Katastrofa w kopalni Halemba. Marek Z. ukarany

Na 3 lata więzienia skazał gliwicki sąd b. szefa działu wentylacji, oskarżonego o sprowadzenie katastrofy w kopani Halemba z 2006 r., w której zginęło 23 górników. 14 oskarżonych, wśród nich b. dyrektor kopalni, usłyszało wyroki w zawieszeniu, dwóch uniewinniające.

Nieprawomocny wyrok zapadł po ponad sześciu latach procesu. Katastrofa w Halembie była największą tragedią w polskim górnictwie od blisko 30 lat. Doszło do niej 21 listopada 2006 r. podczas likwidowania ściany wydobywczej 1030 m pod ziemią. Z powodu zaniechania profilaktyki przeciw zagrożeniom naturalnym, po zapaleniu i wybuchu metanu w wyrobisku wybuchł pył węglowy, czyniąc spustoszenie i zabijając większość ofiar tragedii.

Reklama

Wydając wyrok sąd potwierdzi większość ustaleń gliwickiej prokuratury. Tylko dwóch z  17 oskarżonych mężczyzn zostało uniewinnionych. Sąd uznał bowiem, że zeznania świadków w ich przypadku są na tyle niespójne, że nie można im przypisać winy. 14 mężczyzn zostało skazanych na karę więzienia w zawieszeniu i grzywny.

Najwyższą karę sąd wymierzy Markowi Z., któremu prokuratura zarzuciła sprowadzenie tej katastrofy. Poza bezwzględną karą więzienia, sąd zakazał mu zajmowania kierowniczych stanowisk w górnictwie przez trzy lata.

Na 2 lata więzienia w zawieszeniu na 5 lat sąd skazał b. dyrektora kopalni Kazimierza D., który jest najważniejszym w hierarchii górniczej oskarżonym w tej sprawie. Prokuratura zarzuciła mu sprowadzenie niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia górników, co skutkowało śmiercią 23 osób.

Według śledczych, w listopadzie 2006 r. wiedział o przekroczonych dopuszczalnych stężeniach metanu w kopalni, tolerował też brak profilaktyki w zakresie zwalczania zagrożenia wybuchem pyłu węglowego i zdawał sobie sprawę z niebezpieczeństwa. Mimo to zlekceważył alarmujące dane i nie nakazał przerwania prac, skutkiem czego była śmierć górników.

Wychodząc z sądu dyrektor oświadczył, że nie czuje się winny. Prokuratura domagała się dla Kazimierza D. kary siedmiu lat bezwzględnego więzienia. Sąd wymierzył mu znacznie łagodniejszą karę, oceniając, że stopień jego zawinienia był niższy niż przyjęła prokuratura, wziął też od uwagę okoliczności łagodzące - długotrwałą nienaganną opinię w miejscu pracy oraz dotychczasową niekaralność.

"W kontekście wieku oskarżonego - niezależnie od tego jak to brzmi - musi być ona postrzegana inaczej niż niekaralność osób młodych" - powiedziała sędzia Grażyna Stankiewicz-Chimiak.

Spośród 17 oskarżonych tylko b. szef działu wentylacji Marek Z. został skazany na bezwzględną karę więzienia. Prokuratura, która zarzuciła mu sprowadzenie tej katastrofy, żądała dla niego ośmiu lat więzienia. Także w jego przypadku wpływ na wymiar kary miała modyfikacja jednego z zarzutów i dotychczasowa niekaralność.

"Oskarżony Z. jest sprawcą incydentalnym. Już samo orzeczenie kary bezwzględnej pozbawienia wolności jest okolicznością wysoce dolegliwą, natomiast nie ma potrzeby, aby kara ta miała izolować oskarżonego na czas długotrwały" - powiedziała sędzia.

W ustnym uzasadnieniu podkreśliła, że choć oczywistym jest, iż oskarżeni nie doprowadzili do katastrofy celowo, to jednak łamanie przepisów w kopalni było ewidentne i rozpoczęło się już na etapie przystąpienia do likwidacji ściany. Nie zorganizowano drogi transportu demontowanych elementów, podczas prac ignorowano informacje o przekroczonych stężeniach metanu; nie wyprowadzając wówczas załogi z zagrożonego rejonu; kopalni fałszowano też próbki pyłu węglowego, by wykazać, że był on należycie neutralizowany pyłem kamiennym, oraz dokumentację - wyliczała.

Sędzia podkreśliła, że Kazimierz D. i Marek Z. nie mogą bronić się brakiem informacji o przekroczonych stężeniach metanu, bo otrzymywali w tej sprawie raporty i wiedzieli, że nie są to przypadki jednostkowe.

"Sąd wziął oczywiście pod uwagę fakt, że ruch kopalni zawsze związany jest z działaniami praw natury i rodzącymi się z tego powodu, często niedającymi się przewidzieć okolicznościami. Tym bardziej wszelkie decyzje muszą być podejmowane w sposób o najwyższym stopniu ostrożności i staranności. Tylko takie bowiem działania mogą doprowadzić do minimalizacji powstawania zagrożeń" - zaznaczyła sędzia Stankiewicz-Chimiak.

Dodała, że gdyby oskarżeni należycie wykonali swoje obowiązki i nie poświadczali nieprawdy w dokumentach "zdarzenie, o ile by do niego doszło, można byłoby uznać za niezawinioną przez nikogo tragedię". Wytknęła oskarżonym działania rutynowe, zgodne ze zwyczajami, nie zawsze z przepisami. Oceniła, że Marek Z. i naczelny inżynier kopalni nie mieli wystarczającego doświadczenia.

Sędzia podkreśliła też, że oskarżeni swych sprzecznych z prawem działań lub zaniechań nie mogą tłumaczyć grożącymi im się konsekwencjami służbowymi. "Tam gdzie chodzi o zdrowie i życie ludzkie nikt nie może skuteczne powoływać się na usytuowanie swojej osoby w hierarchii służbowej" - wskazała.

Prokurator Wiesław Kużdżał powiedział, że decyzja w sprawie ewentualnej apelacji zapadnie po zapoznaniu się z pisemnym uzasadnieniem. "Ciężko czuć satysfakcję, sprawa na pewno nie wróci życia tym 23 osobom. Może być jednak jakimś przyczynkiem, przestrogą dla całego środowiska osób, by nie naruszały przepisów i nie doprowadził do podobnej tragedii" - powiedział autor aktu oskarżenia.

Wyrokiem rozczarowane były żona i matka jednego z górników, którzy zginęli w katastrofie. Wychodząc z sądu matka ofiary katastrofy wyraziła nadzieję, że prokuratura złoży apelację. "Chcę sprawiedliwości, ale widzę, że jej nie ma. Wszyscy w zawieszeniu, co to jest za wyrok? Straciłam syna, a oni trochę posiedzieli i są wielce skrzywdzeni. On się bawi z dzieckiem, a mój syn nie" - powiedziała Barbara Gaszka.

15 ofiar wybuchu to pracownicy zewnętrznej firmy Mard, która na zlecenie kopalni prowadziła prace likwidacyjne - jej pracownicy mieli wydobyć wart miliony złotych sprzęt. Szef tej firmy został w czwartek skazany na rok więzienia w zawieszeniu. W odrębnym procesie D. został skazany na rok i dwa miesiące więzienia w zawieszeniu oraz grzywnę za poświadczenie nieprawdy w dokumentach przy przetargu na likwidację ściany w Halembie. Jak ustalili śledczy, przetarg był ustawiony w taki sposób, by prace tam prowadziła firma Mard.

Prokuratura Okręgowa w Gliwicach zamknęła śledztwo w tej sprawie w czerwcu 2008 roku. Aktem oskarżenia objętych zostało 27 osób, dziewięć z nich wniosło o możliwość dobrowolnego poddania się karze (zostali skazani na więzienie w zawieszeniu i grzywny), sprawę jednego oskarżonego wyłączono do innego postępowania. Główny proces ruszył w listopadzie 2008 r. Proces ruszył w listopadzie 2008 r. Sprawa była rozpoznawana na blisko 150 terminach rozpraw, na których przesłuchano 349 osób. Zgromadzono 66 tomów akt.

Niespełna trzy lata po katastrofie w Halembie w polskim górnictwie doszło do kolejnego wypadku. 18 września 2009 r. w kopalni Wujek-Śląsk zginęło 20 górników, a 37 zostało rannych. Wątek dotyczący samej katastrofy katowicka prokuratura umorzyła, nie dopatrując się związku pomiędzy zachowaniem człowieka a zapaleniem się i wybuchem metanu. Dopatrzyła się jednak nieprawidłowości, do których dochodziło w kopalni przed katastrofą. Oskarżyła o nie 56 osób, zarzucając im m.in. sprowadzenie niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia pracowników.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje