Medyczna zagadka

Po 19 latach bezwładnego leżenia w łóżku Jan Grzebski z Działdowa zaczął w ubiegłym tygodniu mówić i poruszać się.

- Lekarze mówili, że mąż jest w śpiączce i nie ma dla niego ratunku - twierdzi Gertruda Grzebska, żona pana Janka. Przez te wszystkie lata codziennie go pielęgnowała, karmiła i nie traciła wiary w sens swojego poświęcenia. Historia o panu Janku obiegła światowe media - informuje "Dziennik Zachodni".

Reklama

- Zasnął w komunizmie, obudził się w kapitalizmie - głosił nagłówek jednej z włoskich gazet.

- To do mnie ten pacjent trafił na rehabilitację. Sądziłem, że uraz miał całkiem niedawno - mówi Wojciech Pstrągowski, kierownik oddziału rehabilitacji działdowskiego szpitala. Pracownicy działdowskiego szpitala nie podzielają opinii o cudzie, który rzekomo miał się przytrafić panu Jankowi.

Jednak dyrektor ds. opieki zdrowotnej SPZOZ w Działdowie dr Joanna Hensel dopiero w środę ujawniła, że zarówno neurolog, jak i anestezjolog ze szpitala, twierdzą, iż ?przynajmniej od 1990 roku nie było żadnego kryterium, które świadczyłoby o tym, że Jan Grzebski był w stanie śpiączki?, głównie dlatego, że słyszał i rozumiał, co się do niego mówi. Jej zdaniem można tu mówić tylko o afazji, czyli zaburzeniach mowy i artykulacji.

- Mianem afazji można określać tylko i wyłącznie zaburzenia mowy. Jeżeli zaś pacjent nie mógł się poruszać, to dodatkowo z pewnością wystąpił tu niedowład kończynowy, który podobnie jak afazja mógł być spowodowany rozmaitymi uszkodzeniami mózgu - próbuje wyjaśnić zagadkę przypadku Jana Grzebskiego dr Stanisław Ochudło, zastępca kierownika Kliniki Neurologii Wieku Podeszłego Śląskiej Akademii Medycznej.

- Jeśli pan Jan nie stracił całkowicie świadomości, to znaczy, że jego mózg mógł znajdować się w tzw. stanie zamknięcia, który charakteryzuje się tym, że chory odbiera rzeczywistość, ale przekazuje to tylko przy pomocy ruchów gałek ocznych. To też jest rodzaj śpiączki. Taką hipotezę rzeczywiście musimy chyba wykluczyć, ponieważ osoba znajdująca się w śpiączce jest karmiona przez sondę - wyjaśnia dr Ochudło.

Podkreśla jednak, że bez dokładnych badań pana Janka trudno jest stwierdzić, co tak dokładnie działo się w mózgu chorego, jako osoby, która nie była w stanie mówić i poruszać się. - Faktem jest natomiast, że jeżeli patrzy na taką osobę ktoś, kto nie jest lekarzem, może twierdzić, że znajduje się ona w śpiączce - zaznacza dr Ochudło.

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje