Prof. Jacek Wilczur: Akcję sprowadzania dzieci przerwaliśmy z parszywych powodów

Akcję rewindykowania z Niemiec, Austrii, Hiszpanii zrabowanych w celu germanizacji dzieci przerwano, bo "polskim władzom zależało na tym - i zależy im do dzisiejszego dnia - żeby żyć w jak najlepszej komitywie z Niemcami" - zaznacza prof. Jacek Wilczur. I dodaje: to ma jakiś sens.

Prof. Jacek Edward Wilczur, ur. 1925 - jeden z najmłodszych żołnierzy Świętokrzyskiego Zgrupowania AK pod dowództwem Jana Piwnika (ps. "Ponury"), egzekutor AK, działał również w Batalionach Chłopskich, wieloletni pracownik śledczy Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce, historyk, politolog, prawnik, autor kilkudziesięciu książek o tematyce historycznej. W swojej pracy naukowo-badawczej zajmował się między innymi zagładą dzieci w czasie II wojny światowej, zbrodniami niemieckiego wywiadu, podziemnym kompleksem Riese.

***

Zacznijmy od liczb, bo te - po latach - wciąż budzą wątpliwości.

- Ale ja z matematyki byłem ostatni...

A z historii?

- A z historii i z języków byłem pierwszy. Ta znajomość języków to nagroda "kosmosu" za moją śmiertelną głupotę z matematyki [śmiech].

W publikacjach na temat zrabowanych w celu germanizacji polskich dzieci przewija się liczba 50-200 tysięcy. Tak było?

- Tak było.  I nie 200 , ale 220 tysięcy dzieci zrabowano w celu zniemczenia. Wiem, bo w tym tkwiłem. Mamy ścisłą dokumentację, przy czym jestem internacjonalistą - nie dzielę ludzi na narodowości, dzielę na charaktery. Narodowość jest przypadkiem.

Ile dzieci wróciło do Polski. 30 tysięcy?

- Więcej. Ale to i tak niewielka część w stosunku do liczby zrabowanych dzieci.

(Do liczby zrabowanych dzieci odnosi się również rzecznik Ambasady RP w Berlinie Dariusz Pawłoś - zobacz materiał)

***

Rozmawiamy w mieszkaniu prof. Wilczura. Jesteśmy otoczeni dokumentami zgromadzonymi w trakcie pracy naukowej, cennymi przedmiotami, uratowanymi przed spaleniem w Bieszczadach przez nieświadomych lokalnych mieszkańców, dziesiątkami twarzy bliskich ułożonych na ścianach wśród obrazów, luster w ramach - rodowego skarbu rodziny profesora. Wiele z tych sentymentalnych fragmentów przeszłości przyjechało tu ze Lwowa.

***

Dlaczego w 1950 roku przerwano akcję sprowadzania zrabowanych dzieci do kraju?

- Z bardzo parszywych przyczyn

Politycznych?

- Tak. Polskim władzom zależało na tym i zależy im do dzisiejszego dnia, żeby żyć w jak najlepszej komitywie z Niemcami. W tym jest jakiś sens. Niemcy są naszym najlepszym partnerem handlowym, poza tym popierali polskie starania o wejście do Unii Europejskiej. To był nasz największy sojusznik.

A Romana Hrabara - Pełnomocnika Rządu ds. Rewindykacji Dzieci, pracownika Delegatury PCK w Esslingen (więcej TUTAJ), dlaczego odsunięto w 1948 roku od akcji rewindykacyjnej? Działał przecież wtedy w Niemczech, miał duże możliwości. Nagle wyjechał na delegację do kraju i już z niej nie wrócił. W swoim biurze w Esslingen zostawił szafę i biurko pełne cennych dokumentów dotyczących zrabowanych w celu zniemczenia dzieci. Kilkaset nowych zgłoszeń dot. poszukiwanych dzieci leżało odłogiem przez przedłużającą się nieobecność Hrabara. Bezpieka?

- Tak.

Miał pan profesor okazję współpracować z Hrabarem nad książką dotyczącą zagłady dzieci? Jak pan go zapamiętał?

- Był z krwi i kości uczciwym człowiekiem. Pochodził z "moich" Kresów Wschodnich, więc serce miał "szerokie".

Xxx

Profesor Jacek Wilczur pochodzi ze Lwowa. Tam hitlerowcy wymordowali mu rodzinę. Został sam. Na ścianie ma portret rodziców. Próbuje się nie wzruszać, gdy opowiada o bliskich. Uznaje, że nie wypada. Po śmierci najbliższych - jako 15-latek - zgłosił się do Armii Krajowej. Został egzekutorem. Jak mówi, zabijał za mamę i braci.

- Byłem jednym z wielu tysięcy ludzi, którzy z rąk hitlerowców stracili rodziny. Nienawidzę faszyzmu i hitleryzmu. Ale nie jestem wrogiem narodu niemieckiego, bo to pokolenie, które obecnie jest, to nie są hitlerowcy, ale normalni ludzie. Z racji mojej pracy i pełnionych funkcji mam z młodymi Niemcami kontakt. Oni są antyfaszystami, nienawidzą hitleryzmu, wstydzą się przeszłości swoich rodziców. To jest pokolenie, które wyrosło w Europie wyzwolonej od hitleryzmu.

Nie Niemcy, tylko hitlerowcy. Profesor podkreśla to wiele razy.

- Pierwszymi ofiarami Hitlera i SS byli Niemcy. Gdy Hitler doszedł w 1933 roku do władzy, mordował przecież najpierw swoich. Przed tymi Niemcami, którzy zginęli pod toporem niemieckim, chylę czoło. Jak przed innymi ofiarami.

- Za mało mówi się o tym, że byli też dobrzy Niemcy.

***

Z kim pracowało się panu najlepiej przy dokumentowaniu wojennych losów dzieci?

- Z Romanem Hrabarem i z Zofią Tokarz. Wspólnie napisaliśmy książkę "Czas niewoli, czas śmierci" w 1979 roku.

- Mieliśmy możliwość wybierania tematów w Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich. Poza sprawami, którymi się zajmowałem, głównie niemieckim wywiadem i zbrodniami niemieckiego wywiadu, wybrałem zbrodnie dokonywane w czasie II wojny światowej na dzieciach.

Ze wspomnianej książki dowiadujemy się między innymi, że akcja grabieży i germanizacji "została zaprogramowana centralnie, z premedytacją i w pełni świadomości jej zbrodniczego charakteru", że za wystawianie fałszywych metryk odpowiadał Lebensborn, a całkowite zatarcie śladów umożliwiało tworzenie urzędów meldunkowych-widm. Jak w Kaliszu (zobacz "Gaukinderheim w Kaliszu. Przystanek-widmo dla zrabowanych dzieci). Jeżeli dzieci meldowano w lokalnym biurze meldunkowym, to funkcjonariusze Lebensborn i tak co miesiąc zabierali wszystkie formularze, żeby nie zostawiać śladu zbrodniczej działalności.

"Zabieranie do Niemiec dzieci polskich przez zastępcze rodziny niemieckie, którym dzieci te - po odebraniu ich przemocą od rodziców polskich - oddawano, było zjawiskiem powszechnym" - piszą autorzy.

Dzieci umieszczano w rodzinach zastępczych, pewnych pod względem światopoglądowym. Zwykle w esesmańskich. To był etap wieńczący przenarodowienie. "Z rodzinami takimi utrzymywany był pisemny kontakt, a Lebensborn wyróżniał się redagowaniem korespondencji w niezwykle ciepłym tonie" - czytamy.

Prof. Wilczur mówi dużo o historyk Zofii Tokarz. - Miała ogromne zasługi w nagłaśnianiu tego tematu - zaznacza. Książka "Czas niewoli, czas śmierci" - dzięki wspaniałej postawie tej dziewczyny - wyszła w kilku językach i poszła w świat.

 "Hitlerowski system, metody i zasięg grabieży dzieci w celu ich wynarodowienia są wydarzeniem bez precedensu  i analogii w dotychczasowych  dziejach ludzkości, a ich planowy i instytucjonalny charakter stanowi hańbę cywilizacji XX wieku" - piszą autorzy.

***

Czy dziś jest dobry klimat, żeby wrócić do spraw, których nie udało się nam - jako państwu - dokończyć tuż po wojnie? Dobre relacje z Niemcami mogą się przydać w rozpoczęciu rzeczowej dyskusji na temat losów zrabowanych i zgermanizowanych dzieci? Wiele z nich przecież do dziś nic nie wie o swojej przeszłości.

- Żeby wrócić do tego tematu? Absolutnie tak

Dlaczego?

- Bo Niemcami rządzi nowe pokolenie - pokolenie, które brzydzi się postępowaniem swoich ojców, zbrodniami, których dokonali na narodach słowiańskich, na Żydach i Cyganach. To już jest inny świat. Świat innej psychiki, innych serc. Oni nie mają naszej krwi na swoich rękach. Brzydzą się i wstydzą. Nie możemy mieć do nich pretensji o to, że ich dziadkowie czy ojcowie byli mordercami.

- Nasze szkoły idą łatwym kursem. Mówią o Hitlerze i hitleryzmie, o gestapo i SS. Ale nie mówią o tym, że byli i uczciwi Niemcy. Nie wolno w ogóle oskarżać żadnego narodu w całości. Każdy naród ma zbrodniarzy i świętych. My również mieliśmy wielu łotrów i wielu świętych. Ja to wbijam w mózgi studentów. Uważam, że to mój obowiązek.

***

Tuż za ścianą jest drugi pokój profesora Wilczura. Stoją w nim regały - na nich poukładane dokumenty. Tysiące dokumentów. Prywatne archiwum. Wszystko uporządkowane tematycznie. Na środkowym regale są między innymi dane dotyczące obozów koncentracyjnych i schowków poniemieckich, na lewym regale materiały dotyczące "Ponurego" i działalności AK w Górach Świętokrzyskich, hitleryzmu, SS, na prawym regale - koalicja antyhitlerowska, wywiad, kontrwywiad, Stasi, Izrael i Mosad, służby specjalne Chin, Dolny Śląsk, Góry Sowie, obiekty tajne, kompleks Riese, Bursztynowa Komnata.

Pomieszczeń zapełnionych szczelnie dokumentami jest więcej.

***

- Moja ulubiona zupa to fasolowa. Bo tym mnie w dzieciństwie karmiono. I barszcz - z kartoflami. Czerwony. Przecież byłem po wojnie w Anglii, wróciłem. Później wiele razy mogłem gdzieś wyjechać. Ale ja nie lubię wyjeżdżać z Polski. Mimo wszystkich wad, jesteśmy wspaniałym narodem. Gdzie mi na świecie taki barszcz ktoś zrobi? Choćby dla tego barszczu nie opuszczę Polski [śmiech].

- Poza tym mamy szczególne podejście do dzieci. Podobne spotkałem tylko u Białorusinów, Rosjan i Ukraińców. Dziecko, i tego uczono mnie w szkole podstawowej we Lwowie, jest świętością.

- Gdy hitlerowcy zamordowali mi braciszków, zostałem sam. Tam, we Lwowie, w moim mieście. Może niezupełnie sam, bo ze mną jest naród. A moi bliscy są gdzieś tam w niebie, nie umarli. Bo nie umierają ci, których mamy w pamięci i sercu.

Ewelina Karpińska-Morek/Interia

***

W ramach akcji "Zrabowane dzieci’, prowadzonej przez Interię i Deutsche Welle, przybliżamy temat grabieży dzieci w czasie II wojny światowej i docieramy do ofiar germanizacji. Tym, którzy do dziś nie wiedzą, kim są, pomagamy odnaleźć skradzioną tożsamość.

Znasz osobę, która padła ofiarą germanizacji? Napisz do nas zrabowanedzieci@interia.pl

Organizatorami akcji "Zrabowane dzieci" są Interia i Deutsche Welle (więcej o akcji TUTAJ).

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy