Doszło do zatajenia informacji o zapaleniu się metanu?

Czy doszło do zatajenia informacji o zapaleniu się metanu w piątek w kopalni Mysłowice-Wesoła? Prokuratorzy badają okoliczności wczorajszego wybuchu w tej kopalni, w wyniku którego 18 górników zostało ciężko poparzonych. Jeden jest nadal poszukiwany.

Media donoszą, że o pożarze było wiadomo od piątku. Władze kopalni zaprzeczają. Z kolei Wyższy Urząd Górniczy informuje, że dziś otrzymał anonim w tej sprawie.

Reklama

"Dziennik Zachodni" twierdzi, że w kopalni paliło się już od piątku. Na swojej stronie internetowej publikuje wypowiedź emerytowanego pracownika tej kopalni, który miał powiedzieć: "Wiem od kolegów, że oni w sobotę mieli zatamować ścianę, ktoś nie dopilnował. Myślę, że Wyższy Urząd Górniczy i Państwowa Inspekcja Pracy dojdą do tego". Ale Zygmunt Łukaszczyk, prezes Katowickiego Holdingu Węglowego nie wierzy w takie informacje: "To by dawało kłam jakimkolwiek innym monitoringom - działaniom, które są na bieżąco robione przy tego typu prowadzonych pracach eksploatacji, a szczególnie na kopalni, która jest kopalnią wysokometanową" - powiedział.

Z kolei WUG poinformował, że dziś otrzymał dwa anonimy - o zapaleniu się metanu w piątek i o przekroczeniu stężenia dwutlenku węgla. 

Dziś dwa zgłoszenia zostały przyjęte - oświadczył wiceprezes urzędu Wojciech Magiera: "W piątek było w tej ścianie zapalenie metanu i były nadmierne stężenia tlenku węgla. Jesteśmy instytucją, która na tego typu informacje reaguje niezwłocznie i gdyby to było w piątek to pewnie wszystko inaczej by wyglądało" - powiedział. Wyższy Urząd Górniczy sprawdzi, czy anonimy się potwierdzą się. 

Prezes WUG powołał komisję, która ma wyjaśnić okoliczności wczorajszego wypadku. 36 górników udało się wydostać na powierzchnię jeszcze wczoraj, jeden pracownik wciąż jest poszukiwany.


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje