Klauzula sumienia czy deptanie sumień?

Komitet Bioetyki przy Prezydium PAN twierdzi, że w Polsce tzw. klauzula sumienia jest nadużywana i służy do narzucania pacjentom przekonań moralnych lekarzy, którzy coraz częściej odmawiają wykonywania zabiegów aborcji z przyczyn światopoglądowych. Niestety, opinia Komitetu w tej sprawie to idealny przykład łamania wolności sumienia.

Sprawa jest bardzo poważna i dotyczy tysięcy lekarzy i położnych w Polsce. Na klauzulę tę powołują się ci lekarze i położne, którzy nie chcą wykonywać zabiegów aborcji, nawet wtedy, gdy pracują w szpitalach, w jakich ich się dokonuje i kiedy życzy sobie tego ich pracodawca. Z tego prawa chcieliby też korzystać aptekarze, którzy nie chcą na przykład sprzedawać środków wczesnoporonnych. Zdaniem naukowców z Komitetu Bioetyki PAN w naszym kraju korzysta się z tego prawa zbyt często, co podobno godzi w prawa pacjenta. Nic bardziej błędnego.

Co mówi Komitet

Reklama

Komitet Bioetyki przy Prezydium PAN wydał Stanowisko nr 4/2013 z dnia 12 listopada 2013 r. w sprawie tzw. klauzuli sumienia. Podpisało się pod nim 24 z 26 członków Komitetu. Twierdzą oni, że klauzula sumienia nie może być używana jako instrument narzucania innym swoich przekonań moralnych. Za tym stosunkowo neutralnym zdaniem i świadczącym o zdroworozsądkowej opcji stoją jednak dalsze sformułowania liczącego 12 stron dokumentu.

Ich zasadniczy ton wyraża pogląd, że klauzula sumienia nie może zwalniać lekarza z obowiązku wypisania recepty na środek antykoncepcyjny, także wczesnoporonny. To właśnie ten element szczegółowy sprawił, że jedna z członkiń Komitetu, siostra prof. dr hab. Barbara Chyrowicz z KUL-u zgłosiła odrębne stanowisko. Wyraża w nim swoje dwa szczegółowe zastrzeżenia. Siostra B. Chyrowicz stwierdza, że "dla lekarza przekonanego o tym, że od powstania pierwszej komórki nowego organizmu mamy już do czynienia z życiem istoty ludzkiej, środek postkoitalny, którego celem jest zniszczenie tego życia (stanowi bezpośrednie jego zagrożenie), będzie środkiem jednoznacznie złym". Dlatego, stwierdza bioetyczka, w takiej sytuacji "wypisanie recepty przez lekarza może być interpretowane jako współudział w złu".

Drugie zastrzeżenie dotyczy obligowania lekarza przekonanego o złu aborcji do tego, żeby wydawał orzeczenie wbrew sumieniu. Najważniejsze jednak chyba zastrzeżenie pada w ostatnim zdaniu stanowiska siostry profesor: "Uważam, że zapisy załącznika znacznie ograniczają możliwość odwołania się do klauzuli sumienia w porównaniu z zasadniczym tekstem stanowiska Komitetu Bioetyki". Można w tym zdaniu dostrzec subtelną ironię. O ile intencją stanowiska Komisji Bioetyki miało być potwierdzenie wolności sumienia i klauzuli sumienia, o tyle załącznik dotyczący szczególnej implikacji tej klauzuli w sprawach tzw. medycyny reproduktywnej anuluje wolność sumienia lekarza, pielęgniarki i położnej.

Jednak owa negacja roli sumienia w zakresie najbardziej bodaj kontrowersyjnych zagadnień medycznych wynika z całości stanowiska Komitetu.

Jakby nie było prawa moralnego

Stanowisko Komitetu zawiera kilka spraw wręcz dogmatycznych. Uznaje, z czym można i należy się zgodzić, subiektywny charakter sumienia. Nigdzie jednak nie wspomina o tym, że rolą sumienia - jako sądu rozumu praktycznego - jest dokonywanie owego sądu w oparciu o obiektywne prawo moralne. Jego istnienie jest oczywiście dzisiaj kwestionowane, co się przekłada na skrajną subiektywizację etyki, ale dla wielu osób pozostaje ów obiektywny fundament faktem. Z drugiej strony, Komitet domaga się przez stosujących klauzulę sumienia "wskazania konkretnej zasady lub normy o charakterze moralnym, która w jego opinii zostałaby naruszona".

Zatem istnieją jakieś normy o charakterze obiektywnym, czy też tych norm nie ma? Być może jednak w dokumencie jest wyrażona myśl o obiektywnych normach. Przecież jak mantrę Stanowisko przywołuje najwyższe normy - Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu, Europejską Konwencję Praw Człowieka, Komitet Praw Człowieka ONZ, Pakt Praw Obywatelskich i Politycznych. Problem w tym, że normy tam wyrażane mają charakter prawa stanowionego. Cała zaś kultura moralna Europy, na przykładzie Antygony dowodzi, że zasadny niejednokrotnie jest właśnie sprzeciw sumienia wobec takiego prawa. W imię prawa moralnego, które zakorzenione jest w naturze racjonalnej człowieka.

Tylko jednostka ma sumienie?

Dokument uznaje, że sumienie jest sprawą indywidualnego człowieka. To fakt, ale towarzyszący mu komentarz jest dyskusyjny. Komitet twierdzi, że "prawo do odmowy wykonania świadczenia zdrowotnego ze względu na głos sumienia" przysługuje wyłącznie osobom fizycznym - indywidualnym lekarzom, pielęgniarkom i położnym. Powoływanie się na tę regulację przez placówki ochrony zdrowia [...] należy uznać za nadużycie" - piszą naukowcy.

Otóż w 1989 r. Europejski Trybunał Praw Człowieka odrzucił skargę dr. Rommelfangera, który jako zwolennik aborcji, został zwolniony przez zatrudniający go szpital katolicki. Uznano, że zasady, którym sprzeciwił się lekarz stanowią o tożsamości owej placówki, a nie są "nierozsądnym wymogiem lojalności". Pokazuje to, że placówki lecznicze, jakkolwiek istotnie nie mają sumienia w ścisłym sensie, nie są kompletnie neutralne z punktu widzenia sumienia. Stanowisko Komitetu Bioetyki radykalnie odmawia klauzuli sumienia farmaceutom: "uprawnienie do odmowy wykonania świadczenia zdrowotnego sprzecznego z własnym sumieniem przysługuje wyłącznie osobie wykonującej zawód lekarza, lekarza dentysty albo zawód pielęgniarki lub położnej. Prawa do powołania się na klauzulę sumienia nie mają przedstawiciele innych zawodów medycznych, w szczególności farmaceuci". Komitet wzmiankuje, że prawo w odniesieniu do farmaceutów jest uznane przez Kodeks Etyki Lekarskiej, ale nie przez Kodeks Etyki Aptekarzy. Wspomagając się kodeksem aptekarskim, nie wyjaśnia, dlaczego dokonuje takiego wyboru. Nie wyjaśnia przede wszystkim, dlaczego redukuje profesję farmaceutów do rzędu profesji sklepikarzy, choć przecież niejednokrotnie sprzedawca w sklepie jest jednocześnie doradcą w wyborze towaru.

Gdzie prawa nienarodzonego dziecka

Dokument jednoznacznie opowiada się za absolutną autonomią kobiety domagającej się aborcji, a traktowanej w całym dokumencie jako pacjentki ubiegającej się o świadczenie medyczne. W takiej perspektywie oczywiście jest sprawą jasną, że w tradycyjnym sporze między modelem paternalistycznym w medycynie a modelem autonomicznym, opcja współczesna wyraża się po stronie autonomii. Bioetycy stawiają jednak pytania o granice owej autonomii pacjenta. Dokument tych pytań praktycznie nie stawia.

"To pacjentka powinna decydować o tym, czy wysokość prawdopodobieństwa jest na tyle duża, a przewidywany stopień nieodwracalnego upośledzenia płodu na tyle ciążki, aby uzasadnione było przerwanie ciąży. To do niej powinna należeć decyzja czy nieuleczalna choroba, na którą z dużym prawdopodobieństwem będzie cierpieć dziecko, stanowi na tyle poważne zagrożenie dla jego życia, że uzasadnione jest w jej opinii przerwanie ciąży. Lekarz nie może rościć sobie prawa do podejmowania takich decyzji za matkę" (nr 8). Autorzy dokumentu nie mają wątpliwości, kto jest tutaj podmiotem, a kto jest przedmiotem pozbawionym prawa do życia. Przy nieustannie podkreślanych prawach kobiety, prawa dziecka do życia są przemilczane.

Siłą rzeczy nasuwa się tutaj skojarzenie określenia "nienarodzony miarą demokracji", stosowanego po 1989 r. w latach sporu o ustawę dotyczącą ochrony życia. I jeszcze jedno. Autorzy Stanowiska stwierdzają pompatycznie, że obowiązkiem państwa jest zapewnienie każdemu człowiekowi ochrony przed zakusami ze strony innych jednostek i grup, pragnących narzucić mu swoje przekonania światopoglądowe. Problem w tym, że autorzy omawianego Stanowiska w sprawie klauzuli sumienia nie pozostawiają wątpliwości. Przecież ten dokument wyraża stanowisko organu z jednej strony niezależnego, ale zarazem wpisanego w strukturę państwową i naprawdę trudno o lepszy przykład narzucania przekonań światopoglądowych i łamania wolności sumienia niż wykładnie owego dokumentu.

W całym dokumencie właściwie wybrzmiewa niewyrażona może wprost, ale czytelna myśl, że ciąża sama w sobie jest pewnego rodzaju patologią, a terapią są wszelkie działania zapobiegające ciąży lub zabijające poczęte życie ludzkie. To bardzo swoista eksplikacja podstaw etyki klasycznej w ogólności, wyrażonej w zasadzie "dobro należy czynić, a zła unikać" oraz podstaw etyki medycznej w szczególności z jej główną zasadą "po pierwsze nie szkodzić". Autorom dokumentu należałoby może przypomnieć, że w przeciwieństwie do absurdalnych "praw" reprodukcyjnych prawo do wolności sumienia jest prawem podstawowym, wynikającym nie z arbitralnej decyzji jakiegoś tam gremium, ale z godności osoby ludzkiej, z natury człowieka.           

Ks. prof. dr hab. Paweł Bortkiewicz

Dowiedz się więcej na temat: aborcja

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje