Walenciak: Będą kłopoty. Dla liderów PiS Morawiecki to ktoś obcy

- Nie przewiduję kłopotów na linii Mateusz Morawiecki – Jarosław Kaczyński. Będą za to inne kłopoty. Z liderami Prawa i Sprawiedliwości. Dlaczego? Dla tych osób Morawiecki to ktoś obcy – ocenia w rozmowie z portalem Interia komentator polityczny Robert Walenciak.

Nowo mianowany premier Mateusz Morawiecki to bez wątpienia osoba bardziej niezależna od Beaty Szydło. Czy oznacza to, że nowy premier może popaść w konflikt z Jarosławem Kaczyńskim, który z łatwością sterował byłą już premier?

Reklama

- Nie zwiastuje to konfliktu - mówi nam Robert Walenciak. - Dlaczego? Ponieważ Jarosław Kaczyński wybrał Mateusza Morawieckiego, a ten na to się zgodził. Tutaj kłopotów nie będzie. Będą za to inne kłopoty, na linii Mateusz Morawiecki - liderzy Prawa i Sprawiedliwości. Dla tych osób Morawiecki to postać z innej bajki, ktoś obcy, osoba z banku, wreszcie były doradca Donalda Tuska. Tutaj będą konflikty i będą to konflikty bardzo mocne. Jarosław Kaczyński będzie osobą, która będzie musiała wkraczać i interweniować. To jednak przyszłość. Wszystko zależy od tego, w jaki sposób Morawiecki ułoży sobie rząd. Czy w tym rządzie będzie na przykład Antoni Macierewicz, Jan Szyszko czy Zbigniew Ziobro. To są osoby, o które toczy się gra.

Jeszcze przed wyborem Morawieckiego media donosiły, że jego kandydatura nie jest po drodze nie tylko Ziobrze, ale też Mariuszowi Kamińskiemu.

- Konflikt ze Zbigniewem Ziobro był już wcześniej i dotyczył wypływu w spółkach skarbu państwa - wskazuje Walenciak. - Natomiast dla Morawieckiego byłoby lepiej, żeby z Kamińskim jednak było mu po drodze, bo on jest zdecydowanie bardziej wpływowy od Ziobry, rządzi służbami specjalnymi, aczkolwiek trzyma się cieniu. Nie mam wątpliwości, że haki na Morawieckiego będą szukane i w odpowiednim momencie "odpalane". To jest kuchnia współczesnej polityki, zwłaszcza w wydaniu PiS. Morawiecki stoi przed dylematem. Czy zgodzić się, by Ziobro pozostał w rządzie i nie mieć żadnego wpływ na Ministerstwo Sprawiedliwości i prokuraturę? Czy może zrobić wszystko, by Ziobry jednak nie było w rządzie? Musi sobie odpowiedzieć na pytanie: czy mieć wroga blisko siebie w gabinecie, czy też daleko poza rządem? Jeżeli daleko, to wówczas wolny od obowiązków w ministerstwie Ziobro miałby więcej czasu - do tego to się sprowadza. To będzie trochę misja niewykonalna, Morawiecki straci mnóstwo czasu na wyczyszczenie rządu i doprowadzenie go do funkcjonowania według własnej wizji. W konsekwencji, PiS przez najbliższe miesiące będzie zajmował się sobą.

"Morawiecki nie ma zaplecza politycznego"

To niejedyny punkt zapalny. Są plany, by w rządzie pozostała Beata Szydło. Czy to rozsądny pomysł? Czy jako była szefowa Morawieckiego płynnie i bez zgrzytu będzie wykonywała jego polecenia?

- Konflikty będą w rządzie na sto procent i jak w banku, a to właśnie dlatego, że w tym rządzie będzie Beata Szydło. Nie wyobrażam sobie takiej zamiany miejsc, która przechodzi bezkonfliktowo i łagodnie. Była premier zostaje podwładną byłego podwładnego i zarazem nowego premiera. Zresztą media donosiły o konflikcie na linii Szydło-Morawiecki - mówi Walenciak.

- Morawiecki nie ma zaplecza politycznego i to jest jego główna słabość - zauważa rozmówca Interii. - W zasadzie zależy wyłącznie od woli Jarosława Kaczyńskiego. Podobnie było z Szydło, ale za nią ktoś się ujął. Za Morawieckim nikt się nie będzie ujmował w momencie, gdy pojawią się problemy. Zresztą, jeżeli poczytamy komentarze w mediach pro-pisowskich, to widać głębokie rozczarowanie i niezadowolenie z powodu nominacji Morawieckiego. To po prostu nie jest ich człowiek. Dla pisowskiego elektoratu "dobrej zmiany" to jest człowiek z zewnątrz.

- Po co zatem PiS ten kłopot? Jest kilka teorii. Michał Kamiński podejrzewa, ze w rządzie wisiała jakaś afera i to był ruch uprzedzający. Nie sądzę jednak, by tak było. Bardziej wierze w teorię psychologizującą, chociaż te teorie są zazwyczaj słabe. Ta mówi, że Jarosław Kaczyński po ograniu Platformy Obywatelskiej i wypchnięciu jej za margines, szuka nowych wyzwań i konfliktuje się z najbliższymi. On tak ma, że musi kogoś pokonać i najlepiej czuje się w atmosferze sporu. Według wreszcie innej teorii konflikty w łonie PiS były tak duże, że Szydło sobie już z nimi nie radziła, a Kaczyński doszedł do wniosku, że trzeba to przerwać. On sam chciał zostać nadzorcą, ale szybko doszedł do wniosku, że nie jest to mu potrzebne. Nie są mu potrzebne wyjazdy do Europy, rozmowy z Angelą Merkel, czy rozmowy z ministrami i nawet wyjazdy po Polsce. To go nudzi. Woli być nadpremierem, który zajmuje się najważniejszymi sprawami. Uznał, ze młody, zdolny, inteligentny Morawiecki, osoba spoza układu, będzie najlepiej nadawała się na stanowisko premiera. Na pewno na tle takich osób, jak Szydło, Szyszko czy Jurgiel, Morawiecki błyszczy europejskim sznytem. To się na pewno Kaczyńskiemu podoba. Problem w tym, ze PiS jest "ludowy", a "inteligencik" Morawiecki po prostu nie pasuje. Z tego właśnie powodu prognozuję konflikty, które mogą się skończyć szybkim "wystrzeleniem" Morawieckiego - kończy Walenciak.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje