Janusz Poniewierski

Papież z taką ogromną godnością, pogodą podchodzi do tego, co go czeka, do tego co ostateczne, do tej bramy, przed którą stanie. Tym swoim stanem mówi nam "Miłujcie się" - uważa Janusz Poniewierski, publicysta Znaku.

Konrad Piasecki, RMF: "Jestem zadowolony, wy też bądźcie". Mamy jakieś powody do zadowolenia?

Reklama

Janusz Poniewierski:To jeden z takich kolejnych kwiatków Jana Pawła II i jedna z wypowiedzi, które zaskakują, dają do myślenia i budzą jakąś nadzieję. Ale nie jest to nadzieja na wyzdrowienie, tylko taka metafizyczna. Papież jest świętym - i tak uważam - a ostatnie godziny przekonują mnie jeszcze bardziej. Papież z taką ogromną godnością, pogodą podchodzi do tego, co go czeka, do tego co ostateczne, do tej bramy, przed którą stanie.

I pewnie odczytuje to pan tak jak wszyscy - jestem zadowolony, odchodzę do tego lepszego świata, a wy się tym nie martwicie.

Wczoraj słuchałem wypowiedzi o. Konrada Hejmo, który opowiadał o tym, co mówił mu wieczorem bliski przyjaciel papieża ks. Tadeusz Styczeń. Ks. Styczeń jest przy łóżku chorego i na jego prośbę czyta mu Ewangelię św. Jana. Papież podobno jakby zapadał w jakieś mistyczne olśnienie, jakby odpływał, odchodził. Wygląda na szczęśliwego, na rozanielonego, słuchając tej Ewangelii. To niesłychane.

Pan, a także pozostali nasi rozmówcy ze znaku, mówił wczoraj, że jedyne co nam pozostało, to modlić się. Jeśli to nie jest zbyt intymne pytanie, to o co się pan teraz modli? O dalsze życie papieża czy o to, aby odszedł bez cierpienia?

Ja powtarzam modlitwę "Ojcze nasz", gdzie Jezus wypowiedział słowa "Bądź wola Twoja". Ja modlę się, aby wypełniła się jego wola i modlę się na pewno o siły dla papieża, żeby przetrwał przez ten czas co go czeka. A co jest za bramą; jest już śmierć, życie wieczne. Ja tego nie wiem.

A jeśli papież pozostanie przed tą bramą, to będziemy widzieli papieża cierpiącego, umierającego. Jak sobie my Polscy, jak sobie Kościół poradzi.

To jest pytanie do Ducha Świętego, który - ja głęboko w to wierzę - kieruje Kościołem. Ten papież wiele lat temu powiedział Bogu powiedział Kościołowi "totus tuus" cały twój. Powierzył się Jezusowi. Uważa, że jest w jego ręku. Widocznie to wszystko, co się dzisiaj dzieje z papieżem i wokół papieża, jest Kościołowi potrzebne. Pan Bóg wie, co robi.

Ale jeśli będzie tak jak dzisiejszego poranka, że nie będziemy wiele wiedzieli, albo będą dochodziły do nas informacje, że jest źle, ale stan jest stabilny, to taka wizja budzi w panu więcej nadziei czy obaw, lęku.

Budzi nadzieję, ponieważ Piotr jest. Oczywiście nie mówi, być może przyjdzie taki czas, że nie będzie z nim kontaktu. Ale samo istnienie Piotra, samo to, że on jest, trwa jest źródłem nadziei. Ja zajmowałem się kiedyś tak po amatorsku historią Kościoła starożytnego, apostolskiego i pamiętam taką opowieść św. Polikarpa - ucznia Jana Apostoła. Ona opowiadała o ostatnich latach, miesiącach życia św. Jana. Był człowiekiem sędziwym, miał kłopoty z nogami, nie mógł się poruszać; noszono go do rozmaitych gmin. Maił kłopoty z pamięcią i kiedy proszono go, aby opowiedział o Jezusie, jako ten ostatni świadek, Jan mówił: "Miłujcie się. Tylko to pamiętam, że nam powtarzał." Papież nawet tym swoim stanem mówi nam właśnie to. "Miłujcie się".

Dowiedz się więcej na temat: papież

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje