Ks. prof. Michał Czajkowski

To jest bardzo ludzka rzecz, że papież jest chory i cierpi tak, jak inni. Teraz znajdują w nim pocieszenie. Tak właśnie powinien odchodzić chrześcijanin - uważa ks. prof. Michał Czajkowski, przyjaciel papieża.

Tomasz Skory, RMF: Serce Jana Pawła II przestało bić ? tak podają agencje informacyjne. Administracja watykańska zwleka z potwierdzeniem takiej informacji, pochodzącej zapewne od lekarzy, opiekujących się Ojcem Świętym. Jeśli zwłoka, to dlaczego?

Reklama

Ksiądz profesor Michał Czajkowski: Ja się ośmielam mieć inne zdanie. Jeśli zwłoka, to znaczy, że serce jeszcze bije. Nie sądzę, żeby z podaniem tej informacji specjalnie zwlekano. Papież nie jest jakimś dyktatorem, którego śmierć trzeba ukrywać. Oczywiście, przygotowanie komunikatu może zająć kilka minut. Jestem jednak przekonany, że jeżeli nie mamy komunikatu o śmierci papieża, to jego serce jeszcze bije.

Mówi ksiądz jako przyjaciel Karola Wojtyły, a także papieża.

Nie ośmieliłbym się nazwać Karola Wojtyły moim przyjacielem w sensie ludzkim, chociaż znałem go jako bardzo młodego biskupa. W pewnych sprawach współpracowaliśmy. Mogę go natomiast nazwać moim przyjacielem podobnie jak wszyscy, którzy przyznają się do jego nauczania, i którzy mu coś zawdzięczają w swojej formacji duchowej. Zawdzięczam mu wiele także w mojej formacji kapłańskiej. W tym sensie mogę go nazwać moim przyjacielem, podobnie jak czasami nazywam Jezusa.

Czy ksiądz wyobraża sobie ostatni dzień życia Jana Pawła II? Szepty lekarzy, czytana półgłosem Biblia?

Na jego prośbę czytano mu także piękny psalm 118. Docierają do nas wiadomości zza spiżowej bramy i z papieskich pokojów. To dobrze, że to nie jest okryte jakąś tajemniczością. To jest bardzo ludzka rzecz, że papież jest chory i cierpi tak, jak cierpią inni. Mogą oni znaleźć w nim kogoś, kto ich rozumie i przeżywa to samo. To jest bardzo chrześcijańskie odchodzenie. Tak jak kiedyś modlono się z umierającymi, dawano im do reki gromnicę, tak i ten chrześcijanin odchodzi tak, jak powinien.

Wszystko to dzieje się z dala od zgiełku i od tego wszystkiego, co my obserwujemy, gubiąc się w domysłach. Proszę powiedzieć, znając Ojca Świętego, o czym myśli? Czy o spływach kajakowych, czy o kremówkach, a może o spacerach po górach?

To jest całkiem możliwe. Ale może także i o Kościele, który zostawia, o tym, czego dokonał i czego nie udało mu się dokonać.

A czy jest coś, czego papieżowi nie udało się dokonać?

Na pewno. Przecież nie całe jego nauczanie stało się programem wszystkich katolików na świecie i w Polsce. Bardzo wiele z tego jest jeszcze do zrobienia. Może przypomnę bliską mi sprawę ekumenizmu. Papież nazwał go jednym z priorytetów swego pontyfikatu i jednym z priorytetów duszpasterskich. Ilu duszpasterzy tak naprawdę traktuje ekumenizm jako jeden z priorytetów, a nie jako jakieś szkodliwe lub nieszkodliwe hobby? A sprawa pojednania chrześcijańsko-żydowskiego, potępienia w ostrych słowach antysemityzmu? Przecież antysemici nadal powołują się na papieża, Kościół i swoją wiarę. Ale ja myślę, że papież, umierając, jest też świadom, ile dobra stało się za jego pontyfikatu. Nie jestem tu pesymistą, jak wypomniał mi abp Gocłowski. Ja widzę, ile dobra się stało. Ten pontyfikat to jest wielka część mojej posługi kapłańskiej. Ja też jestem inny.

Sądzi ksiądz, że papież w ostatnich godzinach raczej się trapi?

Myślę, że on przede wszystkim z zaufaniem oddaje się Bogu, tak jak przystało na chrześcijanina. Być może zostawia już te troski, ale i radości i wspomnienia. Po prostu jest świadom, że zbliża się do bram nieba, że czekają go tam ramiona Ojca, w które ufnie się oddaje. Wiemy, że z pewnością do niedawna był świadomy i na pewno przeżywa to przejście na drugi brzeg z taką dziecięcą radością - idę do domu Ojca.

A co dla nas - tych, którzy zostajemy na tym świecie - będzie znaczyła śmierć Jana Pawła II, Ojca Świętego, Karola Wojtyły, Polaka?

Nie wiem. Mogę powiedzieć, co powinna znaczyć. Myślę tu przede wszystkim o moich współwyznawcach, o rodakach, o polskich katolikach, za których, jako ksiądz, też się czuje trochę odpowiedzialny. To, co się dzieje w tych dniach, to jest jakiś wstrząs. Błogosławione są też i łzy, ale ważne jest, aby po odejściu papieża nie pozostała jakaś tęsknota, żal, nostalgia, bo to przeminie. Najważniejsze jest, żebyśmy zrozumieli sens tego umierania i tego życia, sens śmierci i sposób jej przyjmowania. Sens godności tego cierpienia, ale przede wszystkim tych wszystkich lat, poprzedzających to papieskie odchodzenie. Ważną rzeczą jest, żebyśmy wszyscy zrobili rachunek sumienia ? co ja tak naprawdę wziąłem z tego papieskiego nauczania, jego osoby, postawy, jego gestów, papieskich encyklik, listów apostolskich. Tego jest bardzo dużo i trudno wymagać, żeby przeciętny parafianin to wszystko przeczytał. Ale do przeciętnego parafianina to orędzie dociera przecież poprzez duszpasterstwo, telewizję, prasę, chociaż nieraz w sposób płytki. Wiemy dobrze, o co chodziło papieżowi i nie można sobie wybierać, jak z talerza - to jest dla mnie ważne, a to nie, nie można brać pod uwagę jakiś prywatnych sympatii. Trzeba cały ten pontyfikat wziąć na serio. Te dni i godziny jego gaśnięcia, i to co nastąpi potem, dni przed pogrzebem - mogą, ale nie muszą, stać się dla polskich katolików czasem takich rekolekcji już nie wielkopostnych, ale właśnie wielkanocnych. Może to być okres zadumy, refleksji, rachunku sumienia - co ja z tego papieskiego przesłania mogę i powinienem jeszcze realizować.

Warto się nad tym zastanowić, by papież nie pozostał tylko figurą w oknie, machającą do nas z daleka.

Żeby papież nie był obiektem w kolejnym polskim muzeum, żeby nie pozostał tylko na pomnikach, które mu wystawiono. To byłaby przegrana tego pontyfikatu.

Dziękuję za rozmowę.

Dowiedz się więcej na temat: papież | przyjaciel | chory | Jan Paweł II | serce | ksiądz | Czajkowski

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje