Kto tego nie widział, nie uwierzy

To bardzo ważny gest: 7 lipca, w niedzielę poprzedzającą 70. rocznicę zbrodni wołyńskiej, we wszystkich kościołach w Polsce w ramach modlitwy powszechnej wierni modlą się w intencji ofiar antypolskich czystek etnicznych na Wołyniu w 1943 r.

Dlaczego to takie istotne? Ponieważ mówimy o jednej z najbardziej tragicznych, a zarazem najbardziej przemilczanych kart w historii naszego narodu. A my jesteśmy winni pamięć ofiarom tamtej okrutnej rzezi. Tymczasem, jak stwierdził niedawno prezes IPN Łukasz Kamiński, "wyniki badań opinii publicznej w Polsce i na Ukrainie wskazują, że w obu naszych narodach dominuje niewiedza na temat zbrodni wołyńskiej

Oprawcy i ofiary

Reklama

Najpierw z konieczności należy więc jeszcze raz przypomnieć garść podstawowych faktów dotyczących rzezi wołyńskiej. Do mordów na polskiej ludności Wołynia doszło na skutek inspiracji ukraińskich nacjonalistów, którym zamarzyło się nie tylko stworzenie niepodległego ukraińskiego państwa, ale także państwa, które byłoby całkowicie czyste etnicznie - na terenie niepodległej Ukrainy mieli mieszkać tylko i wyłącznie stuprocentowi Ukraińcy. W imię historycznej prawdy trzeba także wymienić nazwiska tych, którzy stali za tym zbrodniczym pomysłem. Byli to Dmytro Klaczkiwski - ówczesny dowódca grupy UPA-Północ, Iwan Łytwynczuk - dowodzący oddziałami UPA na północno-wschodnim Wołyniu oraz Wasyl Iwachow, referent wojskowy Zarządu Głównego OUN-B. To oni w trójkę podjęli decyzję o fizycznej eksterminacji  ludności polskiej, a ostatecznie zaakceptował ją Roman Szuchewycz, naczelny dowódca UPA.

Główna fala mordów dokonanych przez nacjonalistów z OUN-UPA, przy aktywnej pomocy części ukraińskiej ludności, miała miejsce w okresie od lutego 1943 r. do lutego 1944 r.  Symbolicznym dniem dla całej rzezi wołyńskiej jest "krwawa niedziela" 11 lipca 1943 r. Tego dnia  z rąk ukraińskich nacjonalistów zginęło kilkanaście tysięcy niewinnych Polaków - w zdecydowanej większości przypadków zamordowanych w wyjątkowo okrutny sposób: ćwiartowanych siekierami, palonych żywcem, przecinanych piłami, szlachtowanych sierpami i kosami. Nie oszczędzano nikogo - mordowano kobiety, dzieci, starców, palono całe wsie, burzono kościoły katolickie, rabowano majątki zabitych. Instytut Pamięci Narodowej szacuje ostrożnie liczbę ofiar wołyńskiej rzezi na 60-80 tys. osób.

Część historyków podaje liczbę 100-120 tys. osób, natomiast Ewa i Władysław Siemaszko -  najwybitniejsi badacze rzezi wołyńskiej - określają ją na co najmniej 60 tys. osób na Wołyniu oraz 70 tys. osób w przypadku mordów dokonywanych w Małopolsce Wschodniej. Do tego dochodzi także ok. 2-3 tys. ofiar po stronie Ukraińców, przy czym część z nich została zamordowana przez samych ukraińskich nacjonalistów za pomaganie polskiej ludności lub odmowę zabicia polskich krewnych lub sąsiadów.

Jednoznacznie: ludobójstwo

Bardzo poważnym problemem pozostaje cały czas definicja prawna rzezi wołyńskiej. Ukraińscy historycy wzbraniają się bowiem przed używaniem w tym przypadku słowa "ludobójstwo". Z kolei nasz Instytut Pamięci Narodowej stoi na stanowisku, że każde inne słowo jest niewłaściwe i nieadekwatne. "Uważamy, że droga do pojednania prowadzi przez poznanie i wypowiedzenie prawdy nawet o najtrudniejszej, najboleśniejszej przeszłości" - stwierdził kilkanaście dni temu prezes IPN Łukasz Kamiński, przypominając, że w tej chwili  prowadzone są 32 śledztwa IPN w sprawie zbrodni popełnionych przez UPA, a prokuratorzy kwalifikują je jednoznacznie jako zbrodnie ludobójstwa.

Kierownictwo Instytutu zapowiedziało także, że tegoroczne obchody 70. rocznicy rzezi wołyńskiej mają mieć przede wszystkim wymiar edukacyjny. W ich ramach zaplanowano okolicznościowe wystawy, konferencje naukowe oraz specjalny przegląd filmowy "Echa Wołynia", który odbędzie się w Warszawie, Łodzi, Rzeszowie, Wrocławiu, Gdyni, Katowicach i Szczecinie. Uruchomiona zostanie także ukraińska i angielska wersja portalu internetowego www.zbrodniawolynska.pl, zawierająca podstawowe informacje o zbrodni wołyńskiej, m.in. kalendarium, zdjęcia i relacje świadków.

Najgorzej wygląda nadal sytuacja, jeśli chodzi o edukację szkolną na temat Wołynia - drastyczność zbrodni oraz brak odpowiednich materiałów sprawiają, że dziś nauczyciele tylko  w niewielkim stopniu odnoszą się do tej tematyki na lekcjach. Dlatego też Biuro Edukacji Publicznej IPN przygotowało wreszcie specjalne materiały edukacyjne dla szkół zatytułowane Kto tego nie widział, nigdy w to nie uwierzy, które lada dzień mają trafić do placówek oświatowych.

Ważne słowa

Kilka tygodni temu na łamach "Przewodnika Katolickiego" pisałem o bezskutecznych wielomiesięcznych próbach wypracowania treści wspólnego listu biskupów rzymskokatolickich i greckokatolickich w sprawie 70. rocznicy zbrodni wołyńskiej. Wydawało się wówczas, że jakiekolwiek porozumienie w tej sprawie jest już niemożliwe, ponieważ strona ukraińska nie chciała zgodzić się na podkreślenie odpowiedzialności Ukraińców za rzezie na Wołyniu. Odrzucono m.in. proponowaną przez lwowskiego metropolitę abp. Mieczysława Mokrzyckiego formułę "Przepraszamy i prosimy o wybaczenie". "Skutkiem tego byłoby jednostronne przeproszenie ze strony Ukraińców, pomijając fakt, że Polacy też mają pewne winy wobec nas. Na takie ujęcie strona ukraińska nigdy się nie zgodzi" - mówił jeszcze niedawno abp Światosław Szewczuk, zwie-rzchnik Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego.

Tymczasem zupełnie nieoczekiwanie, w ciągu ostatnich kilku tygodni, zmieniło się bardzo wiele. Niemal w ostatniej chwili udało się bowiem wypracować tekst wspólnej deklaracji Kościoła Rzymskokatolickiego w Polsce i na Ukrainie oraz Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego, związanej z 70. rocznicą wołyńskiej rzezi. Porozumienie podpisane przez wspomnianego abp. Szewczuka oraz przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski abp. Józefa Michalika wyrasta z ducha Ewangelii, wzywając "do uznania prawdy i wyznania win, aby wejść na drogę pojednania".

Tekst zawiera jednak także jednoznaczne potępienie czystek etnicznych dokonanych na Polakach oraz słowa przeprosin ze strony zwierzchnika Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego. I to jest najwspanialsza, najbardziej optymistyczna wiadomość ostatnich dni. Jak bowiem powiedział abp Józef Michalik, komentując wspólną deklarację, "Nie ma przebaczenia tam, gdzie nie ma równie głębokiej świadomości bólu, przestępstwa, dramatu, który się dokonał. Im głębiej zaglądamy w ten dramat, tym większą rolę ma przebaczenie".       

TEKST ŁUKASZ KAŹMIERCZAK

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje