Falstart procesu Krakowiaka

Z powodu nieobecności 4 oskarżonych przed Sądem Okręgowym w Katowicach nie udało się odczytać aktu oskarżenia w procesie "Krakowiaka". Ta jedna z największych spraw przeciwko zorganizowanej przestępczości toczy się od blisko trzech lat.

Musi się rozpocząć ponownie z powodu choroby ławniczki. 131 rozpraw trzeba powtórzyć w nowym składzie orzekającym.

Reklama

Dwóch oskarżonych, którzy nie przyszli dziś do sądu, przysłało faksem zaświadczenia lekarskie o chorobie. Przewodnicząca składu orzekającego Grażyna Łukaszewicz zaznaczyła jednak, że takie przesłanie dokumentów nie spełnia formalnych wymogów. Nie ma żadnych informacji o dwóch pozostałych oskarżonych, którzy się nie stawili. Sąd będzie ustalał, co się z nimi dzieje. Zaplanowana na jutro kolejna rozprawa została odwołana.

- Teoretycznie może się zdarzyć, że tych czterech oskarżonych przyjdzie na następną rozprawę, ale nie będzie czterech kolejnych - powiedział prokurator Marek Pasionek.

Obecnie tylko 11 oskarżonych jest nadal aresztowanych, aż 21 odpowiada z wolnej stopy. Jeżeli nadal nie będą się stawiać, sąd może mieć problemy z prowadzeniem procesu. Zgodnie z przepisami, na rozprawie powinni być wszyscy podsądni do czasu złożenia przez oskarżonych wyjaśnień. Dlatego niewykluczone, że dojdzie do wyłączenia spraw kolejnych oskarżonych do odrębnych procesów.

- Tych z wolnej stopy nie jesteśmy w stanie zdyscyplinować na tyle, że jeżeli będąc na wolności, nie przyjdą, to najwyżej sąd może później zastosować jakieś środki, czy to areszt, czy to doprowadzenie. Przy tak dużej grupie osób, odpowiadających z wolnej stopy, trudno jest skompletować ławę oskarżonych. Sąd się jeszcze wstrzymał z decyzją o ewentualnym wyłączeniu tych oskarżonych, bo niewykluczone, że za tydzień wszyscy stawią się w komplecie - powiedziała rzeczniczka katowickiego sądu Teresa Truchlińska-Binasik.

Na ławie oskarżonych zasiadają 32 osoby. Sprawa zabójstwa białoruskiego gangstera Wiktora F. została na wniosek obrony wyłączona do odrębnego postępowania. Zbrodnię tę miał zlecić gangowi "Krakowiaka" szef mafii szczecińskiej Marek M., pseud. Oczko. Teraz "Oczko" i kilku innych oskarżonych odpowie w innym procesie. Chociaż prokuratura była temu przeciwna, to - jak powiedział dziennikarzom prokurator Pasionek - sąd jest gospodarzem procesu i dlatego nie kwestionuje tej decyzji.

Gang "Krakowiaka" był uważany za jedną z najgroźniejszych grup przestępczych w kraju. Zdaniem prokuratury, dopuścił się kilkunastu zabójstw, porwań, rozbojów, handlu bronią i narkotykami. Do sądów trafiło ponad 20 aktów oskarżenia przeciwko członkom tego gangu. W głównym procesie, w którym oskarżeni odpowiadają m.in. za kilka zabójstw, napady rabunkowe, wymuszenia rozbójnicze i handel narkotykami, zgromadzono 132 tomy akt.

Policja rozbiła gang "Krakowiaka" na początku 1999 roku. Proces rozpoczął się w lutym 2001 roku, został jednak przerwany już na samym początku, bo szef grupy sprawiał wrażenie osoby niepoczytalnej - krzyczał i śpiewał na sali rozpraw, groził, obrażał sąd. "Krakowiaka" skierowano na obserwację psychiatryczną. Lekarze orzekli, że może on odpowiadać przed sądem. Proces ruszył na dobre w lipcu 2001 roku.

Prokurator Pasionek zwrócił uwagę, że od skierowania do sądu aktu oskarżenia w tej sprawie minęły prawie cztery lata, a od popełnienia niektórych zarzucanych oskarżonym przestępstw - ponad dekada.

W połowie listopada katowicki sąd skazał Janusza T. na 13 lat więzienia - w sprawie napadów rabunkowych popełnionych w latach 90. Kilka tygodni wcześniej w innym procesie sąd wymierzył "Krakowiakowi" karę sześciu lat więzienia. Oba wyroki są nieprawomocne.

RMF/PAP

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje