"Zrabowane dzieci": Polska Misja Wojskowa - praca u podstaw po wojnie

23 listopada. Grunewald, Berlin. Wyjątkowo urocza okolica, pełna willi, eleganckich, wysmakowanych budynków. W granicach miasta znajduje się dopiero od 1920 r. Właśnie w tej dzielnicy położone są ambasady wielu krajów, nie wyłączając Polski. O działalności Polskiej Misji Wojskowej i repatriacji polskich dzieci rozmawiamy z rzecznikiem ambasady, szefem Fundacji Polsko-Niemieckie Pojednanie Dariuszem Pawłosiem.

W ramach akcji "Zrabowane dzieci" dziennikarze Interii i Deutsche Welle docierają w Niemczech do kolejnych osób i miejsc związanych z rabunkiem i germanizacją dzieci.

***

Budynek ambasady - jak opowiada rzecznik - został wybudowany w 1913 r. Pierwszym właścicielem położnego w berlińskim Grunewaldzie gmachu był niemiecki przedsiębiorca Wilhelm Schpindler, ówczesny potentat branży chemicznej.

Wojna obeszła się z tymczasową siedzibą polskiej ambasady dość łagodnie - budynek nie odniósł  poważniejszych zniszczeń. Korzystna lokalizacja sprawiła, że do wybudowanego przez niemieckiego przedsiębiorcę gmachu, klika lat po wojnie wprowadziła się Polska Misja Wojskowa w Niemczech - organ polskiego wojska, w latach 1945-1990 pełniący funkcję placówki zewnętrznej Polski Ludowej na terenie Niemiec.

Dariusz Pawłoś podkreśla, że Polska Misja Wojskowa działała nie tylko w Berlinie, ale w każdej strefie okupacyjnej w Niemczech. Misja pełniła również przez długi czas nieoficjalną funkcję placówki dyplomatycznej reprezentującej interesy PRL w Niemczech Zachodnich. - Republika Federalna Niemiec została uznana przez polską stronę za państwo dopiero w 1970 r. - przypomina rzecznik.

Polska Misja Wojskowa po wojnie pomagała deportowanym Polakom, którzy znajdowali się na terenie Niemiec. Nasi rodacy pracowali jako robotnicy przymusowi, byli jeńcami wojennymi, niektórzy zdecydowali się dobrowolnie pozostać w Niemczech. Kolejnym, bardzo ważnym, zadaniem Misji była repatriacja zrabowanych dzieci.

Rzecznik Ambasady RP w Berlinie Dariusz Pawłoś wyjaśnia, skąd się biorą rozbieżności w liczbach dotyczących zrabowanych w celu germanizacji polskich dzieci:

Wywiezione przez Niemców dzieci, które dzięki Misji wróciły do ojczyzny, nie doczekały się wypłacanych przez niemieckie państwo odszkodowań - w przeciwieństwie do więźniów obozów koncentracyjnych czy robotników przymusowych. Republika Federalna Niemiec przyznała tym osobom jedynie symboliczne świadczenia finansowe - niewspółmierne do zaznanych przez nie krzywd.

Pieniądze zostały przyznane dzieciom dopiero po 1990 roku, dzięki wstawiennictwu Fundacji Polsko-Niemieckie Pojednanie. Dariusz Pawłoś łączy aktualnie funkcję rzecznika ambasady i szefa fundacji, a na czele Polsko-Niemieckiego Pojednania stoi już od wielu lat. Historie zrabowanych dzieci zbadał dogłębnie, ma wielu znajomych wśród ofiar germanizacji.

Jak sam mówi, wypłacone środki absolutnie nie mogą być uznane za faktyczne odszkodowania. - To było zaledwie kilkaset złotych wypłacanych jednorazowo - zauważa rzecznik Ambasady RP w Berlinie. - Najgorsze jest, że te dzieci zostały skrzywdzone przynajmniej kilka razy. Pierwszy raz doznały krzywdy, gdy wyrwano je z polskich rodzin. Wiele z nich trafiło na roboty przymusowe do Rzeszy i tutaj były germanizowane. W ośrodkach Lebensbornu czy w niemieckich rodzinach nigdy nie były traktowane tak, jak powinny, zawsze były dziećmi gorszego sortu. Trzecia trauma powstała, gdy zostały zabrane z niemieckich rodzin - wylicza Dariusz Pawłoś.

Repatriowane dzieci musiały znosić docinki ze strony rówieśników, często wypominano im wojenne losy. Ofiary musiały zatem odpowiadać za winy oprawców, a co gorsza - mimo zaznanych krzywd, nie zostały uprawnione do odszkodowań.

Tę niesprawiedliwość stara się zmienić działająca w dawnej siedzibie Polskiej Misji Wojennej Ambasada Rzeczypospolitej Polskiej w Berlinie. RFN wypłacała przecież wysokie kwoty odszkodowań wojennych niektórym krajom, takim jak Francja, USA czy - przede wszystkim - Izrael.

Polska stała się wyjątkiem, ponieważ ówczesne, komunistyczne władze - na wyraźne polecenie Moskwy - zdecydowały się zdjąć odpowiedzialność za nazistowskie zbrodnie wojenne z Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Później strona niemiecka uznała, że ta decyzja dotyczy nie tylko NRD, ale i całego, zjednoczonego państwa niemieckiego. Dariusz Pawłoś jednak nie traci nadziei. Podejmowane przez ambasadę działania mają na celu zwrócenie uwagi na problem i wywalczenie zaległych należności.

Można darować winy, ale nie warto zapominać o niespłaconych długach.

Z Berlina Tomasz Majta

***

Ekipa Interii i Deutsche Welle jest w trasie. Dociera do żyjących w Niemczech ofiar germanizacji, a także do miejsc związanych z rabunkiem dzieci. O działaniach prowadzonych w ramach drugiej części akcji "Zrabowane dzieci" informujemy na bieżąco na Facebooku.

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy