Szymon Hołownia

Dzisiejsza decyzja papieża, że zostaje, nie jedzie do szpitala, to znak "ja jestem". To nie maszyna, nie urządzenie, ja jestem - mówi RMF Szymon Hołownia, autor książki "Kościół dla średnio zaawansowanych".

Tomasz Skory, RMF: Stan zdrowia Jana Pawła II określany jest jako ciężki, stabilny, wiadomości o rzekomej śpiączce zostały szybko zdementowane. Do Watykanu zjeżdżają kardynałowie całego świata, także kardynał Ruini, który ma za zadanie poinformować o śmierci papieża - wszystko to znak, że koniec jest bliski?

Reklama

Szymon Hołownia: Wydaje się, że sytuacja jest rzeczywiście krytyczna. Nie przywiązywałbym się szczególnie do tego, że kardynał Ruini przyjechał do Watykanu. Poza wszystkim, że pełni tę funkcję, a nie inną, że jest wikariuszem Rzymu i jest rzeczywiście tym, który przekazuje informacje o tym, że pontyfikat się skończył, że papież umarł, to jest także kardynałem, człowiekiem i chce być w tym trudnym momencie przy papieżu, tak jak wszyscy kardynałowie, którzy - jak słyszymy - do Watykanu ciągną. To jest nie tyle oficjalny zjazd, co zwyczajny ludzki odruch. A czy koniec jest bliski? To Pan Bóg raczy wiedzieć.

Dramat rozgrywa się w zaciszu papieskich apartamentów. Jesteśmy zdani na doniesienia, czasami niepotwierdzone, niepewne, mylące. Czy to tak musi być?

Nie wiem, czy tak musi być. Zwróćmy jednak uwagę, ze od wczoraj te informacje wydostają się z Watykanu dość szerokim strumieniem. Dowiadujemy się, jaki jest stan papieża, w miarę precyzyjnie dowiadujemy się, jakie są medyczne przypadłości i zdrowotne, które ma w ostatnim czasie. Także tu i tak jest jakiś postęp.

Ale i w tej otwartości są rzeczy, które dają do myślenia ? że to już kolejny briefing po tygodniach milczenia. Daje do myślenia to uporczywe zapewnianie o przytomności Jana Pawła II, zaprzeczanie informacji o śpiączce. Czy nie kryje się za tym coś jeszcze?

A co może się kryć?

Może to, że jest nieprzytomny?

Nie. Jest tak, że pewne rzeczy trzeba czytać między wierszami i pewnych rzeczy musimy się domyślać. Jak dziś rano gruchnęła ta informacja na agencjach, że papież jest w śpiączce, tylu ludzi powiedziało, że jest on jednak przytomny, że ma kontakt ze światem, że gdyby nie była to prawda, to tak wielu ludzi z takim zapałem by tego nie dementowało, bo i po co? Jasne jest, że stan papieża jest ciężki, być może krytyczny, ale to tyle. Tyle wiemy.

Co by się działo, gdyby głowa Kościoła była sztucznie podtrzymywana przy życiu? Gdyby Jan Paweł II nie miał kontaktu z otoczeniem? Nie potrafił samodzielnie oddychać?

To są dwie różne rzeczy. Jeśli nie mógłby samodzielnie oddychać, to są środki medyczne, które mogłyby mu pomóc. Problem jest ze świadomością. Jeśli papież jest nieprzytomny, to nic się nie zmienia. Żyje w dalszym ciągu, jest tym samym człowiekiem, który był.

A co w sytuacji śpiączki?

Jeśli tak będzie, że papież zapadnie w śpiączkę, to to jest bardzo trudna sytuacja z punktu widzenia prawa kanonicznego. Wtedy trzeba przypuszczać, że być może papież zostawił pewne wskazówki, co wtedy należy zrobić. Jeśli zostawił takie wskazówki, zostawił jakiś list, jakiś rodzaj testamentu, na tę chwilę, kiedy jego stan okaże się być trwały, nieodwracalny. Pamiętajmy, że ze śpiączki można wyjść, to nie jest stan nieodwracalny. Ale jeśli pojawi się coś nieodwracalnego, co stwierdzą lekarze, co w tej sytuacji należy robić. Jeśli taki dokument jest i jeśli o nim wiedzą jego najbliżsi współpracownicy, to sytuacja jest jasna. Natomiast inna sytuacja jest prosta. O niej mówi konstytucja apostolska - o wakacie na Stolicy Apostolskiej. I tam jest jasno powiedziane, że wakat na Stolicy Apostolskiej pojawia się wtedy, kiedy papież umiera albo prawowicie zrzeka się urzędu. Prawowicie tzn. świadomie, dobrowolnie, w obecności świadków, kiedy nie ma wątpliwości co do jego woli.

Spodziewałby się pan takiej rezygnacji w obecnej sytuacji?

Nie wiem, wydaje mi się to prawdopodobne, że taki list mógł powstać, taki dokument. Te problemy papieża ze zdrowiem nie są niczym nowym. Było co najmniej kilka lat, aby z tą myślą jakoś żyć, jakoś się z nią oswoić. Myślę, że taki dokument mógł powstać. Nie mam żadnej wiedzy, to są wyłącznie moje hipotezy, podejrzenia.

A skoro o hipotezach. Ta druga - rezygnacja, przy świadkach, oficjalna. Czy to jeszcze możliwe?

Wydaje mi się, że nie, ale to także tylko moje przypuszczenie. Papież zdecydował się na to, żeby być do końca. Aby do końca być jasnym czytelnym znakiem tego pójścia w poprzek tego, co mówi dzisiejsza cywilizacja, tzn., że jeśli ktoś jest chory, umierający, to coś trzeba z nim zrobić - zamknąć w jakiejś instytucji, podłączyć do czegoś, żeby tylko coś się z nim działo lepiej. A on mówi nie, zostawicie te maszyny, tę medycynę. Ta jego dzisiejsza decyzja, że on zostaje nie jedzie do szpitala, ja czytam jako "ja jestem". To nie maszyna, nie urządzenie, ja jestem - i to najważniejszy znak. Teraz nie powinniśmy oczekiwać, myśleć, że papież zrezygnuje, bo to, co robi, to jest - jak słusznie ktoś zauważył - najpiękniejszy z papieskich z dokumentów, najpiękniejsza z encyklik.

Dowiedz się więcej na temat: maszyna | urządzenie | Jan Paweł II | RMF | znak | rzeczy | papież | szymon | Szymon Hołownia

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje