realizację wszystkich obietnic wyborczych. A przecież budżet nie jest studnią bez dna. Gospodarka nie rusza z dnia na dzień, to kilkuletni proces. Ten proces zaowocował tym, że są do wydawania pieniądze.

- Wystarczyło posłuchać wywiadu premiera Morawieckiego w Radiu Maryja, gdzie rozmawiał ze słuchaczami. Morawiecki podziela wartości konserwatywne, umie mówić językiem bardzo twardego elektoratu PiS, był na miesięcznicy. Są stosowane różne zabiegi, które przekonają elektorat do Mateusza Morawieckiego. Jarosław Kaczyński jest autorytetem tego elektoratu, a to jest jego pomysł i jego strategia. Nie ma tutaj problemu. Trzeba pamiętać, że PiS osiąga "sufity" jeśli chodzi o elektorat wiejski czy osoby starsze, natomiast trzeba pamiętać, że w wyborach samorządowych bardzo ważne są wyniki w miastach, a tam elektorat partii rządzącej wcale nie przeważa. Morawiecki może otworzyć się na elektorat bardziej centrowy, umiarkowany. Ale to nie będzie zmiana o 180 stopni. To elektorat kilkuprocentowy, ale bardzo cenny - zauważa prof. Maliszewski.

Norbert Maliszewski jest zdania, że osoba Mateusza Morawieckiego może funkcjonować jako wzór człowieka sukcesu wśród aspirujących przedsiębiorców należących do umiarkowanego elektoratu PiS, na co może mieć wpływ jego kariera i reputacja.

- To nie jest taki bankowiec jak Ryszard Petru, który eksponuje swoje zasoby. Mateusz Morawiecki ma historię zaangażowania w Solidarność Walczącą, w domu odebrał patriotyczne wychowanie. Był nękany przez Służbę Bezpieczeństwa. Elektorat PiS na pewno go zaakceptuje, choć ten proces może potrwać trochę czasu - twierdzi ekspert.

Prof. Wojciech Saletra dostrzega inną korzyść wynikającą z nominowania Morawieckiego na premiera. Zdaniem eksperta kierownictwo PiS liczy na poprawę stosunków z Unią Europejską. Osoba Morawieckiego miałaby być do tego przydatna.

- Mateusz Morawiecki - poliglota, mający doświadczenie zagraniczne, kończył studia podyplomowe za granicą - może ocalić relacje Polski z Unią Europejską. Zbliża się liczenie pieniędzy w budżecie. Bez zagranicznych środków, polska gospodarka nie będzie w stanie utrzymać poziomu wzrostu PKB.

Przyszłość Beaty Szydło

Beata Szydło, mimo odwołania, może liczyć na dalszą karierę polityczną. Nie jest to zresztą odosobniony przypadek, na co zwracają uwagę obaj eksperci.

- Nie tylko ona przyjęła niższą rangą rolę  - wcześniej podobnie postąpił Włodzimierz Cimowszewicz - został ministrem spraw zagranicznych po odwołaniu z funkcji premiera - przypomina prof. Maliszewski.

- Kiedy patrzymy na losy byłych premierów, Beata Szydło ma przyszłość polityczną - twierdzi prof. Saletra. - Jej elektorat nie zniknie, rekompensatą może być dobre stanowisko w europarlamencie, czego przykładem jest kariera premiera Buzka. To tylko kwestia dogadania się z prezesem Kaczyńskim.

Niektórzy komentatorzy uważają, że Beata Szydło - w obliczu konfliktów na linii Andrzej Duda - wierchuszka PiS-u - Beata Szydło mogłaby być kandydatką partii na prezydenta Polski. Prof. Maliszewski nie uważa, aby ten scenariusz się ziścił.

- Nie wydaje mi się, aby Beata Szydło wystartowała w wyborach prezydenckich. PiS i Andrzej Duda są skazani na siebie, stąd dochodzi do kompromisów. Nie ma takiej opcji, by w wyborach prezydenckich startowały dwie osoby z tego samego środowiska - uważa ekspert.

Osobą, od której będzie zależała przyszłość Beaty Szydło, jest Jarosław Kaczyński. Prof. Saletra uważa, że decyzje w sprawie nowego stanowiska byłej premier już zapadły, co mogło być jednym z powodów jej bierności podczas zamieszania z odwołaniem. 

- Beata Szydło mogła przecież wykorzystać możliwości konstytucyjne, aby sprzeciwić się decyzji PiS  - nie uczyniła tego, zrezygnowała sama. Pewnie się dogadano, a prezes coś jej obiecał na zasadzie "będziesz realizowała to, co ja chcę, uzyskasz to, co dla mnie jest wygodne i może cię w jakiś sposób satysfakcjonować". Im wyżej się jest, tym człowiek szybciej spada. Być może prezes stworzy jej taką możliwość, by zbyt szybko nie spadała - konkluduje prof. Saletra.

TM

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje