Katowice na haju

W Katowicach działa sklep, w którym można kupić legalne środki odurzające. Sprzedają się jak świeże bułeczki, choć specjaliści od uzależnień ostrzegają: można je przedawkować!

Klientami sklepu są przede wszystkim studenci pobliskich wydziałów, ale zdarzają się też obcokrajowcy, a nawet prawnicy i lekarze - przekonuje Michał Skowronek, współzałożyciel pierwszego na Śląsku Smile Shopu. Jego inwestycja okazała się strzałem w dziesiątkę - wiadomość o niewielkim sklepiku bardzo szybko rozeszła się wśród młodych ludzi pocztą pantoflową.

Reklama

Syndrom sex shopu

Ci, którzy po raz pierwszy przekraczają próg niewielkiego lokalu, mogą poczuć "syndrom sex shopu". To bowiem wkroczenie do świata noszącego społeczne piętno. Ciekawość jest jednak silniejsza, a w środku siedzi Michał Kamieński, cierpliwie objaśniający klientom działanie poszczególnych specyfików. - Bierzesz jedną, później drugą tabletkę. Jeśli twoja dziewczyna waży mniej niż 60 kg, to niech weźmie połowę, bo będzie miała kłopoty z zaśnięciem - tłumaczy jednemu z nich.

To nie środki chemiczne mają być jednak wizytówką Smile Shopu, a mieszanki roślin i aromatycznych ekstraktów do palenia, zastępujące nielegalną w Polsce marihuanę.

Legalni jak Żabka

Okoliczni mieszkańcy początkowo z niedowierzaniem patrzyli na powstający w ich sąsiedztwie sklep. Jednak jak sprawdziliśmy, w świetle obowiązujących w Polsce przepisów Smile Shop działa tak samo legalnie, jak znajdująca się po drugiej stronie ulicy Żabka. - Żaden ze składników oferowanych przez nas produktów nie widnieje w wykazie środków zabronionych - przekonuje Rafał Maciąg, wspólnik Skowronka. A ten dodaje: - Każdy z "dopalaczy" był wcześniej badany pod kątem zawierania substancji nielegalnych w policyjnym laboratorium kryminalistycznym. Jednak, mimo że brakuje stosownych regulacji prawnych, owych "dopalaczy" nie sprzedaje nieletnim i odradza swoim klientom prowadzenia samochodu po ich zażyciu.

Nie dajmy się zwieść!

Moda, ciekawość, nastawienie na zabawę i krótkodystansowe myślenie, to jego zdaniem główne czynniki, które zdecydują, że po "dopalacze" ze Smile Shopu sięgnie mnóstwo młodych ludzi. - Nie dajmy się zwieść otoczce legalności - alarmuje Lech Cierpioł, terapeuta uzależnień z 30-letnim stażem. - Dobrze, jeśli skończy się na jednym, dwóch razach. Gorzej - jeśli uśpiona czujność doprowadzi do uzależnienia. Pamiętajmy, że "dopalacze" można przedawkować tak samo jak normalne narkotyki. Nawet ze skutkiem śmiertelnym.

Zabronić nie można, ale...

Szczególnie zagrożeni uzależnieniem są ludzie, którzy mają problemy ze swoim "ja". Gdy w życiu człowieka nie ma zasad lub gdy ich granice są półpłynne, to perspektywa stymulacji używkami jest nad wyraz nęcąca.

Aby chronić tego typu ludzi, uniemożliwiając firmom podobnym do Smile Shopu dalszą ekspansję na polski rynek, nie można zabronić prawnie stosowania substancji stosowanych do produkcji "dopalaczy", ponieważ ich skład może być modyfikowany przez ich twórców w nieskończoność. Zdaniem Lecha Cierpioła, wystarczyłoby wprowadzenie zasady koncesjonowania sprzedaży "dopalaczy" na tej samej zasadzie, jak dzieje się to w przypadku handlowania alkoholem. Wówczas to władze miast brałyby odpowiedzialność za istnienie na ich terenie sklepów z tego typu kontrowersyjnymi używkami. A dziś to po prostu wolnoamerykanka...

Bartłomiej Wnuk

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje